niedziela, 29 grudnia 2019

język

- Co mam ci ściągnąć? - spytał kolega jedną z koleżanek.

Język polski cudowny jest i basta :-)

sobota, 28 grudnia 2019

potami

Młodszej córce już trochę przeszło i zaczyna wyglądać jak człowiek. Ja jeszcze waham się pomiędzy potami i dreszczami. Gorączka na zmianę to rośnie, to spada. Przebieram mokre piżamy, żebrzę o herbatę i czekam na zdrowie. Wszyscy życzyli, ale jakoś się nie spełniło.

piątek, 20 grudnia 2019

puszczanie

          Przygotowaliśmy z uczniami gazetkę ścienną. Narysowaliśmy sowy i podpisaliśmy, która się w czym specjalizuje. Jest sowa, która robi bałagan w pokoju, sowa porywająca dzieci z łóżek, sowa zjadająca pączki, sowa wypijająca nektar z kwiatów, sowa mieszkająca w jaskini oraz sowa puszczająca bąki.
- Sowa puszczająca bąki? - zdziwiła się przechodząca obok nas nauczycielka.
          Zupełnie tak, jakby wszystkie inne sowie aktywności były absolutnie normalne, a akurat puszczanie bąków - nie. Tymczasem puszczanie bąków jest prawdopodobnie tym, co sowy akurat robią. Chociaż pewności nie mam. Muszę sprawdzić przy okazji ;-)

sobota, 14 grudnia 2019

karimaty

     Córka Kaliny spała w szkole. Wzięła śpiwór, ale zapomniała zabrać karimaty.
- Czy karimata jest konieczna, czy dziecię poradzi sobie bez niej? - spytała Kalina cudowną nauczycielkę.
- A po co karimata?! - zdziwiła się nauczycielka. - Jeśli nawet pójdą spać, to na tak krótko, że spokojnie wytrzymają bez karimat.
     Kalina ceni sobie rozsądek i trzeźwość myślenia doświadczonej kadry pedagogicznej.

     Córka wróciła rano po nocnym spaniu.
- Jak było? - spytała Kalina szarą twarz i zamglone oczy córki.
- Swietnie! Wcale nie jestem zmęczona, chociaż spałam tylko... yyyy… cztery godziny.
     Córka Kaliny weszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.

     Po kwadransie Kalina weszła do pokoju córki.
- Czy mogłabyś mi zapiąć bransoletkę? - spytała, patrząc na ciało, leżące na łóżku.
     Z łóżka podniosła się twarz, przypominająca ludzką. Oczy nie wykazywały żadnej zborności. Brak zoomu widać było na kilometr. Wykręcone usta i odciśnięty na policzku wzór kapy jednoznacznie świadczyły o tym, że pozycja została przyjęta tuż po wejściu i nie ulegała zmianie.
Kalina w milczeniu wycofała się za drzwi. Brak możliwości nawiązania bliższego, a nawet dalszego, kontaktu z córką, był oczywisty. Z tą niezmęczoną córką, naturalnie :-)

czwartek, 12 grudnia 2019

zimowe

Kalina długo zwlekała ze zmianą opon na zimowe. Bardzo długo. Tak długo, że aż na drzwiach pojawiła się notatka mężowskim pismem: zmień opony! Bo mąż Kaliny jest osobą zapobiegliwą i rozsądną, w przeciwieństwie. Kalina umówiła się na zmianę opon gdy w telefonie przeczytała, że w najbliższą noc mają nadejść pierwsze przymrozki. Naturalnie pierwszy wolny termin u zmieniacza oponowego był za tydzień. Ale, jak mówi stare przysłowie: samo umówienie się na zmianę opon jest już wielkim krokiem w stronę zimowych opon, więc Kalina czuła się bardzo bezpieczna na letnich. A przymrozki wcale nie nadeszły.
Opony zostały zmienione przedwczoraj. Tego samego dnia nadszedł pierwszy popołudniowy przymrozek. Dziwne zjawisko, skrobać szyby w ciągu dnia. Wczoraj mroziło już bardziej regularnie, acz było słonecznie. Dziś pada śnieg.

