Widzę w internecie zdjęcie przykładowego apartamentu. Wielkie łóżko z rozwaloną pościelą, obok stół z resztą porannej kawy, dalej kuchnia z okruchami chleba na blacie.
Rozglądam się wokół siebie.
Halo!
Coś się zakrzywiło w promieniach dochodzących z kosmosu? Jakiś artefakt na siatkówce?
Mam u siebie identyczną sytuację, a jednak jakby inną: pościel też rozwalona na łóżku, na stole resztki po obiedzie, na blacie kuchennym kilka obierek od marchewki i brudny garnek po zupie, ale jakoś inaczej to wygląda...
;-)
Dzisiaj nie będzie zdjęcia. Każdy sam w ciszy i spokoju niech się przyjrzy swojemu mieszkaniu i niech uczciwie sobie powie, czy u niego też się zakrzywia, czy nie.
Poprawna reakcja: tak, tak, u mnie też coś bardziej przypominającego krajobraz po tornado niż zdjęcie "przykładowego" mieszkania.
Dziękuję za zrozumienie. Idę walczyć z kuchnią.
czwartek, 22 lutego 2018
środa, 21 lutego 2018
czasu
![]() |
| (chociaż okładki sobie obejrzę...) |
Wypożyczyłam dwa filmy. Jeden fajny, drugi też fajny. Dzisiejszy wieczór przyjął roboczy tytuł "tu będę leżeć i oglądać, i co mi zrobicie?".Najpierw przyszedł sms, że zgubił się artykuł, który poprawiałam na zeszły tydzień i wszystkie podejrzane osoby proszone są o wdrożenie szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej. Akcji poszukiwawczej w swoich komputerach naturalnie. Wiem, że są ludzie, którzy wiedzą gdzie leżą ich rachunki za prąd z kwietnia 1995 oraz paragon za buty sprzed dwóch lat. Tacy to mają dobrze. W komputerze też potrafią wszystko znaleźć. Ja nie. Przeryłam skrzynkę odbiorczą, nadawczą, pliki z artykułami do zrobienia i z tymi zrobionymi. No i znalazłam artykuł. Uff... Poprawiony i odesłany, czyli nie ja jestem najwinniejsza. Ale czas upłynął w sporej ilości i nadszedł przykry moment, w którym musiałam sobie powiedzieć prosto w oczy: "Dwóch filmów to ty już dziś nie obejrzysz, maleńka. Wybieraj!"
I gdy zastanawiałam się, czy bardziej chcę spędzić ten wieczór ze Snowdenem czy z Turnerem, przyszedł drugi sms. Tym razem tylko do mnie. Że chyba nie przysłałam artykułu, który obiecałam napisać na marzec i czy dzisiaj dam radę.
Powiedziałam Snowdenowi i Turnerowi, że jednak wolę dzisiaj przemyśleć inne sprawy, że "nie daliście rady, chłopaki" i "taki mamy klimat". Teraz siedzę przy komputerze i, jak widać, udaję, że piszę artykuł. A czasu niewiele. Oj, niewiele...
wtorek, 20 lutego 2018
kartkę
- Kalinko, czy mogłabyś pojechać do firmy od kablówki i poprosić, żeby mi naprawili telewizor?
- Tak, tak, mamo. Oczywiście. Pojadę w najbliższych dniach.
Mija kilka dni. Kalina jedzie do firmy od kablówki i upocona wyjaśnia, jakie są objawy niedyspozycji kablówki u mamy na telewizorze. Państwo Kablostwo tłumaczą jej jak krowie na rowie, które kable i w jakiej kolejności należy odłączyć, ile sekund poczekać i gdzie nacisnąć pilota, żeby zadziałało. Kalina ulega silnemu przemęczeniu. Niedyspozycję wykazuje zwłaszcza ta jej część, która jest odpowiedzialna za obsługę urządzeń wymagających podłączenia do prądu. Z instrukcją napisaną w połowie alfabetem łacińskim, w połowie pismem obrazkowym a w połowie po chińsku Kalina przyjeżdża do mamy.
