środa, 18 grudnia 2024

plusy

Kalina dostała dziś zaświadczenie od swojego lekarza, że jest zdolna.

Co prawda do pracy, ale to jednak miłe, że ktoś dostrzega w Kalinie jakieś plusy.

Pojutrze pomaszeruje Kalina z tym zaświadczeniem do lekarza medycyny pracy, który w ciągu 28 sekund odptaszkuje wszystkie formularze, przystawi pięć pieczątek i spyta Kalinę, czy dobrze się czuje. Bo tak wyglądają badania wykonywane przez lekarza medycyny pracy.

Druczek od lekarza medycyny pracy jest niezbędny do tego, żeby Kalina mogła wrócić do jarzma krzewienia wiedzy przyrodniczej. 

Kurierzy napisali na stronie sąsiedzkiej, że mieli dziś w dzielnicy Kaliny do rozłożenia w paczkomatach 8000 paczek. A miejsc w paczkomatach w okolicy jest około 2000. Oznacza to, że 6000 paczek wyląduje w punkcie odbierania paczek (punkt jest wielkości większego kiosku). Ciekawe, czy kolejka do tego punktu będzie widziana z kosmosu....


wtorek, 17 grudnia 2024

oznacza

Kalina mailowo zamawiała menu w restauracji. Trele morele, różne atrakcje i do tego jedno danie wefetariańskie. Tak właśnie napisała Kalina: wefetariańskie.

Brzmi to tak cudownie sepleniąco, że aż powinno coś oznaczać, prawda? Szkoda, żeby takie zgrabne słowo się marnowało. 

Wefetarianizm. Radykalny wefetarianizm. Spotkanie wefetarianistów. Mój syn ma poglądy wefetariańskie. Gdzie można znaleźć literaturę wefetariańską? 

A może przymiotnik powinien być: wefetarianistyczny? 

Jaka odpowiedzialność spoczywa na Kalinie. Nowe słowo może zmienić przyszłość narodów. 

Kalina sprawdziła w tłumaczu google, co oznacza wefetar. I otóż uwaga, uwaga: wefetar oznacza po kurdyjsku zmarłego

Czyli wefetarianizm byłby nurtem filozoficznym, uznających zmarłych za żywych, a żywych za  zmarłych. Albo coś innego. Kalina jest otwarta na propozycje. Słowo jest, brakuje teraz tylko sensu. A nawet sęsu.


hamulce

Wiatr wieje z dziwnej strony...

Zwykle porywy dochodzą równolegle do okien Kaliny, co sprawia, że wiatr ślizga się po ścianie budynku. A teraz przychodzą ukośnie i wydaje się, że coś wielkiego i ciężkiego nagle opiera się o drzwi balkonowe.

Dziś kolejna porcja zakupów na święta, czyli dramatyczna historia o tym, jak Intermarche drive ratuje Kalinie życie.

W czwartek przyjeżdża świąteczny gość. Spędzi u Kaliny 2 tygodnie i Kalina liczy na to, że dzięki niemu wspólny czas będzie jeszcze lepszy. No bo przecież spanie w jednym łóżku z gościem-mopsem to najlepszy możliwy prezent na święta. 

Kalina ma ciężki czas. Wszyscy wokół są podenerwowani i tracą hamulce. Kalina źle znosi jazdę bez hamulców. Zwłaszcza teraz. W Kalinie wyłączył się przycisk od mówienia. Słucha, pyta, opowiada o głupotach, ale nie mówi...

- Mamo, przygotowujesz teraz kolejną książkę? 

- Kiedy jedziesz do Hagi?

- Co dzisiaj robiłaś?

- Kalina, masz plany na weekend?

- Czego się teraz uczysz?

- Zredagujesz mi kilka artykułów?

A mimo to jakoś się nie klei..



sobota, 14 grudnia 2024

kulinarnych

Kalina zaliczyła ostatnio serię kulinarnych wpadek. A nawet katastrof.

Kalina nie lubi gotować i nie umie tego robić. Obiady rodzina Kaliny zawdzięcza urządzeniu samogotującemu. Niestety okazuje się, że nawet urządzenie dla kulinarnych debili nie jest w stanie poradzić sobie z nieumiejętnościami Kaliny.

Kalina czasem coś zmienia w przepisie, ponieważ musi zastąpić produkt nieobecny czymś, co jest w domu. I robią się potem żywieniowe koszmary.

Ostatnio:

1. Hummus w kolorze psiej kupy (zamiast oliwy Kalina dodała olej z pestek dyni, który ma ciemny kolor)

2. Zupa z soczewicy o smaku okropnym i konsystencji mazistej (rozgotowały się kluski kładzione)

3. Sos o smaku mango, który Kalina robiła na żeliwnej patelni (zaszła jakaś reakcja między mango a patelnią i sos przypominał barwą krowią kupę)

4. Kotlety schabowe o strukturze i twardości pnia sosny (przyczyna nieznana).


nazwę

- Wolałabyś mieć nieograniczony dostęp do książek, czy do muzyki, Kalina? - padło pytanie na lekcji angielskiego.
Okazało się, że Kalina jako jedyna w grupie wybrała książki.
Muzyka nie jest dla Kaliny aż taka ważna. Lubi Kalina posłuchać, ale równie dobrze może spędzić tydzień bez muzyki. 
Lubi Kalina czytać, ale równie dobrze może spędzić tydzień bez czytania. 
Jednak brak książek w dłuższej perspektywie wydawałby się bardziej bolesny. O wiele bardziej.

Ludzkość usankcjonowała kłamstwo i wymyśliła dla niego nazwę: literatura. 
To była dobra decyzja.



czwartek, 12 grudnia 2024

ugina

W rodzinie Kaliny każdy chodzi z bólem. Fizycznym albo psychicznym. Jest nadzieja, że wszyscy ogarną się do świąt i będą mieli dobry czas.

Pogoda wymarzona dla samobójców. Warstwa chmur tak ciężka, że sufit się ugina. Człowiek budzi się rano, a tu wieczór. Wilgoć wszędzie. 

W poszukiwaniu czegoś, co zapełni ciszę podczas udawania, że robi się coś pożytecznego, Kalina znalazła na spotifaju Japanese Relaxation and Meditation. I tego słucha. 

Ostatnie prezenty jadą już do paczkomatów, a za ponad tydzień starsza córka Kaliny przyjedzie z drugiego końca świata. 

Młodsza córka ugina się pod ciężarem problemów, które spadły na nią ostatnio. I gdy odrobinkę udało jej się podnieść z kolan, dostała kolejny cios. 

Miało być już lepiej, cholerny losie! 

piątek, 6 grudnia 2024

Wielorazowego

Córki Kaliny smutne. Nie mają sił do walki, są przemęczone, za dużo dźwigają swoich szkolno-zawodowych spraw, a tymczasem sprawy osobiste nie poprawiają sytuacji. 
Kalina nie może im pomóc, bo ich problemy wykraczają poza kompetencje mamy-czarodziejki. 
Może Kalina tylko pytać, czy potulić (to z młodszą), albo pytać, czy może pytać (to ze starszą). 
Nauczyła się już Kalina, że takie pytania muszą poleżeć, zanim przyjdzie na nie odpowiedź.  Zwykle najpierw pada krótkie "nie", a po kilku minutach pojawia się proszące "potulić" oraz zgodne "to jednak ci powiem". 
Zatem spędza Kalina ostatnio czas jako chusteczka do nosa. 
Wielorazowego użytku.  

środa, 4 grudnia 2024

wolutku

Kalina powolutku, po cichutku próbuje poradzić sobie ze swoimi lękami i strachami.

Bo najdrobniejsze rzeczy ją ostatnio przytłaczają.

Zrobiła sobie Kalina listę rzeczy do zrobienia i odhacza. Odhacza dzielnie.

Dziś zrobiła zakupy, potwierdziła rezerwację w knajpie, wybrała menu, umówiła wizytę córki u lekarza i sprzątnęła pewne zapomniane przez boga i ludzi miejsce w sypialni. 

Skończyła Kalina słuchać swoich ukochanych "Perswazji" i teraz zabiera się za kolejną powieść Jane Austen. Zna je Kalina wszystkie jak własną kieszeń, ale to nie przeszkadza w miłości. A nawet pomaga. 

PS. Język polski jest uroczo zaskakujący. No bo jak inaczej wytłumaczyć pisownię "powolutku" i "po cichutku"... No jak?

po wolutku, po cichutku

powolutku, pocichutku


czwartek, 28 listopada 2024

Wnioski

W nocy we śnie coś zgubiłam. Bardzo ważny przedmiot.

Mieszkałam wtedy w kamienicy z pięknym wewnętrznym podwórkiem. 

Koleżanka pomagała mi to odszukać, ale ciągle coś nas odciągało i nie zdążyłyśmy. Co chwilę musiałyśmy robić coś innego. Banalnego. 

To bardzo frustrujące.

Nie dość, że nie odnalazłam, to jeszcze nie wiem, co to było.

I na dodatek powodem klęski było to, że angażowałam się w wiele drobnych, niepotrzebnych rzeczy.

I tu przydałby się tybetański mnich, który siedząc na podłodze w ciemnej obórce, otulony dymem z kadzidełka wyjaśniłby Kalinie, że powinna wyciągnąć z tego snu wnioski dla siebie. 

Same wnioski nie wystarczą. Kalina wie. Potrzebny jest jeszcze przycisk "start" i rozpoczęcie wdrażania.

wtorek, 26 listopada 2024

sytuacja

Sytuacja jak z horroru:
Kobieta wyjeżdża do miłości swojego życia na drugi koniec świata. 
Na miejscu okazuje się, że facet jest domatorem, skupionym na niej. Niemal nosi ją na rękach.
Idylla. Spędzają cały czas ze sobą. Zakochani po uszy. 
On świetnie zarabia, więc ona nie podejmuje żadnej pracy. Korzysta z jego konta, żyje w luksusie.
I zaczyna się szara rzeczywistość: okazuje się, że gość jest uzależniony, dochodzi do przemocy fizycznej.
Kobieta jest zabrana z domu przez organizację, przeciwdziałającą przemocy domowej. Trafia do ośrodka.
Kupuje sobie bilet powrotny do Polski.
Niestety nie wsiada do samolotu. Zostaje. Będąc w ośrodku odbiera od niego dziesiątki telefonów.
Wszystko wskazuje na to, że do niego wróci, bo przecież on potrzebuje pomocy i wsparcia.

Przyjaciółka próbuje jej pomóc tocząc z nią długie rozmowy przez telefon. Prowadzi ją metodą małych kroków. Nieskutecznie. 
On musi sam podjąć decyzję o leczeniu.
Ona musi sama podjąć decyzję o odejściu.


cytaty

Znacie Loesje?

Uwielbiam te cytaty.

W mojej kuchni wisi naklejka z jednym z nich. Wklejona w ramkę. Tekst brzmi:

Kto decyduje

co jest niemożliwe?

Przytaczam tu treść, bo chcę sobie przypominać, że "niemożliwe" nie jest cechą uniwersalną, tylko ściśle związaną z osobą, która mówi. 

Chcę pamiętać, że jeśli ktoś mówi "to jest niemożliwe", to znaczy, że nie umie, nie chce mu się, szuka wymówek. 

W większości wypadków niemożliwe oznacza, że należy się odsunąć, zastanowić i znaleźć inne rozwiązanie.

A te naiwne powyższe mądrości napisała Kalina, która chce wrócić do literatury. Co obecnie wydaje się niemożliwe. Bo sama Kalina tak uznała. Ale się myli.

poniedziałek, 25 listopada 2024

detali

Kalina odebrała nowe okulary. Progresywne. Wyszła Kalina od optyka, stanęła na korytarzu w centrum handlowym i oniemiała. Ileż rzeczy widać. I jak wyraźnie.

Rzeczywistość, w której porusza się Kalina, zyskała wiele nowych detali. Ludzkie twarze, napisy na towarach, linie na chodniku, zmarszczki na dłoniach.

Kalina czyta kryminał J.K.Rowling (pod pseudonimem) - "Serce jak smoła". Chyba fajny.


trudno

Kalina czuje, że ma za dużo przedmiotów w domu.
Narasta w Kalinie poczucie ciasnoty.
Kalina wie, że takie uczucie w pewnym momencie dojrzewa do czynu. I kończy się wyrzucaniem niemal wszystkiego.
Potem zawsze żałuje Kalina, że wyrzuciła sporo fajnych rzeczy, ale cóż począć. Na geny nie poradzisz.

Działeczka Kaliny jest kompletnie nieprzygotowana do zimy. Zero. Nic.
Trudno. Ogródek jakoś musi sobie poradzić. Teraz Kalina nie jest ogrodniczką. Teraz Kalina przygotowuje się do zimowej hibernacji.

niedziela, 24 listopada 2024

naprawę

W tym tygodniu Kalina zmienia opony na zimowe (hm... a nie dało się wcześniej?) i odstawia samochód do warsztatu na zaplanowaną naprawę czegoś w środku.

Planowany koszt: 5000 zł.

I na tym koniec, bo co tu więcej pisać.



sobota, 23 listopada 2024

rywalizacji

Kalina jest wrażliwa na rozmowy "to jeszcze nic".
Kalina nie wie, skąd w ludziach potrzeba rywalizacji i stawiania swojego na wierzchu.

- Boli cię ząb? To jeszcze nic! Mnie tak kiedyś bolał ząb, że.... - i tu następuje opis, najczęściej podkoloryzowany znacznie, który ma być dowodem, że w Światowym Konkursie Bólu Zęba Na Długie Dystanse pierwsze miejsce jest już dawno przyznane.