Wszelkie uwagi odnośnie do terminu nadejszniętej zimy należy zgłaszać do Kaliny pisemnie. Ewentualne terminy, kiedy Kalina ma zmienić opony na letnie, żeby natychmiast przyszły upały, można podawać pod rozwagę do stycznia.

Podpisano:
Kalina (ta, co potrafi zimę sprowadzić)

poniedziałek, 9 grudnia 2019

esemesadzie

- Czy mogłabyś mi napisać swój numer telefonu?
- Hahaha.
- Poproszę!

- Nie doszło. Czy mogłabyś? Proszę!!
- Hahaha!
- Bardzo cię proszę. Napisz. Kasia musi do ciebie zadzwonić.

- Czy możesz mi napisać swój numer telefonu jak krowie na rowie?
- Przecież ty cały czas piszesz smsy do mnie na mój numer telefonu!
- Boże!!! To straszne!!! Ile chcesz za powstrzymanie się od publicznego komentowania mojej inteligencji?


Nie będę wyjaśniać którą osobą w tej esemesadzie była Kalina. Liczę na inteligencję czytelników i ich daleko posuniętą życzliwość, wiążącą się z niekomentowaniem indolencji Kaliny.

sobota, 7 grudnia 2019

tylko

- Tu leży moja teczka, ta co się zgubiła na poprzedniej przerwie - usłyszała Kalina głos z drugiego końca stołu. - A gdzie papiery?
- Mówisz do siebie na głos? - spytała zaskoczona Kalina.
- Przepraszam. Mówię.
- Nie przepraszaj. Zdziwiłam się, bo sądziłam, że tylko ja...
- Ty też? - padło nagle z trzeciego końca pokoju nauczycielskiego. - Myślałam, że tylko ja...
- Naprawdę? Wy też? - odezwała się katechetka. - Nie spodziewałam się.
- Ale ja bardzo często... - zaczęła nieśmiało polonistka.
- A ja czasem się nawet ze sobą kłócę - bąknęła plastyczka, nalewając wodę do kubka termicznego.
- Myślicie, że w innych zawodach to też się zdarza? - zapytała geograficzka, chowając głowę w szafie. Prawdopodobnie położyła gdzieś w dobrym miejscu swoje sprawdziany i stało się najgorsze.
     Zapadło milczenie. Otworzyły się drzwi i stanęła w nich dyrekcja.
- Muszę jeszcze tylko uzupełnić zastępstwa i wtedy... - Dyrekcja zatrzymała się i spojrzała na wszystkich. - Co tak patrzycie?
- Nic, nic. Zupełnie nic. Cieszymy się, że mamy taką fajną, normalną dyrekcję - rzekła katechetka, a wszyscy zabrali się do pracy, mówiąc do siebie pod nosem. Plastyczka z nikim się nie pokłóciła.

czwartek, 5 grudnia 2019

szubrawe

Uczniowie w mojej szkole to mieszanka wybuchowa. Niemal każdy ciągnie za sobą dramatyczną historię.

- No nie gadaj - usłyszałam teatralny szept, gdy odwróciłam się przodem do tablicy. - Przecież to jest biologia! Pani przestanie nas lubić jak będziemy niegrzeczni!

Najgorsze łotry szubrawe, których ma się ochotę wsadzić w rakietę i odesłać na Marsa bez wstępnego przeszkolenia, dają największą radość.

- Proszę panią, ja przyszłem dzisiaj na drugą lekcję, bo rano zgubiłem po drodze worek od wf.
- I  znalazłeś go?
- Nie. Okazało się, że był w szkole.

- Dlaczego nie było pani w szkole?
- Byłam chora.
- Martwiłem się.

- Co dostałem z kartkówki o dżdżownicy?
- Nie wiem.
- Nie wie pani? Jak to?
- Nie pamiętam wszystkich ocen.
- Ale moją to chyba pani pamięta?

- Zgubiłam kluczyk od szafki.
- Sprawdziłaś w szatni?
- Tak.
- A u pana woźnego?
- Tak.
- A w twojej sali?
- Tak.
- A w kieszeni w kurtce?
- Tak.
- A sprawdź przy mnie jeszcze raz kieszenie.
- O, jest. Ale przed chwilą go nie było!