- Mamo, mam dla Ciebie instrukcję resetowania dekodera - mówi Kalina i wyciąga pomiętą kartkę świadczącą o tym, że dysgrafia i dysintelektualność doskwierają jej w stopniu znacznym.
- Kalinko kochana, ja ci kilka dni temu wysłałam smsa, że zadzwoniłam do państwa Kablostwa i oni mi powiedzieli przez telefon co zrobić, żeby telewizor działał.
- I działa?
- Działa.
Smsa od mamy nie ma u Kaliny w telefonie. Uff... Chociaż z telefonem mama radzi sobie gorzej niż Kalina.
- Tak, tak, mamo. Oczywiście. Pojadę w najbliższych dniach.
- Mamo, mam dla Ciebie instrukcję resetowania dekodera - mówi Kalina i wyciąga pomiętą kartkę świadczącą o tym, że dysgrafia i dysintelektualność doskwierają jej w stopniu znacznym.
- Kalinko kochana, ja ci kilka dni temu wysłałam smsa, że zadzwoniłam do państwa Kablostwa i oni mi powiedzieli przez telefon co zrobić, żeby telewizor działał.
- I działa?
- Działa.
Smsa od mamy nie ma u Kaliny w telefonie. Uff... Chociaż z telefonem mama radzi sobie gorzej niż Kalina.
niedziela, 18 lutego 2018
pusciutta
Co kilka lat świetlnych odwiedza mnie Potrzeba Wyrzucania.
Objawia się tym, że szykuję worki na śmieci i napadam na wszystkie półki, schowki, szafki i zakamarki, znajduję w nich rzeczy, które akurat w tej sekundzie nie wydają mi się potrzebne i wyrzucam. Jaka ulga! Jaka radość! Widok wypakowanych po kokardę czarnych worów, które prosto do kontenera czwórkami idą, napawa mnie niewiarygodnym optymizmem i wiarą, że teraz to już będzie przestrzeń życiowa, miłość, głęboki oddech, wiosna i uch, jakie poczucie wolności i niezagracenia.
Hiszpańska la pusta commnata.
Włoska pusciutta scianola.
Fińska dajmite gotlenu.
Rosyjska nadmiarowku wyjechali. (proszę docenić, że chciałam "ch" zamienić na "b", ale się powstrzymałam!)
Niemiecki das aufschtrasny nonordung.
Portugalskie de syfy la domo in contenera.
Francuskie p'osso m'ito.
Amerykańskie keep zero.
Walijskie wllei tllenn nna zoumb.
Polskie się wstydzę napisać w oryginale, ale jakoś tak było "oj, ile niepotrzebnych przedmiotów", tylko trochę mniej kulturalnie...
Czuję w sobie duszę lingwoznawcy. Języki obce to moja mocna strona ;-)
Objawia się tym, że szykuję worki na śmieci i napadam na wszystkie półki, schowki, szafki i zakamarki, znajduję w nich rzeczy, które akurat w tej sekundzie nie wydają mi się potrzebne i wyrzucam. Jaka ulga! Jaka radość! Widok wypakowanych po kokardę czarnych worów, które prosto do kontenera czwórkami idą, napawa mnie niewiarygodnym optymizmem i wiarą, że teraz to już będzie przestrzeń życiowa, miłość, głęboki oddech, wiosna i uch, jakie poczucie wolności i niezagracenia.
Hiszpańska la pusta commnata.
Włoska pusciutta scianola.
![]() |
| demotywatory |
Rosyjska nadmiarowku wyjechali. (proszę docenić, że chciałam "ch" zamienić na "b", ale się powstrzymałam!)
Niemiecki das aufschtrasny nonordung.
Portugalskie de syfy la domo in contenera.
Francuskie p'osso m'ito.
Amerykańskie keep zero.
Walijskie wllei tllenn nna zoumb.
Polskie się wstydzę napisać w oryginale, ale jakoś tak było "oj, ile niepotrzebnych przedmiotów", tylko trochę mniej kulturalnie...
Czuję w sobie duszę lingwoznawcy. Języki obce to moja mocna strona ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