Co ciekawe, problem dotyczy wszystkich aspektów życia. Chorób, wypadków samochodowych, hałasujących sąsiadów i przypalonych naleśników. Szans na wdrożenie rywalizacji jest sporo. 
The sky is the limit.
 

sobota, 16 listopada 2024

będzie

Zła passa Kalinowców zaczęła się w andrzejki 2023. 

Kalina czeka z utęsknieniem na tegoroczne andrzejki, które muszą zamknąć ten kiepski rok.

A tymczasem odebrała dziś rano Kalina telefon od załamanej córki: jej chłopak miał wypadek. Ma uszkodzone więzadła. Dramat, bo to bardzo aktywny sportowiec. Właśnie zaczął grać w "dorosłej" drużynie. I od razu awaria. Podobno kilkumiesięczna. 

Ej, ty, losie! Do cholery! Przełóż wreszcie Kalinowców na lepszą półkę!

Rozumiem, że każdy dostaje tyle, ile zniesie, ale my już naprawdę padamy na twarz!

piątek, 15 listopada 2024

własnym

Kalina mierzy się z jesienią, depresją, lękami, bólami głowy i brakiem sił.
Nie jest łatwo dokopać się choćby malutkiej bryłki energii we własnym ciele. A tu jeszcze trzeba szukać w mężu i córce, żeby pomóc im przetrwać. 
Uczenie się przychodzi z trudem. Czytanie przychodzi z trudem. Na dworze albo zimno, albo ciemno, a najczęściej jedno i drugie. 

Chcemy zaprosić kilka osób na zaległe urodziny młodszej córki. Bardzo zaległe. A nawet telefon do knajpy wydaje się teraz ponad siły.

Mąż Kaliny czeka na radioterapię. I na wyniki biopsji z innego miejsca.

Skończyła Kalina czytać "Lekcje chemii". Poleca na jesienne wieczory. 


środa, 6 listopada 2024

oszkliwionej

Kalina uwielbia oglądać w telewizji program "Mistrzowie ceramiki". Kalina ma za sobą pierwsze ceramiczne kroki i relaksuje ją, gdy patrzy, jak inni toczą i rzeźbią.

Pewnego dnia Kalina położyła się pod kocykiem i zaczęła oglądać "Mistrzów ceramiki" - odcinek, w którym wytwarzano kafle. Kwadratowe, trójkątne, sześciokątne - najróżniejsze. Artyści przykładali do płatów gliny przygotowane przez siebie formy i ostrożnie wycinali jednakowe kształty. Ceramiczne zen. Jednostajna, monotonna praca.

Kalina zorientowała się, że jeden z artystów trzyma w ręku formę z okrągłym kaflem. Okrągłym kaflem?! Srebrna ramka otaczała dość grubą warstwę gliny. Gdy mężczyzna odwrócił ramkę i wystukał z niej zawartość okazało się, że na glinie jest już pomarańczowe szkliwo.  Kalina była bardzo zaskoczona: nie da się wycinać kształtów z oszkliwionej gliny! 

Kalina założyła okulary, żeby przyjrzeć się tej nowej technice i wtedy zrozumiała swój błąd: to nie była glina i szkliwo, tylko sernik z galaretką. A osoba, która trzymała w rękach formę, nie była artystą ceramikiem, tylko kucharzem. 

Kalina zasnęła w trakcie programu o ceramice, gdy wycinano kafle i obudziła się podczas programu o przygotowywaniu okrągłych serniczków na zimno, gdy wyjmowano ciasto z okrągłych foremek...


wtorek, 5 listopada 2024

kradzieży

Mąż Kaliny dostał mejla z informację, że jego dane zostały najprawdopodobniej wykradzione z jednego z bardzo dużych sklepów internetowych.

Sklep poinformował, że mąż Kaliny musi teraz zachować czujność, bo może stać się ofiarą ataków.

Kalina wie, że w Internecie nic nie jest całkowicie bezpieczne, bo skoro człowiek wymyślił zabezpieczenia, to inny człowiek może je złamać. To oczywiste. Ale podejście sklepu jest oburzające.

To sklep ponosi za to odpowiedzialność. To sklep wykrył kradzież dwa tygodnie temu (!). Przesyłanie teraz do klientów instrukcji, że mają uważnie otwierać maile, brzmi jak żart. I ciekawe, jakiego rodzaju czujność miałby zachować mąż Kaliny, żeby uchronić się przed ewentualnymi skutkami kradzieży.

Kalina i jej mąż rozważają rozbicie namiotu przy komputerze i wyznaczenie wart w celu obrony danych. Kalina rozpali ognisko na dywanie, będzie siedziała z latarką w ręku i krzyczała "sio", gdy tylko jakiś internetowy złodziej zbliży się do ekranu. Naturalnie Kalina bez problemu rozpozna takiego złodzieja: będzie miał na głowie kominiarkę, w ręku wytrych (Kalina nie wie, jak wygląda profesjonalny wytrych, ale to można nadrobić) i będzie szedł na zgiętych kolanach, rozglądając się po pokoju. 

Teraz pomyślała Kalina, że zamiast kominiarki może też mieć rajstopy. 

Boże, co za czasy. Złodziej w rajstopach! Bo przecież kto nosi w dzisiejszych czasach pończochy? Zwłaszcza na głowie...

Po operacji Kalina przez tydzień chodziła z siatką od czosnku na głowie. Na szczycie głowy siatka zawiązana była w uroczy pędzelek. Wygląda się w tym tak, jakby iloraz inteligencji oscylował pomiędzy 6 a 11. Kalina ma nadzieję, że złodzieje unikają takiej stylówki. Byłoby to ze wszech miar niepoważne. Jednak rajstopy. Zdecydowanie lepsze niż siatka od czosnku. 

Napisała Kalina, która się zna. 




powietrzem

Kalina codziennie rano, krótko po obudzeniu, otwiera balkon w swoim salonie i oddycha powietrzem.
Chciałoby się napisać "świeżym", ale Kalina mieszka w mieście o złej opinii odnośnie do czystości powietrza.
Zatem oddycha Kalina powietrzem. 
Stoi wtedy boso, w piżamce, często z kubeczkiem kawy, w otwartych drzwiach i patrzy.
Sprawdza jak rośliny czują się po nocy; czy którejś nie trzeba wody albo nie cierpi z innego powodu.
Mróz, nie-mróz, Kalina otwiera balkon i stoi.

Tylko gdy otwiera Kalina balkon i widzi szarą mgłę, wilgotność powietrza jest taka, że na podłodze balkonu zalega tafla mikroskopijnych kropelek, a ziąb łokciami przepycha się między piżamką a plecami, to Kalina ma ochotę wziąć łopatę i przekopać się na drugą półkulę. Tę południową, nie wschodnią.

poniedziałek, 4 listopada 2024

ufnością

Kolega Kaliny, lekarz, od lat jeździ leczyć ludzi w Nepalu. Wykonuje tam mnóstwo zabiegów, będąc jedyną nadzieją dla dziesiątek chorych osób.

Nepalczycy są niezwykle spokojni, poddają się leczeniu z ufnością, doceniają oferowaną im pomoc.

W tym roku kolega lekarz wybiera się do Papui Nowej Gwinei. 

- Będzie inaczej - powiedział zatroskany. - Mieszkańcy Papui to ludzie waleczni i walczący. Są wybuchowi i nieposkromieni. Pracujący tam lekarze są instruowani, że w razie wybuchu emocji u pacjenta muszą natychmiast wybiec do innego pomieszczenia i tam się zamknąć na kilkanaście minut. Po tym czasie awantura zwykle przycicha. 



niedziela, 3 listopada 2024

portrecik

Kalina nie była w pracy, gdy robiono zdjęcia na koniec 8 klas i została poproszona o dostarczenie swojego portretu, zrobionego w domu, na białym tle.

No tego jeszcze nie było.

Kalina na tle ściany, córka z telefonem w ręce i pstrykają dziesiątki zdjęć.

Jasna cholera, jakie to jest trudne. I zawstydzające. I przykre, gdy przypadkowo powiększy się portrecik i widać to, co jest na twarzy, a cały czas sądzi się, że tego nie ma... ;-)


Zdjęcie ceramiki Kaliny. Niestety jego nie można umieścić na tableau...



środa, 30 października 2024

wyprawia

Ogarnęły Kalinę niemoc, niechęć i bezsił. Nadeszła ta pora roku, gdy Kalinie jest zimno, ciemno, smutno i głodno. Pranie nie schnie. Spanie przy otwartym oknie oznacza, że marznie głowa. 

Nie pamiętam dokładnie mitu o Persefonie i Demeter, ale to któraś z nich ponosi odpowiedzialność za to, co się tu teraz wyprawia..



wtorek, 29 października 2024

łamie

Kalina poszła do szkoły zanieść dokumenty i przy okazji weszła na lekcję swojej klasy. Na wf.
Dzieciaki przyjęły Kalinę ciepło - Kalina ma dobry kontakt ze swoimi wychowankami.
Kalina próbowała wymienić z każdym uczniem chociaż jedno zdanie, żeby nikt nie poczuł się pominięty.

- Henio, nie miałeś złamanej ręki ani nogi gdy mnie nie było? - spytała Kalina, choć już po chwili bardzo tego żałowała. Nie powinna pytać Henia o jego zdrowie, nie powinna z tego żartować, zwłaszcza że Henio łamie sobie kości naprawdę często.
- Nie! - odpowiedział dumny Henio. 
- Czy to oznacza Heniu, że łamiesz sobie kości tylko wtedy, gdy ja jestem w pracy?
- Widocznie tak - odpowiedział. - Za to Józio złamał sobie kość twarzy gdy pani nie było.
I rozpoczęła się opowieść o kości Józia.

Wieczorem zadzwoniła do Kaliny pani, która zastępuje Kalinę jako wychowawczynię.
- Wiesz, dzisiaj był ciężki dzień. Zaraz po twoim wyjściu z lekcji wf Henio złamał sobie kość w stopie, a Jadwinia ma kontuzję kolana.

Kurtyna.

sobota, 19 października 2024

algorytm

Gdy kupuję coś na Vinted, algorytm tegoż podsuwa mi propozycje kolejnych zakupów. I są to zawsze przedmioty niemal tożsame z tym kupionym.

Kupiłam sobie niedawno ciepłe, góralskie kapcie. I dostaję teraz propozycje kupienia kolejnych kilkudziesięciu par.

Wnioskuję, że algorytm uważa mnie za stonogę.

Albo osobę z poważnymi zaburzeniami pamięci.

No bo z jakiego innego powodu miałabym kupować kolejne, niemal identyczne domowe pantofle?

złudzenia

Kalina ma teraz dużo wolnego czasu, co ma dobre i złe strony.

Może Kalina rozważać. To ta dobra strona.

I rozważa Kalina. I to jest złe.

Dzieli Kalina każdy włos na czworo, wróciła do swoich starych lęków, samoocena leci na łeb na szyję, a poczucie własnej wartości leży zakopane na samym dnie samego dna. 

Próbuje Kalina czymś się zająć, ale po chwili przestaje. I wyrzuty sumienia rosną w siłę, "bo nawet nie umiem skończyć tego, co zaczęłam".

To minie.

Podobno wszystko mija. 

Od kilku tygodni nie miałam aury. Moja aura nie poprzedza migreny. Pojawia się i znika. Jest zaskakująca i zadziwiająca w negatywnym sensie. Początkowo miałam obawy, żeby powiedzieć o tych zjawiskach lekarzowi, bo bałam się, że uzna to za jakąś poważną chorobę psychiczną. Widzieć coś, czego nie ma - to nie brzmi dobrze. Teraz wiem, że ludzie tak mają. Coś w mózgu, nerwach, czy też oczach wytwarza złudzenia. Nadprodukcja. 




piątek, 18 października 2024

kucykiem

Córka Kaliny zaprosiła przyjaciółki na noc. W sumie to sześć uroczych osiemnastolatek.

- Mamo, nie wiem, czy ci mówiłam, że mamy nocowanie tematyczne...

- ?

- Kucyki Pony. To nasz temat.

- A ty jak się przebierzesz?

- No ja jestem przecież Pinky Pie, więc będę w moim różowym hoody blanket. 

- Każda z was wybierała sobie kucyka, czy losowałyście?

- No co ty, mamo! Przecież każda dziewczynka w moim wieku od zawsze wie, jakim jest kucykiem...


Uczennice maturalnej klasy matematyczno-fizycznej. Świat przetrwa. Jestem pewna. 


czwartek, 17 października 2024

wezwanie

Kupiłam produkt na allegro. Opisany był nazwą oryginalnego produktu amerykańskiego, ale przyszedł w opakowaniu z inną nazwą. Zepsuł się po kilku dniach. Przejrzałam opinie innych kupujących i w zasadzie były zgodne z moją: produkt słabej jakości, najprawdopodobniej nieoryginalny.

Wpisałam w ocenie produktu, że produkt jest nieoryginalny, chociaż był opisany jako oryginalny.

Sprzedawcę oceniłam uczciwie: jedna gwiazdka za zgodność towaru z opisem, pięć gwiazdek za obsługę.

Dostałam taką wiadomość od sprzedawcy:

WEZWANIE DO USUNIĘCIA SKUTKÓW NARUSZENIA DÓBR OSOBISTYCH
(usunięcie negatywnego komentarza)

Zgodnie z dyspozycją art. 24 § 1 kodeksu cywilnego w zw. z art. 43 kodeksu cywilnego żądam zaniechania kreowania nieprawdziwych i szkalujących moje dobre imię sformułowań oraz niezwłocznego usunięcia skutków naruszenia moich dóbr osobistych poprzez usunięcie negatywnego komentarza

Wyznaczono mi termin na reakcję do połowy listopada.