środa, 4 grudnia 2019

doczekać

Uczniowie pytają, czy cieszę się, że niedługo będą święta. Przemyślałam sprawę. Tak, cieszę się. To będą święta inne niż wszystkie. Spędzimy je sami, tylko z mamą, przyjedzie córka z końca świata, planujemy piękne dekoracje, cudną choinkę, kolędy i pierogi zrobione przez zaprzyjaźnioną Ukrainkę. Cicho, spokojnie. Rozbłyśnie moja bawarska szopka, którą cudem udało nam się uruchomić. Jest tak kiczowata, że zachwyca.
Cieszę się.
Nie będziemy się spinać. Ubierzemy się odświętnie, bo chcemy. Młodsza córka przygotowała film o Kevinie. Zeby nie był w tym roku sam w domu, spędzimy pierwszy dzień świąt razem z nim, pod kocem, zajadając pyszne czekoladowe pierniki upieczone w Lidlu.
A jeśli okaże się, że byłam grzeczna, może dostanę jakiś fajny prezent? Tylko muszę go najpierw kupić - mama od lat prosi mnie o załatwianie spraw ze świętym Mikołajem.
W Wigilię w południe pojedziemy na lotnisko odebrać starszą córkę. Przyleci stęskniona i wzruszona. Będziemy płakać, ściskając ją i piszcząc w hali przylotów. Prawdziwe święta. Nie mogę się doczekać.

środa, 27 listopada 2019

oblewana

Coś się zmieniło. Albo we mnie, albo dookoła mnie. Tego nie wiem.
Widzę dużo problemów. Czuję się, jakbym stała, oblewana deszczem meteorytów. Uchylam się na wszystkie strony, ale nie daje to długotrwałego poczucia spokoju. Już leci następny, i jeszcze jeden. Niektóre z nich uderzają we mnie z jakąś siłą: dużą lub małą. Inne spadają obok. Patrzę na nie i nie cieszę się, bo już muszę robić unik przed kolejnym spadającym głazem.

I czy to znaczy, że zawsze tak było, tylko ja inaczej odbierałam problemy? Czy też moja sytuacja jest teraz inna/gorsza niż dawniej.
A jeśli tak, to czy jest gdzieś koniec?

piątek, 22 listopada 2019

błędnika

Powiedzenie "życie przewróciło mi się do góry nogami" stało się ciałem i uzyskało nad wyraz osobliwą formę. Kalina miała zapalenie błędnika. Choroba to zaiste niezwykła, gdyż nagle wszystko przestaje być oczywiste. Sufit wiruje naprzemiennie z podłogą, ściany walą się człowiekowi na twarz, oczy błądzą po tym wszystkim wykazując swoista apopleksję, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Właściwie to całe ciało odmawia posłuszeństwa. Każdy fragment ciała odbiera grawitację z innej strony i w tym samym momencie usiłuje dopasować swe położenie do pokręconych danych.
Kalina miała okazję przebywać sama w domu i gdy po kilkugodzinnych walkach ze sobą poczuła bezwzględny imperatyw aby dostać się do łazienki, sprawa przybrała gorszy obrót. Okazało się, że nawet spełznięcie z łóżka na podłogę jest nad wyraz trudne, gdyż prawdziwa grawitacja ciągnęła Kalinę w jedną stronę, a mózg wirował ekstatycznie w poszukiwaniu tego, co zwykle nazywa się pionem. Nie znalazł.
Kalina w pozycji czołgającego się żołnierza dotarła do łazienki, ale tu pojawił się problem kolejny: sedes tak szybko zmieniał swoje położenie, wirując gdzieś pomiędzy sufitem a kafelkami na podłodze, że posadzenie na nim czegokolwiek graniczyło z cudem.

Tak było.
Teraz jest niemal idealnie: mogę już sama wyjść z domu i nawet zmniejszył mi się oczopląs na tyle, że podczas czytania nie widzę drżących literek. Jeśli poprawa utrzyma tempo, jutro będę całkiem zdrowa.

I jeszcze jedno: nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie poczucie bezpieczeństwa daje mi grawitacja. Jej brak w moim mózgu był naprawdę przerażający.

czwartek, 14 listopada 2019

rady

Nie chcę dawać rad.
Jeśli człowiek ma problem, to zapewne już o nim myślał i nie potrzebuje mojego mędrkowania. A jeśli potrzebuje rady, to sam mi o tym powie.
Amen.

wtorek, 12 listopada 2019

objawami

     Kalina zarejestrowała się do lekarza. To naprawdę wiekopomny moment i świadczy o tym, że Kalina źle się czuje. Lekarz zapytał Kalinę przez telefon, czy była ze swoimi objawami wcześniej u jakiegoś innego lekarza. Nie była. Zaczyna od tego lekarza i na nim skończy - poinformowała Kalina doktora, który zaniemówił. A że był w tym czasie na drugim końcu świata, w słuchawce oprócz zaniemówienia słychać było dziwne trzaski i chrzęsty.
- Czuję ogromną odpowiedzialność - powiedział Kalinie.
- Dlatego wybrałam pana - Kalinie spadł kamień z serca i od razu poczuła, że to był dobry wybór. Wszak jednym z celów wizyty u lekarza ma być poprawa samopoczucia, a bez kamienia Kalina nieco ozdrowiała. Efekt natychmiastowy. A nawet falstartowy.  
     Lekarzowi wpadł ciężar na barki, mimo że był na drugim końcu świata. Chrzęstów w słuchawce pojawiło się jakby więcej. I trzasków też.

sobota, 9 listopada 2019

nadziei

Czuję brak wiary, nadziei i miłości.
Wszystko jakoś się toczy. Nic złego się nie dzieje, a co chwilę mam wrażenie, że to plastik, erzac, chińszczyzna i marność nad marnościami. Albo nawet marność pod marnościami.

czwartek, 7 listopada 2019

zmiana

Wcześnie robi się ciemno. Za wcześnie. Rozumiem sens zmiany czasu, choć tego nie popieram, ale nie rozumiem, dlaczego zmiana czasu musi od razu powiększać ciemności za moim oknem.

sobota, 2 listopada 2019

święto

Wszystkich świętych. W tym roku uznałam, że to nie moje święto. Na grób taty i brata kupiłam dwa malutkie, tradycyjne, dymiące znicze. Nie chcę dywanów kwiatowych.

W noc przed pierwszym listopada runął w moim salonie karnisz. Wielki, długi, ciężki. Pod nim mnóstwo kwiatów, ale ani jeden listeczek się nie ułamał. Cud. Gdy wstawałam, żeby przyjrzeć się szkodom, zauważyłam, że w sypialni spadły na podłogę moje okulary. Pękły. Drugi cud.
O karnisz podejrzewam brata. O okulary - tatę.
Chociaż grono rodzinne uznało, że to dziadek huśtał się na karniszu.
Może i tak.

I następnym razem proszę śp. tatę, żeby się stosowniej zachował, jak już przyjdzie.

wtorek, 29 października 2019

innej

- Zróbmy sobie szafa party - powiedziała siedząca obok Kaliny.
- Szafa party, szafa party - podchwyciły inne.
     Organizują szafa party już od lat i bardzo to lubią. Przynoszą swoje w-bardzo-dobrym-stanie ciuchy i sprzedają za 10-15 zł. Pozbywają się sukienek "na jeden raz", spodni "3 kg temu", płaszczy "chyba jednak nie ten fason" i bluzek "już wszyscy mnie w niej widzieli".
     Kalina siedziała cicho i uczyła się emocji, które towarzyszą myśli o swobodnych, lekkich, przyjemnych zakupach w gronie przyjaciół.
- Kalina, przyjdź też!
     Dobre samopoczucie Kaliny stanęło jak wryte.
- Nie mam ciuchów - zaśmiała się Kalina, przerzucając w głowie krótki spis swojej garderoby.
- To nic, Kalina. Tym się nie martw. Nie musisz przynosić ciuchów - machnęła ręką jedna, a inne pokiwały głowami "tak, tak, tak". Kaliny kamień na sercu delikatnie drgnął, szykując się do upadku. - Nie musisz przynosić ciuchów. My przyniesiemy. Ty możesz przynieść swoje wszystkie torebki.
     Kamień pozostał na swoim miejscu. Na sercu.
     Kalina uwielbia różnorodność. Rozmowy z ludźmi z innej niż Kalina szuflady. Słuchanie opinii z drugiej strony. Ale czasami, przez króciutki moment, robi jej się przykro, gdy czuje, jak bardzo inna jest niż inni. I jak bardzo czasami nie pasuje.