Co ciekawe, moja opinia o tym produkcie w tajemniczy sposób zniknęła, a towaru nie ma już w ofercie sprzedającego.

Przejrzałam w internecie opinie, co robić w takich sytuacjach i znalazłam, że sprzedawcy straszą tak kupujących, ale też zdarza się, że podają kupujących do sądu cywilnego. 

Czy ktoś z was/waszych znajomych miał podobną sytuację? 


naprawdę

Zdrowie Kaliny przypomina cieniutką łodyżkę. Wystarczy mocniej dmuchnąć i już niemal się łamie. No i jest kolejne dmuchnięcie i kolejne nie-wiadomo-co.

Od kilku dni Kalina czuje się średnio. Jest spowolniona, a szum w głowie zdecydowanie się nasilił.

Dziś samopoczucie Kaliny ze średniego zmieniło się na złe. I to fizycznie i psychicznie. Położyła się Kalina do łóżka, żeby przespać złe myśli i złe odczucia z ciała. No i obudziła się z bolącą głową i opuchniętą twarzą. Do tego podkrążone oczy, a skroń pulsuje w rytmie samby.

Wszystko jest dobrze. Kalina wie. Tylko to "dobrze" Kaliny nie jest tym, co oznacza "dobrze" dla przeciętnego człowieka. Dobrostan Kaliny przyjmuje inne wartości niż dla zdrowych ludzi. Kalina musi mniej oczekiwać, więcej wybaczać swojemu ciału i mieć większą tolerancję na niepokojące sygnały. 

Ale to wszystko jest naprawdę w cholerę trudne. A gdy do tego dochodzi psychiczny dołek, życie staje się naprawdę bardzo niewygodne. Za ciasne jakieś. Swędzące, drapiące i do wyrzucenia. 

wtorek, 15 października 2024

obiadowych

Kalina od jakiegoś czasu gotuje wege potrawy z dynią, kalarepą, papryką, batatami i innymi pysznościami. Soczewica weszła na listę priorytetów obiadowych.

Do tego kasza pęczak albo kuskus.

Wczorajszy tadżin z dynią tak walił po kubkach smakowych aromatami północnej Afryki, że trudno było nie jęczeć z zachwytu. 

Niniejszy post sponsorowany jest przez dynię, kalarepę, bataty i termomix.


sobota, 12 października 2024

jesień

Piękna ta jesień.
Naprawdę złota i naprawdę zjawiskowa. 
Klony przy domu Kaliny powoli czerwienieją i żółkną. 
Liście jeszcze nie opadły.
Za kilka dni zaparkowany pod nimi samochód będzie rano wyglądał jak przykryty kołderką.

I niezwykłe jest to, że kolory zmieniają się z dnia na dzień. Z godziny na godzinę.

piątek, 11 października 2024

wyłączyć

Po operacji Kalina ma wrażenie szumu w połowie głowy. Męczące doświadczenie.
Nie ma sposobu, żeby to wyłączyć. 
Słychać go od razu po przebudzeniu i w chwili zasypiania. Zupełnie tak, jakby Kalina przebywała w nieustającym hałasie.
To kolejna z uporczywych dolegliwości, z którymi Kalina musi się chyba zacząć zaprzyjaźniać, bo prawdopodobnie będą tak żyły razem aż do śmierci.



środa, 9 października 2024

pomyłka

Koleżanka Kaliny jest po operacji usunięcia guza. Wynik badania histopatologicznego powinien nadejść pocztą. Potem miała skontaktować się z lekarzem w sprawie dalszego postępowania.  Cierpliwie czekała na wyniki.
 Pewnego dnia zadzwoniła do niej nieznajoma lekarka.
- Ustaliłam pani termin chemii na za tydzień. Proszę przyjechać na czczo. Czy ma pani jakieś pytania?
- Naturalnie, że mam. Jakiej chemii? To chyba jakaś pomyłka!
- Zaraz sprawdzę. Nie, to nie jest pomyłka. Ma pani ustaloną chemię.
- To niemożliwe! Najpierw powinnam dostać wynik histopatologii i skontaktować się z moim lekarzem!
- Nie dostała pani wyniku? To dziwne, bo już są. Ma pani złośliwego raka. Wyniki są bardzo złe, dlatego ustalamy pani chemię na za tydzień. 

W taki sposób usłyszała, że jest naprawdę poważnie chora. Przez telefon. Przypadkowo. Zoperowano ją i jej stan został uznany za bardzo dobry.

 Dziś podczas kontrolnej wizyty dowiedziała się, że musi iść na tomograf. 
- Czy to teraz konieczne? - spytała.
- Tak. Szukamy gdzie rak się rozsiał.
- Jak to "rozsiał"? To ja mam przerzuty?
- Tego nie wiem, ale wykluczyć nie można.

Weszła do gabinetu chora, ale w dobrej formie. Wyszła tak samo chora, ale w zdecydowanie gorszej formie. Taka zmiana po kontakcie z lekarzem. 




poniedziałek, 7 października 2024

działania

K. wracała w południe do domu i na drzwiach wejściowych zauważyła największego pająka świata. Siedział na futrynie. Piszcząc i krzycząc wbiegła do domu i obudziła M.

Drzwi były nadal otwarte.

Obserwując pająka, żeby znać dokładnie jego położenie w każdej sekundzie, K. i M. obmyśliły plan działania. Odkurzacz.

Z niemałym trudem wyszły z odkurzaczem na korytarz (musiały przejść obok pająka) i wciągnęły potwora do środka.

Jego rozmiary dawały cień niepewności, co do jego śmierci w odkurzaczu. Wciągnęły zatem jeszcze sodę oczyszczoną (broń chemiczna) i ryż (pociski małego kalibru).

Wyjęły worek z odkurzacza, wrzuciły do worka na śmieci, całość szczelnie zawiązały i wystawiły na balkon.

Rozmiary pająka tak bardzo odbiegały od powszechnie stosowanych, że K. i M. zaczęły rozważać, czy na pewno soda i ryż zabiły gościa na śmierć. Nie miały pewności, czy nadal nie siedzi przyczajony w rurze. Zatem założyły nowy worek do odkurzacza i wciągnęły do niego mech i ziemię z balkonu w ilościach obfitych (pociski większego kalibru), zapełniając nowy worek. Wyjęły worek z odkurzacza, włożyły do kolejnego worka na śmieci, zawiązały i wystawiły na balkon. 

Ponieważ obie były tak wypełnione adrenaliną, że wyciekała im porami skóry, postanowiły iść za ciosem i zrzuciły jeszcze miotłą ogromnego krzyżaka, który zbudował sieć za szybą w salonie. Niemal słychać było huk, jak spadał z piętra na chodnik, a w płytce chodnikowej najprawdopodobniej powstała spora wyrwa ;-).

Jedna z opisanych dzielnych kobiet to starsza córka Kaliny. Druga to jej współlokatorka. Dziewczyny umieją sobie radzić - jestem z nich dumna.

I tylko bardzo proszę nie pisać w komentarzach, że pająki są przecież nieszkodliwe i nie warto się ich bać.

Kalina doskonale wie, czy warto się ich bać, czy też nie. Dziś rano Kalina i jej młodsza córka ogłosiły w domu stan wyjątkowy, polegający na usuwaniu 3 potworów z doniczek i do teraz obie zastanawiają się, czy kosarze nie wyjdą żywe z odkurzacza...


sobota, 5 października 2024

grzyby

Kalina wyciągnęła męża na grzyby. Mąż Kaliny jest typem zadaniowym. Hasło "na grzyby" wywołało zatem serię poczynań. Przygotował pudełeczko z chlebem i kiełbaskami długodojrzewającymi. Zrobił herbatę w termosie ("Nie będę robił, przecież jesteśmy dorośli". Po kwadransie: "Jednak zrobię. Gorąca herbatka z cytryną jest na grzybach najważniejsza").

Założyli zimowe buty na wszelkie okazje, grube kurtki, rajtuzy (to Kalina) i zabrali wielki wiklinowy kosz (też Kalina).

I pojechali.

Ustalili, dokąd jadą: blisko, bo Kalina nie w formie. Dookoła małego leśnego jeziorka. Powolutku. Jeśli zawroty głowy pójdą z nimi, dadzą radę wrócić do samochodu. 

- Pamiętasz trasę?

- Pamiętam - rzekła Kalina, która chciała już jechać, żeby jak najszybciej ruszyć i zjeść coś w samochodzie. 

Po drodze Kalina musiała kilkakrotnie uspokajać męża, że jeśli nawigacja pokazuje, że oddalają się skutecznie od punktu docelowego, oznacza to, że powinni iść na grzyby gdzie indziej. Zdecydowali się na gdzie indziej. Bez jeziorka. Mały las. Łatwiej wrócić do samochodu gdyby zaczęło padać, lub gdyby Kalina padała ze zmęczenia. 

Zatrzymali samochód, zjedli połowę prowiantu, zabrali kosz, małą parasolkę i wielki męski parasol i poszli.

Poszli, poszli i znaleźli 6 sztuk. Mizerna, cicha, stajenka licha. No jakby wszystkie grzyby świata wymiotło w inny obszar. Padło hasło "Wracamy". Dołożą grzyby do sosu, będzie nuta grzybowego aromatu. 

Gdy zdemotywowani wracali do samochodu, z pobliskich zarośli wybiegł patataj, patataj, dzik wielki jak bizon amerykański, co podniosło morale Kaliny i jej męża. Śmiejąc się z tętentu dzika i swojego przestraszenia doszli do drogi, przy której nieco dalej stał zaparkowany samochód.

Mąż Kaliny zatrzymał się przy obrośniętych wysoką trawą krzaczkach i szpikulcem od parasola wskazał kierunek. 

- To jest miejsce, gdzie powinny być grzyby.

Posłuszna Kalina zrobiła krok w tamtą stronę i ku swojemu osłupieniu znalazła uroczego, zdrowego i jędrnego maślaczka. A obok niego - setki innych. Słowo daję: maślakowy Pekin, Bombaj, pielgrzymka do Medyny i pochód pierwszomajowy... 

Trudno było stopę postawić, żeby jakiegoś nie nadepnąć. Najpierw zrywali wszystkie, potem już tylko te średniej wielkości. 

Teraz całe mieszkanie pachnie maślakami, kilka potężnych porcji jest naszykowanych do zamrożenia, sos był przepyszny, a parasol męża został uznany za przedmiot magiczny.

Jeśli będziecie czegoś szukać, dajcie znać. Poproszę męża, żeby wskazał parasolem kierunek. 

PS. Reszta prowiantu została zjedzona przed odjazdem z lasu. Herbatka wypita. To informacja dla tych, którzy sądzili, że Kalinę da się uciszyć jakimś marnym ogryzkiem. 

kciuki

Tak mi miło, że trzymacie za mnie kciuki!

Dziękuję! 


piątek, 4 października 2024

niewiele

Kilka wizyt lekarskich później Kalina siedzi w pokoju i oddycha z ulgą. Jest lepiej niż wskazały pierwsze badania.
Co najważniejsze, Kalina nie będzie drugi raz operowana. 

Leki, rehabilitacja i cierpliwość. Pilna wizyta u neurologa, ale bez groźby wiercenia we łbie.
Jak niewiele potrzeba, żeby człowiek był zrelaksowany i szczęśliwy. 

No i nie ma wznowy. 
Wznowa - jakie to głupie słowo. 


wtorek, 1 października 2024

Shit

Sny są egocentryczne.

Zawsze śnię o sobie. Czy są to miłe, czy przykre historie, dotyczą mnie. Czasem jestem w nich sobą, czasem kimś o innym zawodzie, innej sytuacji rodzinnej, ale zawsze to ja.

Mój mózg nie umie we śnie być kimś innym. 

We śnie robię rzeczy, których nie ośmieliłabym się zrobić naprawdę. Wczoraj na przykład podniosłam z podłogi dużę kupkę kurzu. A potem, w ciągu dnia, zobaczyłam w przedpokoju maleńką kępkę kurzu przy komodzie. Nie podniosłam jej dłonią.

W życiu nie mam tyle odwagi, co we śnie.

Wyniki moich badań nie są dobre. To truizm, ale brzmi lepiej niż "są złe". We śnie miałabym odwagę od razu iść do lekarza i ewentualnie usłyszeć, że muszę mieć kolejną operację. W prawdziwym życiu nie zrobiłam tego natychmiast. Dałam sobie kilka dni przerwy na spokojne porozmawianie z mężem i córkami. 

- Mamo, nie szukaj informacji w internecie. 

Odszukałam.

Wszystkie dziwaczne objawy, których doświadczam, wypisane są jeden po drugim. 

Shit. 



poniedziałek, 16 września 2024

poniedziałek, 9 września 2024

liceum

Przez kilka lat nie miałam kontaktu z moim wychowawcą z liceum. Wspaniałym tłumaczem literatury anglojęzycznej. Ostatnio widzieliśmy się na jego spotkaniu autorskim, po którym poszliśmy na kawę. Był typem samotnika, mocno doświadczonego przez los. Fajny, mądry facet. 

Dziś postanowiłam do niego napisać i zaproponować spotkanie w gronie kilku osób. Najpierw zajrzałam do intertetu, żeby sprawdzić, co nowego wydał. I szok. Zmarł. 

Zrobiło mi się pusto. Był zaledwie kilka lat starszy ode mnie - zaczął pracę w liceum tuż po studiach. Wtedy wydawał mi się dość stary. Teraz myślę, że zmarł młodo.

niedziela, 8 września 2024

wzruszeniem

W garażu, pod starymi dywanami, zeszytami z przedszkola starszej córki i bardzo starym wydaniem Brzechwy (!)  znalazł się zeszyt z wierszami, które Kalina pisała, gdy była bardzo młoda.
Kalina czyta je teraz trochę ze wstydem, a trochę ze wzruszeniem.

To zupełnie co innego niż własna stara proza. 
Starą prozę czyta się, jak miłą powieść napisaną przez inną osobę, ale starą poezję czyta się trzęsącą się duszą. 

imieniu

Zastanawiam się nad imionami. 

Gdy byłam dziewczynką, moje imię było niezwykle popularne. Zawsze w klasie miałam dwie lub trzy imienniczki. Mam sporo koleżanek, które mają tak samo na imię. 

Teraz moje imię jest dość rzadkie. W mojej szkole nie ma żadnej dziewczynki o tym imieniu.

Są Julki, Zuzie, Weroniki, Wiktorie, Tosie, zdarzają się Basie i Zosie. 

Na zajęciach z ceramiki jestem jedyną osobą o tym imieniu. Większość uczestniczek to studentki albo osoby tuż po studiach. I ja. Cała siwa.




rodzinną

Kobiety z mojej rodziny nie nosiły kolczyków.
Zastanawiam się, czy to jakaś trauma, że bały się przekłucia uszu. Babcia i mama często przedstawiały mi wady noszenia kolczyków. Ciekawe, skąd je znały. Z opowieści starszych od siebie kobiet z rodziny? Czy też mężczyźni przekonywali je, że nie warto nosić biżuterii.

Długo zwlekałam i odważyłam się na zrobienie pierwszych dziurek w uszach rok temu. We wrześniu. Bardzo polubiłam kolczyki, ich zakładanie i zdejmowanie sprawia mi dużo radości. W marcu dorobiłam kolejne dziurki. W jednym uchu mam teraz trzy, w drugim jedną. Na tym planuję zakończyć. 
Wczoraj moja młodsza córka wróciła do domu z dwiema nowymi dziurkami w uszach. 
Przełamałyśmy traumę rodzinną. Mam nadzieję. 

czwartek, 5 września 2024

bzdury

Jest starszą kobietą, więc staram się być dla niej grzeczna, ale gada tak niemiłosierne bzdury, że bycie grzeczną przychodzi mi z trudem.

Dziś po raz  setny chwaliła się sukcesami swojej rodziny:

Moja córka jest przedszkolanką i dzieci bardzo ją lubieją. A mój wnuk poznał swoją dziewczynę w samolocie z Ameryki i od razu się zakochał. Bo on studiuje bankowość i rozporządzenia. A jego dziewczyna studiuje na dwóch kierunkach i ma teraz do zdania egzaminy. Nie dlatego, że nie zdała, nie, nie. Tylko jak umawiała terminy egzaminów to jej dni nie pasowały. A mój młodszy wnuk miał dziewczynę w gimnazjum. Z tej samej klasy. Ona była pupilką wychowawcy. Tylko że on nie dał jej prezentu na dzień kobiet i dziewczyna się od razu z nim obraziła.

Po tym musiałam natychmiast skończyć rozmowę, bo czułam, że zaraz się ze sobą obrażę, szczególnie że nie studiowałam nigdy rozporządzeń. A mojego męża poznałam na lądzie, co brzmi naprawdę bardzo nieromantycznie. 


piątek, 30 sierpnia 2024

błędach

 Rutynowa kontrola u chirurga i neurologa. I szok.

To, co uważałam za problemy po operacji, okazało się dość poważnym problemem. Pilne badania, instrukcja kiedy natychmiast jechać na SOR i konieczność wykluczenia krwawienia.

A ja jeszcze kilka dni temu wahałam się, czy nie wracać od września do pracy. 

I kolejny raz okazało się, że nie doceniam objawów, które mam. Nawet tego nie skomentuję, bo musiałabym napisać o sobie, że jestem głupia i nie uczę się na własnych błędach.

A nawet gópia jestem.


sobota, 24 sierpnia 2024

polecam

Ostatnie dni sponsorowały okulary do czytania i wygodna sofa.

Kalina przeczytała 3 książki:

- Wieloryb i koniec świata - polecam. Zwłaszcza dlatego, że była napisana przed 2015 rokiem. Aż trudno w to uwierzyć.

- Lekcje z pingwinem - polecam. Przyjemna, lekka, oparta na faktach. Na chwilę, w których nie ma miejsca na dramaty życiowe. Gdy tabliczka czekolady to za mało. 

- Pan Doubler zaczyna od nowa - polecam. Na kiepski nastrój, smutek, rów Mariański i inne takie sprawy. Lekka, nieco naiwna, łagodna. Trochę podobna do "Mężczyznymieniem Ove", którą też polecam. 


Kalina mieszka w małym bloku. Okna mieszkania Kaliny wychodzą na południe i na północ.

Jest to cudowne, bo mieszkanie jest bardzo jasne z tej strony, która powinna być jasna (pokoje dziewczyn i salon), a chłodniejsze i ciemniejsze są kuchnia i sypialnia. Ach, jak cudownie..

Tylko że nie widzi Kalina z okien zachodów słońca latem i to jest bardzo irytujące....


niedziela, 4 sierpnia 2024

matek

Wczoraj przyjaciółka zaproponowała Kalinie wyjazd do swojej mamy na tzw. działkę. Kalina wahała się i wahała, ale nie boi się przecież ani działek, ani matek. Pojechała. Na kilka godzin.

Wnioski z podróży:
1. wszystkie 80-letnie matki koleżanek Kaliny są takie same: urocze, troskliwe i ciepłe;
2. wszystkie działki 80-letnich matek są takie same: zadbane z miejscowymi elementami zaniedbania. Bo już kręgosłup nie pozwala i zawroty głowy i inne takie. To zaniedbanie widoczne jest tylko po wyraźnym wskazaniu palcem przez właścicielkę działki. Gdyby nie to, Kalina nigdy w życiu nie wiedziałaby, że zamiast cynii pełnokwiatowych zostały posadzone pomyłkowo zwykłe, a jabłonka powinna być przycięta. Że pomidory obrodziły latoś słabiej niż zwykle, a na turkach ucztują pomrowy. Że świerk miał być wycięty wiosną, a w pelargoniach same chwasty (istotnie, była tam kępka mniszka).

Kalina ochrzaniła przyjaciółkę, że ochrzania własną matkę. Kalina ochrzaniała swoją mamę identycznie, a teraz widzi, jakie to głupie było. Bo jeśli nieziemską przyjemność sprawia kobiecie opowiedzenie jakiejś historyjki ze swojej młodości, to niechże opowiada. Co to za różnica dla Kaliny, czy będzie rozmawiać o współczesnych nurtach w podhalańskiej poezji śpiewanej, czy o ucieczce z technikum w latach 50.? Pośmiać się można tak samo, zrelaksować i w widoczny sposób uszczęśliwić człowieka. 
I lubi Kalina dostrzegać podobieństwo między swoimi koleżankami a ich matkami. W ułożeniu mięśni twarzy, w spojrzeniu, nawet w gestach. 


środa, 31 lipca 2024

Wychodzą

Kalina i jej mąż co wieczór wychodzą na spacer. Wczoraj gapili się na pięknej łące na zorzę polarną (nie zawitała) i starlinki (nie przeleciały). Dziś pojechali na wyspę, na której stoi piękna, stara katedra. Chodzą, bo Kalina chce trenować jak pies przewodnik: w różnych miejscach, w różnych okolicznościach. A to w tłumie, a to po ciemku, a to w hałasie, a to w świetle nadjeżdżających samochodów. Chodzenie, patrzenie w górę i w dół,  obracanie się, schylanie. Różne męczące czynności. 

A gdy wracali, Kalina dostała jakiejś pomroczności. Jest teraz przykro Kalinie, bo czuje się, jakby cofnęła się w zdrowieniu o lata świetlne.

Jutro jedzie Kalina na badanie słuchu. Prawdopodobnie obrzęk dosięgnął trąbki Eustachiusza i zatyka się Kalinie ucho co chwilę. A dodatkowo słyszy Kalina stado szarańczy, kłócących się o to, która z nich najgłośniejsza. W jednym uchu słyszy. A przez to nie słyszy Kalina innych rzeczy. Tych raczej ważniejszych. 

Córki wyjechały razem na Kretę. Mało piszą i mało przesyłają zdjęć. I dziś surprise: zadzwoniły, że obie są chore. Jedna czuje się już lepiej, więc zaczęła nawet wychodzić z budynku. Druga ma bardzo wysoką gorączkę i leży cały czas w łóżku. Ta z gorączką ma mieć za tydzień usuwane migdały. Nie wiem, jak jej to powiedzieć, ale chyba migdały będą musiały poczekać...

piątek, 26 lipca 2024

minuta

Kalina położyła laptopa na kolanach i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Rozładowana bateria.

Kalina podłączyła laptopa do ładowarki i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Ładowarka nie była podłączona do prądu.

Kalina podłączyła ładowarkę do prądu i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Przedłużacz, do którego podłączyła Kalina ładowarkę, nie był włączony.

Kalina włączyła przedłużacz i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop się wyłączył. Przedłużacz nie był podłączony do prądu.

Kalina podłączyła przedłużacz i umościła się na kanapie. Minęła minuta i laptop działa. Życie jest piękne.

Pytanie badawcze:

Jak to możliwe, że niepodładowany laptop po ponownym włączaniu działał aż tyle razy po minucie, skoro za pierwszym razem twierdził, że jest rozładowany?

Kurtyna :-D

czwartek, 25 lipca 2024

napastnik

 Widziałam program o historii sprzed lat. 

Młody mężczyzna z bronią maszynową wtargnął do amerykańskiej szkoły, oddał kilka strzałów, dotarł do sekretariatu i zaczął tam przedstawiać swoje żądania. Sekretarka przez radiowęzeł zarządziła alarm i zaczęła prowadzić rozmowy z napastnikiem. Ponieważ zadzwoniła na numer alarmowy, jej rozmowy z mężczyzną zostały nagrane. 

Była to jedyna napaść z bronią maszynową na amerykańską szkołę, która skończyła się bez ofiar śmiertelnych. A nawet bez rannych osób. 

Sekretarka osiągnęła wyżyny negocjacyjne. Udało jej się zyskać zaufanie mężczyzny, w przedziwny sposób zatroszczyła się o niego. 

Gdy po jakimś czasie do budynku weszła policja, młody napastnik leżał na brzuchu na podłodze z rękami na głowie a jego broń spoczywała na biurku sekretarki. Kobieta dokonała tego życzliwą rozmową, jednocześnie uzyskała jego zgodę na informowanie przez radiowęzeł uczniów i nauczycieli, że alarm nadal trwa i nie można opuszczać sal. 

Mam mnóstwo przemyśleń. Przemyśleń związanych z tym, jakie osoby promowane są w mediach, o jakich się pisze, jakie osoby opływają w bogactwo, będąc bożyszczami mas. 

Mąż opowiedział mi o pewnym programie telewizyjnym. Jedna osoba wybiera sobie na randkę partnera/partnerkę, oceniając nagie ciała kandydatów. Znam mojego męża dość długo i wiem, że ma niewiarygodne możliwości wymyślania tego typu historyjek, ale tym razem jego opowieść była niesmaczna. Powiedziałam mu, że jego wyobraźnia poszła za daleko. I wtedy pokazał mi jeden z odcinków. To dzieje się naprawdę. Naprawdę telewizje w różnych krajach pokazują takie programy: jedna osoba stoi przed nagimi ciałami kandydatów, przygląda się im, komentuje i wybiera partnera/partnerkę. Ktoś to wymyślił, ktoś napisał scenariusz, ktoś reżyseruje. Brak mi słów, żeby to skomentować.


piątek, 12 lipca 2024

czapki

Rośliny na balkonie Kaliny pochłaniają promienie słoneczne wiadrami. 

Wiadrami też pochłaniają wodę, 

Kalina układa się wygodnie na stareńkim drewnianym leżaku i wszystko to obserwuje. 

Kupiła sobie Kalina przezabawną czapkę do sauny i w niej przesiaduje na balkonie. Kalina musi chronić głowę przed słońcem, tylko niestety zapomniała zapytać, dlaczego. Czy problemem są promienie UV, czy też temperatura?

Na wszelki wypadek Kalina chroni się przed jednym i przed drugim. Grubaśna, śmieszna turkusowa czapka chroni czerep przed temperaturą i promieniami, 

- Może będziesz chodziła w słomkowym kapeluszu po babci? - spytał mąż Kaliny, który nie jest fanem czapki leśnego skrzata.

Niestety słomkowy kapelusz podrażnia skórę z blizną i daje nieprzyjemne wrażenia. Czapa skrzata wygrywa. The Oscar goes to Kalina w turkusie na łbie. 

Jutro  Kalina będzie pływać na SUP-ie na pustym, pięknym jeziorze w samym środku puszczy drawskiej. No, na prawie pustym, bo obok Kaliny będzie pływał mąż. Mąż nie lubi wody i pływanie na SUP-ie jest dla niego sporym poświęceniem. Docenia Kalina. Docenia. 

środa, 10 lipca 2024

dobra

 No dobra, już dobra... 

Trochę marudzi Kalina, ale też wie że ma w życiu dużo szczęścia. Chociaż czasem o tym zapomina. 

Dzisiaj ponad 30 stopni w cieniu. Nie narzeka Kalina, oj nie. Każdy upał jest lepszy niż zimowa lodowata wilgoć. 

W sobotę Kalina i jej mąż jadą nad jezioro popływać na SUP-ach. "Ty będziesz pływać tylko na siedząco" - zdecydował mąż Kaliny, ustalając regulamin wycieczki. Innych punktów w regulaminie nie ma. 

niedziela, 7 lipca 2024

abstrakcyjne

Kalina nie czuje się osobą, która jest chora, ani też osobą, która była chora. 

Doświadczenie choroby jest dla Kaliny zbyt abstrakcyjne. 

Kalina czuje się osobą, która dochodzi do siebie po operacji. Bez zbędnego wdawania się w szczegóły. Kalina nie chce myśleć o tym, co to była za operacja. Była zbyt poważna, żeby można było lekko żyć  myśląc o niej. 

Na głowie Kaliny odrastają włosy. Są krótkie i bardzo sztywne. Jak szczecina. Kalina chodzi w fikuśnie wiązanych na głowie chustach. "Znasz tych ludzi? Wszyscy patrzą na ciebie..." - spytała dziś przyjaciółka, gdy przechodziła z Kaliną obok kawiarni. Nie zna Kalina. To tylko ludzie tak reagują, gdy widzą kobietę w chuście. Dziwne, ale prawdziwe. 

Kalina ma uszkodzone mięśnie, co widać. Opuchlizny nie da się ukryć. Kalina nie może nosić normalnie okularów, bo nie mieszczą się na obrzmiałych tkankach. Nie może też normalnie jeść, bo żucie stało się dość kłopotliwe. 

Przeważnie nie boli. Ból pojawia się nagle, gdy Kalina szybciej się poruszy, gwałtownie przewróci się w nocy na drugi bok, szybciej wstanie. A czasem bez powodu. Zupełnie jakby ból chciał Kalinie przypomnieć, że Kalina jest teraz pomnikiem przyrody i należy ją chronić. Kalina raczej nie bierze już leków przeciwbólowych. Tylko czasami, gdy ból nie mija po kilkunastu minutach. Bo z nim nie da się żyć. Jest stresujący. Niepokojący. Inny niż zwykłe bóle głowy. 

Kalina nadmiernie reaguje teraz na mocne światło, na nagły hałas i niektóre zapachy. Mózg jeszcze nie doszedł do siebie po operacji. Podobno tak to z nim bywa. 

niedziela, 30 czerwca 2024

znalazł

Gdyby ktoś znalazł zagubioną motywację Kaliny, to uprasza się o zwrot. 
Nie była to duża ilość, ale teraz zniknęła zupełnie i od jakiegoś czasu Kalina ma chęć na nic. 

czwartek, 13 czerwca 2024

gorzej

Kalina widzi, w jak wielu sytuacjach kobiety są traktowane gorzej niż mężczyźni. 
Pielęgniarki, przedszkolanki, opiekunki społeczne, nauczycielki - nikt nie szanuje tych zawodów. Bo są "kobiece".

Koleżanka Kaliny była na rozmowie o pracę w ogromnej firmie rachunkowej. To budżetówka, obsługa publicznych placówek. Pracuje tam ponad 50 kobiet i jeden mężczyzna. 
W rozmowie o pracę uczestniczyły trzy panie i ten właśnie pan. Był gburowaty, zadawał pytania, ale nie słuchał odpowiedzi. 
Trzy panie były uprzejme, życzliwe. Znały się na księgowości. 
Pan był dyrektorem. Znał się na byciu burakiem.

poniedziałek, 10 czerwca 2024

powracających

Dziś pierwsze dłuższe wyjście z domu. 

Skończyło się ogromnym bólem, zawrotami głowy, zmęczeniem graniczącym z wyczerpaniem. Wejście do domu po schodach odbyło się przy motywujących komentarzach młodszej córki (mamo, jeszcze tylko kilka stopni i po płaskim do łóżka).

Powolutku - mówi sobie Kalina, gdy Kalina chciałaby gwałtownie wstać. Nie da się. Jeszcze nie.

Bolą podziurawione i pozszywane kości, boli skóra, bolą poprzecinane mięśnie, boli perspektywa zdejmowania szwów, boli konieczność jutrzejszej rozmowy z chirurgiem o nowych zasinieniach i opuchliznach.

Kalina nie ma czucia na sporym obszarze wokół rany. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Jest szansa, że to minie. 

Wczoraj rano Kalina bardzo spuchła, a przy ranie pojawił się spory siniak w kształcie długiej, szerokiej kreski. Prawdopodobnie pękło jakieś większe naczynie krwionośne. Kalina przerażona. Rodzina natychmiast w pełnej gotowości, ustalają tryb postępowania. Dokładne zdjęcia do porównań, chłodzenie lodem. Kalina leży z pozycji półsiedzącej. Stres. Potworny stres. Mąż i córki Kaliny próbują zachować spokój. Kalina też. Dziś opuchlizna zmniejszyła się, siniak stał się bledszy. 

Jedna ze znajomych kobiet powiedziała Kalinie, że nie powinna się Kalina tym wszystkim za bardzo przejmować. Musi Kalina koniecznie poszukać poradnika "Jak nie przejmować się za bardzo, gdy ma się poćwiartowane ciało - poradnik dla powracających z bitwy pod Grunwaldem oraz dla osób po operacjach". Chwilowo Kalina czuje się, jakby należała do tej pierwszej grupy. 

niedziela, 9 czerwca 2024

cytując

Nie podoba się Kalinie, że w poprzednim poście przeklęła razy kilka, cytując.

Nie podoba się.

Chciałaby Kalina używać pięknej polszczyzny, pełnej wyraźnych, barwnych słów. Bo przecież można użyć całej listy cudownych polskich przymiotników w poprawnej lub niepoprawnej formie. A nawet rzeczowników, czy innych, za przeproszeniem, przydawek.


piątek, 7 czerwca 2024

wszechświat

Napisała do Kaliny jej przyjaciółka. Nie miały ze sobą kontaktu od czterech miesięcy.
Zawalił jej się świat, rozstała się z facetem, chce pogadać. Kiedy masz czas? - spytała.
- Przyjedź do mnie teraz - odpisała Kalina. - Jestem sama w domu. Dasz mi zastrzyk przeciwzakrzepowy. Tylko ostrzegam, że kiepsko tulę, bo mam 15-centymetrową bliznę po operacji.
- Boże. Jadę. Cholera. O kurwa. Kalina. Jadę. Przepraszam. Chuj z facetem. Jadę. Kalina. 

Przyjechała.
Dała zastrzyk. 
Potuliła obszary niebliznowe Kaliny.
Dostała przytulenie pofacetowe. 
Tak działa wszechświat.



środa, 5 czerwca 2024

Siły

Książkowo. 

Rutynowo.

Bez komplikacji.

Tak przebiegła operacja Kaliny. Pierwsze dni po operacji to szybkie postępy. Siadanie, wstawanie, chodzenie, pierwszy prysznic, pierwsze schody. 

Teraz Kalina jest już w domu i odczuwa cały ciężar stresu, w którym żyła przez ostatnie miesiące. 

W szpitalu powtarzano Kalinie, że tak ciężkie operacje są bardzo trudne dla osób aktywnych. Nie jest łatwo nie robić nic i regenerować siły. Kalina widzi, że to trudne. 

Plan na najbliższy czas:

1. Żadnych planów

2. Robić to, co akurat sprawia przyjemność

3. Doceniać 

4. Doceniać

5. Doceniać



środa, 29 maja 2024

Po

 Jestem po. 

Strachu

Za godzinę.

Kalina, ubrana w niebieskie papierowe wdzianko, zdezynfekowana, czeka.

A dokładnie: czeka trzęsąca się ze strachu i płacząca z przerażenia Kalina. Takiej Kaliny Kalina jeszcze nie widziała. 

Operacja będzie prosta, Może nawet tylko 2-godzinna. Tak mowi lekarz. Kalina zyska 15-centymetrową bliznę, a straci sporego guza. To wygląda na atrakcyjny układ. 

Tylko ten stres... 

Kalina boi się i próbuje zrozumieć, czego dokładnie się boi, żeby zracjonalizować i zmniejszyć lęk. Za trudne. Poziom lęku jest tak wysoki, że przyćmiewa słabiutki dziś rozum. 


sobota, 25 maja 2024

ekipa

Kalina wróciła wczoraj wieczorem z urodzin młodszej córki. Już dorosłej. Impreza udana, dzieciaki wspaniałe. 

12-osobowa ekipa bawiła się tak, jak można sobie tylko zamarzyć: piekli ziemniaki i burgery na ognisku, pili poncz z wielkiej miski, zjedli po kawałku tortu i sernika, śpiewali, grali w mafię i kometkę. 

Rozwiesili lampki na drewnianym, obrośniętym porostami płocie, siedzieli na leżakach, spali w drewutni na wojskowych materacach w ogromnym ścisku: wszystko idealnie.

Rano pływali na SUP-ach i kąpali się w jeziorze.

Robią teraz plany na przyszłość. Dwie osoby przygotowują się do egzaminów do szkoły pilotów, jedna osoba chce studiować medycynę, ktoś będzie zdawał na astrofizykę, ktoś na psychologię, jeden chłopak chce być zawodowym siatkarzem, a dziewczyna - inżynierem lotnictwa. Jedna osoba wyjeżdża na studia do Stanów, jedna do Danii. Jedna osoba będzie studiować inżynierię biomedyczną. Życie przed nimi. 

Za kilka/kilkanaście lat będą zmieniać świat na lepsze. Kalina wie, że dadzą radę. O 3 nad ranem sami sprzątnęli wszystkie naczynia i śmieci z podwórka, pochowali jedzenie do lodówki, zabezpieczyli rzutnik i aparat, odłączyli prąd od oświetlenia. Kalina wstała rano, żeby uratować resztki tego, co jeszcze da się uratować i oniemiała: podwórko było w stanie idealnym. Sprzątnęli. Nie chcieli zostawiać bałaganu na noc. 

Starsza córka Kaliny uważa, że entuzjazm Kaliny odnośnie do polskiej młodzieży jest niezasadny. "Mamo, to jest najlepsze liceum w mieście. Najtrudniejszy profil. To są wyselekcjonowane osoby." - mówi. 

Ale Kalina chce wierzyć, że dzięki takim ludziom będzie lepiej. 

czwartek, 16 maja 2024

ogarnięte

Kalina była wczoraj u dentysty. 

Ząb po leczeniu może jeszcze boleć kilka dni. Gnojek usłyszał to i wykorzystuje sytuację. Bezczelnie boli.

I ta pozornie zła sytuacja jest w sumie dobra, bo ból zęba nie jest mocny, a sprawia, że Kalina nie czuje innego bólu. Tego związanego z chorobą. 

Jedna z mam z klasy Kaliny przeczytała Kalinie, co rodzice piszą na swojej grupie. To wzruszające. 

"Pani Kalina zawsze stawała w obronie naszych dzieci, a może teraz ona potrzebuje jakiejś pomocy?"

Kalina nie potrzebuje teraz pomocy. Wszystko jest ogarnięte (lubię to słowo!). 


Napisała ogarnięta acz chora Kalina. 

poniedziałek, 13 maja 2024

zaangażowana

Biorę teraz nowe leki, po których jest mi bezustannie niedobrze. Boję się, że zacznę mniej jeść, a i tak już bardzo schudłam.

Pomyślałam, że może jest jakaś korzyść ze schudnięcia i przymierzyłam sukienkę mojej córki - mamy teraz ten sam rozmiar: S/XS. Niestety - sukienka jest mi za wąska w żebrach. Tu nie schudłam. 

Nauczycielka wspomagająca z mojej klasy przyniesie mi dziś prezent od uczniów. Podobno zrobili go, gdy jeszcze nie wiedzieli, że nie wrócę w tym roku szkolnym do pracy. Pewnie się wzruszę.

Wicedyrektorka zaproponowała mi, że mogę przez nią przekazać coś rodzicom, którzy przyjdą na zebranie. Wolałabym przekazywać przez kogoś innego. Ona na wiadomość ode mnie, że nie wrócę do pracy do końca czerwca, zareagowała najgorzej, jak mogła: zmartwiła się, że nie ma kto wystawić ocen moim uczniom. Żadnego "wracaj do zdrowia", albo "trzymaj się". Tylko bezduszne myślenie formalisty. 

Moja starsza córka przyjeżdża do Polski - robi niespodziankę młodszej siostrze i pojawi się na jej urodzinach. Zostanie aż do dnia, gdy ja będę przyjęta do szpitala. Bardzo jestem jej za to wdzięczna. Ona ma na mnie bardzo dobry wpływ: motywuje mnie do robienia różnych rzeczy i chociaż wcale nie chce mi się tego wszystkiego robić, wiem, że tak jest dobrze. I wcale nie zdziwię się, jeśli okaże się, że podczas jej pobytu w Polsce będę zaangażowana w tysiące różnych jej spraw. Naturalnie będę udawać, że nie widzę, że to wszystko dla mnie. 

I naprawdę cieszę się, że nie ma dowodów na to, że moja choroba jest dziedziczna. Jestem pierwsza w rodzinie, która dostała od losu takie kukułcze jajo i mam nadzieję, że na mnie się skończy.


sobota, 11 maja 2024

lekcje

Uwielbiam sobotnie lekcje angielskiego. Dojrzałe, wesołe kobiety są uczone przez dojrzałego, wesołego pana.

Pan wymyśla takie zdania do tłumaczenia, że czasem trudno zachować powagę. 

I jedna z nas męczy się z gramatycznymi zawiłościami, podczas gdy pozostałe kwiczą ze śmiechu.

Na przykład dzisiaj:

- Jakiś czas temu przebiegłam boso maraton.

- Och, doprawdy? Ile czasu spędziłaś potem u pedikiurzystki?

Albo:

- W zeszłym roku pracowałam jako kaskaderka w filmie.

- Podejrzewam, że raczej nie grał w nim Tom Cruise. Gdyby to był film z Tomem Cruisem, nie byliby potrzebni kaskaderzy.



czwartek, 9 maja 2024

rutynowa

Lekarz numer jeden z listy Kaliny zoperuje Kalinę. To wiadomość tygodnia. Miesiąca. Roku. 

Szpital blisko domu, bez szukania znajomości, poparcia, pieniędzy i Bóg wie czego jeszcze. 

Facet okazał się miłym, pogodnym człowiekiem. Przewiduje, że operacja będzie rutynowa. Po operacji miesiąc spędzi Kalina pod hasłem "obiekt chroniony", potem już będzie wracać do normalnego życia. 

Sprawa jest pilna, lekarz zaproponował operację w przyszłym tygodniu. Kalina wspomniała o urodzinach córki. Bez zastanowienia powiedział, że nie widzi przeciwwskazań, żeby operacja odbyła się dwa tygodnie później. Sprawa jest na tyle stabilna, że nie będzie żadnych zaostrzeń. To komfort życia Kaliny jest wyznacznikiem wszystkiego. Przepisał zapas leków przeciwbólowych na dwa tygodnie. Silnych i bardzo silnych. Polecił brać. Te leki można dokładać, łączyć, mieszać. Jeśli Kalina przez leki będzie mieć problemy z żołądkiem, dostanie dodatkowo leki chroniące żołądek. Kalinie podoba się, że tu nie bierze się jeńców. Nie ma że ecie pecie, pół tabletki, najpierw powąchać, potem delikatnie połknąć. Tu jest "sama pani decyduje. nie może pani zwijać się z bólu. powinna pani teraz brać leki nasenne. nie ma miejsca na zbędne cierpienie. amen".

Osoby takie jak Kalina wskakują w grafik operacji poza kolejką oczekiwań. Lekarz powiedział, że poprzesuwa wszystkich tych, którzy czekają na terminowe zabiegi. 

- Tak to u nas jest - dodał.

Wszyscy wy, którzy czekacie na terminowe zabiegi, nie narzekajcie że przesunięto was o tydzień. Prawdopodobnie jakieś inne Kaliny z jakimiś najgorszymi na świecie chorobami wskakują przed was w kolejce. Życzcie im zdrowia.

Optymizm. Nadzieja. Szansa. Nadzieja. 

I jeszcze raz Nadzieja. 

Gabinet lekarza miał niezwykle cienkie drzwi. Siedząc w poczekalni Kalina dokładnie słyszała rozmowę lekarza z poprzednią pacjentką. Kalina i jej mąż byli w gabinecie znacznie dłużej niż przewidywany czas. Lekarz dokładnie omawiał przebieg operacji, wszystkie możliwe komplikacje. Gdy Kalina z mężem wychodzili z gabinetu, w poczekalni panowała kompletna cisza. Kalina zobaczyła wbite w siebie, przerażone oczy kolejnych pacjentów. Zapewne przez drzwi wszyscy współuczestniczyli w rozmowie Kaliny z lekarzem. Już sam opis operacji mrozi krew w żyłach. Ewentualne komplikacje są bardzo poważne. A Kalina wyszła z gabinetu radosna. Mąż Kaliny rozdawał uśmiechy. Wariaci?!

Chorobę Kaliny sponsoruje firma "Porządkujemy priorytety życiowe. Szybko, tanio, boleśnie".


poniedziałek, 6 maja 2024

stereotypy

Starsza córka mieszka razem z Etiopko-Francuzką i Włoszko-Niemką. 
Do jednej z nich mieli przyjechać "friends from Australia".
Okazało się, że to para: chłopak, który jest nowozelandzkim Holendrem i jego dziewczyna - Australijka. Przyjechali. 
Najpierw poznałam chłopaka. Wysoki, szczupły, ze śmiesznym, australijskim akcentem. A potem z pokoju wyszła jego dziewczyna. Wspaniała Aborygenka. 
Oniemiałam. Zrozumiałam, jak silne stereotypy mam w głowie. 
Gdy usłyszałam "Australijka", nawet przez sekundę nie pomyślałam, że może nią być Aborygenka. To bardzo przykre. 

Dało mi to sporo do myślenia. I mam chęć uporządkować sobie te sprawy w głowie. 

Mam nadzieję, że zapamiętam tę lekcję i wdrożę w życie. 

piątek, 26 kwietnia 2024

niesama

Mam górki i dołki. Boję się. Mam poczucie winy. Jest mi przykro. Mobilizuję się do działania.

Czekanie jest koszmarem.

Jak pisałam wcześniej, nie chcę nadmiernie obarczać rodziny moimi nastrojami. Już i tak widzą dużo. Dużo za dużo. Bardzo się starają, żebym dała radę. Ja też się staram. Ale to oni chodzą do szkoły, na uczelnię, do pracy. 

Czytam Wasze komentarze i jest mi dobrze. Czuję, że trzymacie za mnie kciuki.

Potrzebuję teraz być sama i niesama jednocześnie. I takie coś daje mi blog. 

Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, jakie poczucie bezpieczeństwa daj mi to, że się nie znamy, ale jednak się znamy. Znam osobiście tylko jedną z Was i na podstawie tej znajomości myślę, że wszyscy jesteście równie wspaniali. Dziękuję Wam, że do mnie piszecie. Bardzo tego potrzebuję. Sprawdzam i cieszę się z każdego komentarza. 

Mam teraz gorszy moment. Znowu schudłam. Jutro wyjeżdżam i liczę na to, że w innym miejscu będę mieć mniej lęków w głowie. 

Kalina

czwartek, 25 kwietnia 2024

miłości

Ktoś wczoraj napisał do mnie bardzo zaskakującą wiadomość. Była oskarżycielska, agresywna, niezrównoważona.
Dla wyjaśnienia dodam, że autorka wiadomości ma zaawansowanego, złośliwego raka, ma zaburzenia zachowania i zdarzają jej się takie akcje. 
Na koniec wiadomości napisała, że jestem złym człowiekiem i przeze mnie moja młodsza córka choruje na depresję.

Najpierw powiedziałam o tym starszej córce. Jeszcze nigdy nie widziała tak agresywnej wiadomości. Była w szoku, zwłaszcza że autorka jest mi bliską osobą. Rozłożyła cały tekst na czynniki pierwsze, przeanalizowała niemal każde zdanie, wyciągnęła wnioski i podsumowała, że jedynym usprawiedliwieniem jest choroba. Takich rzeczy nie pisze się nigdy, nikomu, zwłaszcza osobie, którą uważa się za bardzo bliską. Którą zapewnia się o miłości. To dowód na zaburzenia hamowania. Poważna sprawa. 

Wieczorem powiedziałam o tej wiadomości młodszej córce. Była bardzo zaskoczona. Ponieważ młodsza ma od czasu do czasu kontakt z autorką wiadomości, ustaliłyśmy, co zrobi, jeśli kiedykolwiek spotka się z jej agresją słowną. 

Nie wzięłam sobie do serca tego, że ktoś oskarżył mnie o bycie powodem depresji córki. Ale niezwykle wzruszyła mnie reakcja córek na to zdanie.
Starsza powiedziała, że to dowód na bardzo konserwatywne podejście do życia. Wyrażanie takich opinii jest zgodne z poglądami sprzed 50 lat, gdy uważano, że chory na depresję jest źle motywowany przez rodzinę i wystarczy znaleźć mu nowe hobby, a on z radością pobiegnie przed siebie w podskokach. 
Młodsza aż się skrzywiła. Leżała już na swoim łóżku, wymęczona po całym dniu. Jest leczona na depresję, od półtora roku bierze udział w psychoterapii, świetnie funkcjonuje, rozwija się, walczy z lękami. "Jesteś dobrą mamą" powiedziała i przytuliła się do mnie bardzo mocno. Tak jak lubię. 

Z jednej strony wiem, że chorych ludzi, zwłaszcza bliskich, nie wolno zostawiać w tak trudnych sytuacjach. Autorka wiadomości nie robi tego sama, to choroba działa jej rękami. Z drugiej strony wiem, że ja teraz nie udźwignę pomagania innym. Bardzo to przykre, że mogę tylko powolutku, w równym tempie, odsuwać się na bezpieczną dla siebie pozycję. That's life. 

wtorek, 23 kwietnia 2024

cholera

Chwilami zapominam, że jestem chora. Robię coś, jestem zaangażowana, czuję spokój, beztroskę i nagle przypomina mi się moja sytuacja. Cholera.

Za cztery tygodnie moja młodsza córka ma osiemnaste urodziny. Ustaliłam sama ze sobą, że moja operacja odbędzie się po jej imprezie. Będę nalegać, żeby tak było. 

Odwołuję kolejne spotkania i imprezy, w których miałam uczestniczyć. Widzę, jak dużo tego było. Widzę, że przesadzałam ostatnimi czasy. Gdy będę zdrowa, chcę pamiętać o tym, że mam prawo siedzieć w domu i robić wielkie nic. Z przyjemnością. 






sobota, 20 kwietnia 2024

przeniesiona

Szuka Kalina spokojnych, miłych, łagodnych książek do czytania. 
Jeśli możecie coś polecić - poproszę. Kupię sobie w skupszopie, bo bardzo lubię ten sklep.

Szuka Kalina spokojnych, miłych, łagodnych filmów do oglądania, dostępnych na Netflix.
Jeśli możecie coś polecić - poproszę. 

W tym tygodniu chwila wytchnienia. Żadnych badań, żadnych lekarzy. 

Pod koniec tygodnia Kalina najprawdopodobniej zostanie zawieziona przez męża do Berlina i wsadzona w pociąg do Amsterdamu. I spędzi Kalina w Holandii tydzień, łażąc po sklepach z używaną porcelaną, używanymi torebkami, używanymi rzeczami w stylu kowbojskim i każdym innym, o jakim można sobie tylko zamarzyć. W Hadze jest na przykład sklep z używanymi jeansowymi ogrodniczkami i butami Birkenstock. A w samym centrum jest sklep z luksusowymi rzeczami z lat 70 i 80. Córki Kaliny go uwielbiają, przymierzają w nim marynarki z poduchami na ramionach, pensjonarskie sukienki w kratę z falbankami, dziwaczne szpilki i berety z pomponami. Kalina patrzy na nie i czuje się przeniesiona do swojego dzieciństwa. A w sekrecie może Kalina wyznać, że nie lubi tego stylu. A dla córek Kaliny to szyk i smak. 


piątek, 19 kwietnia 2024

in case

Kalina zobaczyła swoją chorobę na zdjęciu.
No jest. 
Jakoś bez zdjęcia, gdy choroba istniała w sferze werbalnej, było Kalinie lżej.
Teraz i zdjęcie jest, i papiery poświadczające...

Cudowna prawniczka przygotowała dla Kaliny listę rzeczy do zrobienia. Just in case. 
Kalina załatwia kolejno różne rzeczy. Just in case. 
Dziś notariusz. Just in case... 



środa, 17 kwietnia 2024

niepotrzebnie

Burze, ulewy, gradobicia - Kalina wie, że kwiecień plecień, ale to nie znaczy, że Kalina wyraża na to zgodę.

Nie i nie.

Pogoda powinna być umiarkowana. Łagodne słońce i od czasu do czasu obfity, acz łagodny deszcz.

Do tego temperatury umożliwiające chodzenie bez skarpetek.

I pełna puszka z kawą w domu.

I wygodniejsza lampka przy łóżku, bo przy tej zupełnie źle się czyta.

A  gdyby ktoś robił Kalinie śniadanie do łóżka to już nawet mogłaby od czasu do czasu przejść w okolicy jakaś burza. 

Kalina jest na zwolnieniu lekarskim, ale wie, że w pracy syf. Wypełzły problemy, zamiatane od dawna pod dywan. Dobrze, że Kaliny tam teraz nie ma. Źle, że docierają do niej strzępki informacji i stresuje się niepotrzebnie. 





niedziela, 14 kwietnia 2024

dalszą

Umawianie wizyt u lekarzy, badań potrzebnych przed dalszą diagnostyką, załatwianie niezbędnych rzeczy (np. piżama zapinana na guziki) - to teraz rzeczywistość Kaliny.

- Tak dzielnie zapuściłaś włosy, a teraz znowu będą krótkie - powiedziała córka Kaliny.

Kalina postanowiła iść do fryzjerki i obciąć włosy na bardzo krótko. Będzie czas przyzwyczaić się do krótkich, późniejszy brak włosów nie będzie takim szokiem.

Do chirurga Kalina może zarejestrować się dopiero na 20 maja. To dla Kaliny za długie oczekiwanie. Spróbuje Kalina zadzwonić, poprosić, zgłosić się jako "osoba awaryjna", gdyby ktoś odwołał wizytę. Może się uda.

Są chwile, że Kalina zapomina, w jaki syf wdepnęła. Są chwile, że pamięta. Te drugie są i dłuższe i cięższe. 

Objawy choroby dają o sobie znać. Naturalnie teraz Kalina ma bardziej wyostrzone postrzeganie i szybko je zauważa. Przedtem były przypisywane zmęczeniu, złej pogodzie, niewyspaniu, stresom i nieodpowiedniej diecie. Teraz już wiadomo, że w ciele Kaliny zaniemogło sterowanie pewnymi procesami. 

 

sobota, 13 kwietnia 2024

czas

 Natychmiast po zakończeniu rezonansu Kalina została poproszona na rozmowę do sąsiedniego gabinetu. 

- Są jakieś wątpliwości - powiedziała urocza pani techniczka.

- Nie może mi pani nic powiedzieć? - spytała uśmiechnięta Kalina

- Nie.

- Ja domyślam się, co się stało. Zapewne miałam niewielki udar w zeszłym tygodniu.

Techniczka spojrzała zaskoczona

- To nie jest udar, proszę pani.

    Bardzo miła, delikatna, starsza pani doktor opisała Kalinie sytuację. To nie jest udar. To jest diagnoza, której raczej nie da się słuchać na stojąco. Kalina usiadła.  Lekarka zaproponowała Kalinie szklankę wody i płakała razem z Kaliną. 

    Natychmiast ustalono termin dalszych badań. Na wtorek. Pracownia rezonansu sama skontaktuje się ze specjalistą po konieczne skierowania. Kalina nie musi nic robić. Kalina trafiła na dobrych ludzi. 

    Raczej na pewno operacja. To pierwszy etap. 

    Dobra lokalizacja - brzmi to trochę jakby Kalina kupowała teraz dom, a nie dodatkowych kilka lat. 

    Mąż zawiózł Kalinę natychmiast do lekarki rodzinnej. Była 17.52. Lekarka pracuje do 18.00. Miała czas. Miała serce. Przedstawiła plan działania. Na razie omijamy kartę pacjenta onkologicznego, próbujemy dostać się prywatnie do chirurga. Od razu wiemy do którego. Jest szpital w pobliżu, który zajmuje się takimi schorzeniami. Nie szukamy w innych miastach. Lepiej w pobliżu. Łatwiej dla rodziny. 

    Rozmowa ze starszą córką: "Mamo, mów wszystkim tylko to, że jesteś chora. Wybierz sobie jedną osobę, z którą będziesz rozmawiać i jej opowiadaj o szczegółach. Na pytania odpowiadaj, że chcesz chorować prywatnie. Informacja, na co jesteś chora, nie nadaje się dla publiczności. Ludzie cię zniszczą radami i litością. I wzrokiem, pytającym "to ty jeszcze żyjesz?". 

    Kalina odwołuje kolejne zaplanowane rzeczy. Każdy pyta. Kalina wie, że to pytania z troski, ale na nie nie da się odpowiadać. Nie teraz. Teraz jest czas na Kalinę. 


środa, 10 kwietnia 2024

atakiem

Postawiona w poniedziałek diagnoza dała mi poczucie ulgi. To tylko i aż migrena.
Pojutrze rezonans i konieczność wykluczenia innych tematów. Bez tego nie mogę brać leków przeciwmigrenowych.
Muszę też mieć uregulowane ciśnienie, bo leki przeciwmigrenowe mogą powodować skoki ciśnienia. 
Nie mam uregulowanego ciśnienia. Mam skoki już teraz.
Chcę zdążyć z ciśnieniem i rezonansem przed kolejnym atakiem migreny.
Nie dam rady znieść go bez leków. 

Neurolog, do którego zupełnie przypadkowo trafiłam, okazał się wyrozumiałym i cierpliwym człowiekiem.  
Dał mi rady, jak przetrwać kolejny napad.
Poinstruował mnie, co robić natychmiast po rozpoczęciu ataku: przyjąć leki w ciągu 15-30 minut. Leki zawsze muszę mieć przy sobie. Nie będzie czasu na szukanie apteki. 
I mam obserwować, jakie są pierwsze symptomy migreny. Muszę nauczyć się ją rozpoznawać. Żeby nie przeoczyć pierwszych 15 minut. 

I to wszystko brzmi jak przygotowanie do wojny. I trochę jest wojną. Wcześniej często bolała mnie głowa i uznawałam, że boli mnie bardzo. Teraz już wiem, co to jest "boli bardzo". Odchodziłam od zmysłów. Wiłam się na łóżku, szukając pozycji, w której choć na chwilę ból zelżeje. Nie piłam, nie jadłam, nie miałam ochoty mówić. 
Koszmarny ból. 

Jakiś czas temu koleżanka z pracy miała atak migreny. Poradziłam jej, żeby pojechała do domu, a ona siedziała na krześle w pokoju nauczycielskim i gapiła się na ścianę. Powiedziała, że woli sobie jeszcze posiedzieć. Teraz wiem - trzeba było zawieźć ją do domu. Nie pytać. Wsadzić w samochód i zamknąć w cichym pokoju. 

sobota, 6 kwietnia 2024

osiemnaste

Kalina chyba choruje. Na razie skontaktowała się z neurolożką i internistką. Objawy dziwne. Kalina nie chce o nich myśleć.

Kalina chodzi do pracy, myśląc ciągle, że świat zawali się, jeśli położy się do łóżka na kilka dni. Głupie to. Kalina wie. 

Wiosna przechodzi gdzieś obok, częste burze nie poprawiają samopoczucia.

Obie córki Kaliny buszują dziś po sklepach w poszukiwaniu sukienki na osiemnaste urodziny młodszej. Osiemnaste. Młodszej.

Dziś w aptece Kalina, zapytana przez uroczą farmaceutkę, czy lek jest dla dorosłej osoby, powiedziała, że tak. Był dla młodszej córki. Tej wkrótce dorosłej. Dziwne uczucie. Radosne ale i smutne. 


sobota, 30 marca 2024

spokój

Przyroda obudziła się z dnia na dzień. Rośliny rozwijają pąki w oczach. Zaskoczone krótkim snem muchy latają otępiałe. Ptaszydła drą się na całe gardło, siedząc na czubkach drzew.
Jest cudnie.

Kalina z mężem i młodszą córką zjedzą jutro małe śniadanko. Jajeczko, twarożek z ziołami, pomidorki i szczypiorek.
Spokój.
Spokój.
Spokój.

Dwa dni temu minęła kolejna rocznica śmierci mamy. Nie wiem, która. Nadal bardzo mi jej brakuje. I ciągle łapię się na tym, że chcę do niej zadzwonić. 

poniedziałek, 25 marca 2024

makijażu

 Kalina jest wychowawczynią klasy 7.

To trudny okres w życiu człowieka, Kalina to wie i z całych sił próbuje pomóc przetrwać ten czas swoim uczniom.

Teraz pojawiło się nowe zjawisko: dziewczynki uczą się sztuki makijażu.

I cierpi Kalina, gdy widzi to, co dzieje się na twarzach jej uczennic. Bo są to zwykle zaskakujące plamy w okolicach kości policzkowych, dziwne uliniowania w pobliżu oczu i powieki pokryte niezdrowym nalotem.

Dziś na przykład rozświetlacz pomylił się komuś z korektorem i wszystkie pryszcze zostały pomalowane na błyszczący beż. Bardzo oczojebny. I jeśli była jakaś szansa na niezauważenie pryszczy, to zniknęła pod subtelnym brokatowym beżem, który lśnił się jak psu jajca.




sobota, 23 marca 2024

parametry

Nie jest dobrze u Kaliny. Spadły wszystkie parametry, gwarantujące radosne życie.
Kalina wie, że nie umie sobie radzić z problemami. Że jedno małe gówienko potrafi rozwalić Kalinę na dłuższy czas. Że Kalina w kwestii szczęścia jest zero-jedynkowa: albo wszystko jest dobrze, albo nic nie jest dobrze.
I teraz nie jest.

Kalina próbuje walczyć ze sobą, ale jak tu z honorem walczyć z kimś, kto nie walczy?

Na twarzy Kaliny natychmiast widać wszystkie nieprzespane godziny, zapętlone myśli, troski, smutki i łzy. Dziś Kalina wygląda stosownie do okoliczności. Czyli źle. 



środa, 20 marca 2024

ginąć

Kalina zaczęła ginąć w papierach. 

Aktualnie poszukuje oryginału umowy, którą przeskanowała dwa tygodnie temu. No nie ma. 

Będzie trzeba napisać nowy oryginał.


Trudno cokolwiek znaleźć, bo cała sypialnia Kaliny jest obłożona pracami uczniów. 

Kalina obiecuje sobie tym samym, że koniec z przynoszeniem prac uczniów do domu. Należy poprawiać je w szkole, na przerwach, gdziekolwiek i kiedykolwiek, tylko nie w domu.

Amen.



wtorek, 19 marca 2024

podeszwy

Pierwszy raz w życiu Kalina kupiła sobie drugą parę tych samych butów, gdyż pierwsze właśnie zaczęły mieć dziwne przetarcia w newralgicznych miejscach, a lubi Kalina w nich chodzić bardzo. Może nawet za bardzo. 

Dotarła przesyłka.

Kalina odpakowała nowe buty.

Są inne.

Zawezwała Kalina na konsylium męża: jak to możliwe, że nowe buty mają inne podeszwy i inny kształt, chociaż miały być takie same? 

Mąż Kaliny, człowiek bez odrobiny zrozumienia dla spraw najistotniejszych, odrzekł: Podeszwa jest taka sama, tylko stara została bardzo starta. But ma taki sam kształt, tylko stary jest tak sponiewierany.

I została Kalina sama z nowymi i starymi butami. Z inną podeszwą i innym kształtem.

Zdążyła jeszcze tylko powiedzieć mężowi, że to kłamstwa są i pomówienia, że wcale że nic nie starła i nie sponiewierała i że to wszystko jest wina męża. Bo nie ma zrozumienia dla spraw najistotniejszych.


niedziela, 17 marca 2024

objętości

Kalina użyła dziś na próbę odżywki do włosów swojej córki i to, co teraz widzi Kalina w lustrze, jest zaiste imponujące.
Otóż z włosów Kaliny, delikatnie pofalowanych, długości do ramion, układających się w delikatne skręty, nie zostało nic. Natomiast na czerepie Kaliny umościł się obfity snopek cienkich nitek, sterczących na wszystkie strony.
Jeśli ktoś oglądał Bridget Jones i pamięta, jak wyglądała po jeździe kabrioletem, to wie, o czym piszę. 
To niezwykłe, że aż tak można sterczeć na wszystkie strony. 
Kalina rozważa zatrudnienie się jako wiedźma w zamku strachów, lub alternatywnie jako urządzenie do ściągania pajęczyn z zakamarków.
Dobrze, że nie pada, bo włosy wkręcałyby się Kalinie w szprychy parasola. 
I może troszkę Kalina przesadza, opisując swój wygląd, ale takie jej prawo.

Odżywka do włosów nadająca objętości, nadaje objętości. I to jest w tym wszystkim najbardziej zaskakujące.
;-)

piątek, 15 marca 2024

sztuka

 Kalinie zdarza się chodzić samej do teatru i nie widzi Kalina w tym nic złego.

Ale dziś zrobiło się Kalinie smutno, bo ma dwa bilety i trzy kolejne osoby zgodziły się iść z Kaliną, po czym zrezygnowały.

W ten sposób Kalina pójdzie sama. Niby nic, ale jednak chciała Kalina iść w towarzystwie.

- Martwisz się, że nie będziesz miała z kim porozmawiać? - spytała starsza córka.

- Martwię się, że nie będę miała z kim porozmawiać, a obok mnie będzie puste miejsce - powiedziała Kalina.

Starsza córka chwilę się zastanowiła, po czym uznała, że to faktycznie gorsze niż sam brak rozmowy.

Nawet rozważała Kalina oddanie komuś biletu za darmo, ale nie chce się Kalinie dodatkowo angażować w poszukiwanie chętnych. 

Sztuka za dwie godziny. 

Oby była tego warta.

czwartek, 14 marca 2024

rajska

Borze zielony, jakich rodziców spotkała na swej zawodowej drodze Kalina. No mózg się lasuje.

Naprawdę wariaci.
Kalina ma nadzieję, że los postawił jej takich pieniaczy na drodze, żeby doceniła wszystkich innych rodziców swoich uczniów. 
Już docenia.

Kalina z radością odnotowała, że słońce wcześniej wstaje, a na pierwszej lekcji w szkole nie trzeba już zapalać światła. Hurra!

Kalina poinformowała szkołę numer dwa, że od września nie będzie już tam pracowała. Wezwano Kalinę na dywanik i przekazano jej stertę pochwał i zachwytów, połączonych z prośbą, żeby nie odchodziła. Gdyż biologów jest podobno wszędzie pełno, pod każdym kamieniem siedzą i czekają na pracę, ale Kalina jest pierwszą od lat biolożką w tej szkole, która umie biologię, lubi ją, a na dodatek lubi uczyć. To wszystko było bardzo miłe, acz Kalina nie chce tam pracować. I użerać się z rodzicami jak wyżej. 
- Jeśli dadzą ci więcej pieniędzy, to przemyśl pozostanie w tej szkole - powiedział mąż Kaliny, który od zawsze pracuje w korporacjach i nie jest w stanie zrozumieć zasad, które obowiązują w budżetówce. Uprzejmie proszę nie wyśmiewać się z niego. On nie winien, że myśli jak menadżer. 
- Szkoda, że mówią ci to, gdy chcesz odejść - powiedziała starsza córka, której racjonalizm i zdrowy rozsądek potrafią postawić człowieka na nogi.
- Będziesz miała więcej czasu na angielski, na czytanie i na pracę w ogrodzie - powiedziała młodsza córka, która jest aniołem i codziennie udowadnia, że spadła z nieba. 

Czytanie i ogród. Tak wygląda raj. Na pewno rajska Ewa też miała u siebie w pobliżu jabłonki herbatę i coś lekkiego do czytania. Jeszcze muszę zainstalować sobie w ogródku (który przecież jest zwykłą działką, ale w tym wypadku słowo "ogród" bardziej oddaje uczucia Kaliny) czajnik i toaletę kompostującą. 
Kalina spędza tymczasem długie godziny na oglądaniu roślin, które można by posadzić pod tują w ogrodzie. Cień i półcień. Gleba kwaśna. Propozycje mile widziane. 



sobota, 9 marca 2024

wnętrz

Kalina jest królową w swojej szkole, ponieważ jest jedyną panią od biologii. Dzięki temu nikt nie wtrąca się do wyglądu pracowni biologicznej i Kalina sama jest sobie sterem, żeglarzem i dekoratorką wnętrz.

Pracownia Kaliny ma zatem fragmenty duszy Kaliny tu i ówdzie:

Kobiety, na które Kalina zerka, szukając dla siebie sporej dawki siły i łagodności. 

Ulubione zwierzęta Kaliny

Lampiony i puchate chmurki, które wiszą nietknięte od września, chociaż spore grono koleżanek nauczycielek wieszczyło im rychłą śmierć z rąk uczniów. Ani jeden lampion nie został zerwany - a są przyczepione na słowo honoru, spinaczem do szpary w płytach sufitowych. Wystarczy je mocniej pociągnąć i spadną. Ale nikt nie ciągnie. I nie spadają. W tle widać tablice, na których oczywiście zwierzaki, ale też kopie Vincenta. I ryby pod sufitem, zrobione przez uczniów na lekcjach. 





umiarkowany

 Kalina od kilku dni ma gorączkę i katar. A od wczoraj do przeziębienia dopałętało się zapalenie miazgi w siódemce.

Teraz Kalina naprawdę nie wie, co ją boli: zatoki, czy ząb. I nie wie Kalina, czy w nocy budzi się, bo czuje pulsujący ból zęba, czy też jest to pukająca w czaszkę zawartość zatok. W ostatecznym rozrachunku - niewielka różnica. Boli, wybudza, męczy.

Pani dentystka Kaliny, która zna Kaliny lęk przed bólem na fotelu, bardzo się stara być delikatna w słowie i geście.

- Do poniedziałku powinna pani wytrzymać - powiedziała w piątek wieczorem. - Gdyby musiała pani jechać na pomoc dentystyczną, to polecam tę jedną.

Kalina zbladła.

- Jaka pomoc dentystyczna!? Przecież ja nie usiądę na fotelu przypadkowego dentysty!

Pani dentystka uśmiechnęła się uroczo.

- Oczywiście. Rozumiem, że dziś w nocy ból był zaledwie umiarkowany.

Kalina pożegnała się z dentystką, rozmyślając o tym, co powiedziała.

Byle do poniedziałku. Taki jest plan. Plan nie jest jeszcze skonsultowany z siódemką, ale nie będzie jakiś marny ząb pluł nam w twarz i dzieci nam germanił. 





czwartek, 7 marca 2024

tatuś

Kalina uczy miłego chłopca. Miły chłopiec powiedział Kalinie, że jego tata jest lekarzem. Kalina znała kiedyś lekarza o tym nazwisku i zonk! Okazało się, że to ten sam. 

Niestety lekarz ów jest tatusiem nie tylko chłopca i jego braciszków, ale też nieco wcześniej został tatusiem syna koleżanki Kaliny. Hm...

Taka to rodzinna impreza. 

W tej samej szkole pracuje też mama miłego chłopca i Kalina doszła do wniosku, że zdecydowanie lepiej będzie, gdy sama przyzna się mamie chłopca, że zna jej męża. Mama natychmiast napisała do męża, że pracuje z Kaliną i nagle niezwykła sytuacja: tatuś chłopca zupełnie nie pamięta Kaliny.

Naturalnie jest to możliwe. Takie rzeczy się zdarzają. Jednak biorąc pod uwagę stopień zażyłości w miłych czasach, wydaje się to zaskakujące. Tatuś chłopca nie raz był u Kaliny, Kalina w jego domu także bywała nierzadko... 

Kalina zrozumiała: tatuś nie chce, żeby Kalina rozmawiała z jego małżonką na jego temat. Kalina nie będzie. Być może małżonka nie do końca zna historię wcześniejszych dzieci swego męża (jeśli Kalina dobrze pamięta, było ich troje razem z synem koleżanki).

Jeśli Kalina umie liczyć, to tatuś ma swych dzieci siedmioro. Celowo Kalina użyła pełnego liczebnika, a nie zapisała cyfrą, bo cyfra 7 wygląda tak niewiarygodnie w kontekście liczby potomstwa, że prawdopodobnie uznano by ją za pomyłkową. Siedmioro dzieci z trzema kobietami. Czworo w domu, troje alimentowanych. 

Ja pierniczę.

wtorek, 5 marca 2024

traumą

Kalina dotarła do pracy z poczuciem, że ma gorączkę i dopiero w swojej sali na termometrze zaokiennym zauważyła, że jest plus 3 i to nie gorączka Kaliny, tylko zimnica zewnętrzna.
Cholera jasna.
Przecież był już kwiecień prawie! Niemal 20 stopni, cienka bluzka i pot na plecach podczas sprzątania działeczki!

Kalina będzie uczyła dziecko, które ma za sobą najgorszą z możliwych przeszłość. Historia jak z horroru. Dziecko nie może chodzić do szkoły, psychiatrzy orzekli, że z taką traumą musi kilka lat przyzwyczajać się do kontaktów z ludźmi. 
Jest agresywne, autodestrukcyjne, niezwykle wrażliwe na dotyk, ucieczkowe i aspołeczne. 
Gdy Kalina poczytała w dokumentach, co przeżyło, nie mogła słowa wydusić. Chciałoby się powiedzieć, że takie rzeczy się nie zdarzają, że to tylko scenariusz, powstały w głowie chorego twórcy. Niestety. Życie.

- Czy dobrze rozumiem, że moja rola polega na tym, żeby to dziecko rozwijało się intelektualnie, miło spędzało czas i miało kontakt z ludźmi, którzy go nie krzywdzą?
- Tak - odpowiedziała psycholog, która przygotowywała Kalinę przed pierwszą wizytą w miejscu zamieszkania dziecka. 

Zatem będzie Kalina "uczyła" przyrody najlepiej jak umie. Czytając książki, rysując, oglądając świat pod mikroskopem i przez szkło powiększające. Niech ten mały człowiek widzi, że są jakieś fragmenty świata, które nie są całkiem złe. 

PS. Kalina celowo używała określenia "dziecko", chociaż sama go nie lubi. W sercu Kaliny ochrona tego człowieka musi być jak największa i nie chce Kalina nawet tu nazywać go chłopcem lub dziewczynką. Chce Kalina pilnować klosza, który teraz dorośli próbują nad dzieckiem zbudować. 

poniedziałek, 4 marca 2024

czekolady

- Przyjechać?
- Przyjedź. Ale mam tylko tabliczkę czekolady. 

Kalina ostatecznie spędziła popołudnie, masując niezwykle napuchniętą dłoń koleżanki - układ krążenia nie daje rady po operacji i palce zaczęły wyglądać jak serdelki.
Wypiły kawę, zjadły całkiem niedobre ciasto, które kupiła Kalina po drodze i nagadały się po kokardę.

- Powiem ci, bo muszę komuś powiedzieć - zaczęła koleżanka i otworzyła szufladę w swojej głowie z napisem "straszny wstyd".
Kalina zna ją za długo, żeby jakiś tam byle "straszny wstyd" mógł zmienić jej życzliwość. 
Na pooperacyjnej dłoni można było zobaczyć zarys kostek, szuflada trochę się opróżniła, a większa cześć ciasta wylądowała w śmieciach. Obok strasznego wstydu. Typowa niedziela dwóch kobiet. 

wtorek, 27 lutego 2024

zaczepić

Powiedziała Kalinie, że długo bała się walczyć o swoje. Uczyła się asertywności, ćwiczyła przed lustrem ostre odpowiedzi na zaczepki.

Kiedyś wieczorem szła z psem ulicą. Naprzeciwko niej stanęło dwóch. Z rękami w kieszeniach. Z mętnym spojrzeniem. Zaczepili.

- Spierdalaj - krzyknęła, pociągnęła psa i odeszła. Dużego psa. Owczarka niemieckiego, co ma znaczenie dla tej historii.

Nie takich odpowiedzi na zaczepki się uczyła. Nie tak chciała umieć reagować, ale pies i jakaś siła dała jej moc.

- Myślę, że gdybym szła z ratlerkiem, powiedziałabym "Przepraszam pana, że musiał mnie pan zaczepić" - szepnęła w zamyśleniu.

- Myślę, że gdybyś szła z ratlerkiem, powiedziałabyś "Spierdalaj" - podsumowała Kalina, podziwiając jej moc.

Kalina nie umie "spierdalaj", ale bardzo chciałby nauczyć się czegoś podobnego. Bardziej Kalinowego, ale o równie silnym przekazie. 

powinnam

Nauczyciele nie powinni zajmować się rozwiązywaniem problemów rodziców i dzieci. To jest niedopuszczalne i chyba dlatego system szkolnictwa gnije i cuchnie.

Moim zadaniem jest nauczanie. Przy okazji powinnam zadbać też o powierzoną mi klasę wychowawczą. Ale czy powinnam działać, gdy dzieci dyskryminują kolegę, albo są agresywne, albo palą e-papierosy? 

Teraz już wiiem, nie powinnam. 

Powinnam wezwać rodziców i powiedzieć im: proszę zrobić porządek z własnym dzieckiem. Jeśli nadal będzie chamem i agresorem, powiadomię o tym sąd. 

A tymczasem w polskiej szkole stajemy na rzęsach, żeby robić za rodziców ich robotę. O co tu chodzi?

sobota, 24 lutego 2024

wojowniczką

Kalina poznała kobietę, która niemal całe życie podróżowała. Mieszkała w Ameryce Południowej, w Afryce, była w Indiach, autostopem zwiedzała południową Azję. Jest niezwykle waleczna i silna.

- Nigdy nie zdarzyły mi się żadne nieprzyjemne rzeczy podczas podróży - mówi.

- A może to co się zdarzało było nieprzyjemne, tylko ty jesteś wojowniczką i nawet tego nie zauważyłaś? - spytała Kalina.

Zamyśliła się. Pokiwała przeczącą głową. 

- Nic takiego mi się nie zdarza.

W subiektywnej ocenie Kaliny, kobieta ma teraz niezmiernie dużo problemów. Jej życie stanęło na baczność. Ale ona tego nie uważa za problemy. Tylko za sprawy. Za okoliczności. Za rzeczy do zrobienia.


Być może na tym polega wielkość: na niewidzeniu rzeczy zbyt małych, gdy jest się skupionym na tych odpowiednich rozmiarów.

czwartek, 22 lutego 2024

przypadkowe

Tąpnięcie w świecie Kaliny nastąpiło niemożebne. 

Jest ciężko.

Przypadkowe sytuacje wypchnęły z zakamarków ciężko skrywane i zakopywane głęboko fakty, z którymi Kalina nigdy nie stanęła twarzą w twarz.

Psychiczne ciężary. 

Cholera. 

Kończą się ferie, w poniedziałek do pracy, a ja bez instrukcji, jak działać.



sobota, 17 lutego 2024

osobowość

Obie córki w domu. Radość wielka. Uwielbiam patrzeć na nie, widzę, jakie są fajne razem. Osobno też. 

Piesek znajomych, który zamieszkał u nas na tydzień, rozłożył nas na łopatki. Wygląda na bardzo smutnego, więc cały czas z nim rozmawiamy, głaszczemy go, przytulamy, a on wyraźnie zdaje sobie sprawę z tego, że jego smutna minka na nas działa. W nocy troszkę popiskiwał z tęsknoty, więc wstawałam do niego jak do niemowlaczka. Teraz śpi w nogach u mojego męża i wygląda, jakby miał pretensje, że to nie on ma głowę na poduszce. 

Jest pieskiem zero-agresywnym. Słodziak niezwykły. Taka osobowość pieskowa bardzo mi odpowiada. Wersja przytulankowo-łóżkowa :-)

wtorek, 13 lutego 2024

łatwością

Z lekcji na lekcję Kalina z coraz większą łatwością mówi po angielsku.
Prawda jest taka, że Kalina zawsze miała dużą łatwość mówienia w językach obcych, gdyż nieznajomość języka nigdy nie stała Kalinie na przeszkodzie w skutecznej komunikacji. 

Ale teraz Kalina ćwiczy mówienie, ćwiczy gramatykę, jest w transie językowym, więc pojawiła się nadzieja, że Kalina oprócz skuteczności rozmawiania po angielsku będzie miała w swoim repertuarze również poprawność. 
Aktualnie Kalina ćwiczy wymowę, ponieważ pan od angielskiego jest bardzo wymagający w tym względzie. I tabelkę z czasownikami, w których drugą formę wymawia się z dźwięczną lub bezdźwięczną końcówką, musi Kalina mieć w sercu. Z kolei pani, z którą Kalina uczy się w poniedziałki, zadaje bardzo obfite zadania domowe i Kalina wkuwa słówka związane z określonymi tematami. Dzięki temu budowa samochodu, wszelkie rodzaje mandatów, blokad na koła, awarie wycieraczek i dziury w oponach nie są już dla Kaliny straszne. 



poniedziałek, 12 lutego 2024

rzadka

Od jutra do czwartku Kalina jest sama w domu. To bardzo rzadka sytuacja, chociaż rodzina Kaliny ma w sobie coś z Nomadów.

Starsza córka studiuje 1000 km od domu, młodsza często wyjeżdża lub nocuje u znajomych, mąż Kaliny pracuje większą część czasu poza miejscem zamieszkania. Jednak Los dba o Kalinę i rzadko zabiera jej wszystkich domowników jednocześnie. 

Kalina postanowiła spędzić te dni w domu, bez wychodzenia. 

Sam na sam Kaliny z Kaliną. Do tego głos lektora audiobooków i szycie patchworkowej spódnicy dla koleżanki.

Ferie. 

Tegoroczne ferie sponsoruje słowo "powolność".