czwartek, 24 października 2019

poczekać

Wyznaję głęboką wiarę w naturalne możliwości samoleczenia organizmu. Zwłaszcza mojego. O ile znajomym często radzę pójście do lekarza, to sama takich rad sobie nie udzielam. Wolę poczekać.

I tylko zupełnie nie rozumiem, dlaczego mój ząb nie chce się sam zakleić...

wtorek, 22 października 2019

sztuka

"Nie sztuka być osiemnastolatkiem, gdy ma się osiemnaście lat!"
To moje motto na nadchodzący tydzień.


sobota, 19 października 2019

zamoderować

Bezradosny komentator, który usiłował zepsuć radość Wam i mnie, spowodował, że włączyłam moderowanie.
I nie lubię tego. Uwielbiam zaglądać na bloga i widzieć nowe wpisy, a tak zawsze widzę nic. Muszę zamoderować, żeby się pojawiły.

Zatem pytam doświadczone blogowe przyjazne dusze, będące wcześniej niż ja żywicielami nieszczęsnego komentatora: czy on pojawi się natychmiast, gdy wyłączę moderowanie, czy wraz z moderowaniem odszedł na wieki?

wtorek, 15 października 2019

urny

Na wycieczce szkolnej chłopiec z trudnościami w mówieniu dyskutował z kolegą o wynikach wyborów.
Jakiekolwiek nasze wybory są, przyniosły coś dobrego: wydobyły z pewnego ucznia głos. Nawet jeśli nie był to głos wrzucony do urny.

pogodę

Uwielbiam taką pogodę.
Jak latem, tylko łagodniej.
Jak chłodnym letnim dniem, gdy trzeba już założyć sweter, ale można mieć bose stopy w klapkach.
Latają owady, pojawiły się pączki stokrotek, trawa jest intensywnie zielona i tylko liście na drzewach jakby nie z tej epoki...

niedziela, 13 października 2019

książki

- Możesz być dumna. Poznałaś się na Tokarczuk przed Noblem.
- Myślisz, że teraz będzie wstyd mówić, że "Bieguni" to książka mojego życia?
- Sami "Bieguni" - chyba nie. Ale mówienie, że "Bieguni" i "Czarodziejska Góra" to książki twojego życia uważam za przesadę. Nie można żyć tylko z powodu Nobla.

sobota, 12 października 2019

mikroskop

Kalina ma w klasie mikroskop, podłączony do komputera. Może pokazywać uczniom różne przedmioty w powiększeniu 60x.

Brud spod paznokcia robi na wszystkich największe wrażenie. I włosy, które w takim powiększeniu wyglądają jak rurociąg północny.

czwartek, 10 października 2019

zgubiłyśmy

      Jedna z córek Kaliny wraca jutro z innego świata.
- Jak ci tam? - pyta na messengerze Kalina
- Zgubiłyśmy się jadąc do szkoły. Kierowca zatrzymał autobus na poboczu, wypytał nas dokładnie dokąd jedziemy i wytłumaczył, gdzie mamy wysiąść. A potem na odpowiednim przystanku krzyknął do nas, że to tu.
     W imieniu wszystkich matek na świecie Kalina pragnie podziękować panu kierowcy z innego świata i jednocześnie apeluje do kierowców z tego świata, żeby byli ludźmi.

środa, 9 października 2019

obserwuję

Obserwuję na facebooku stronę informującą o ważnych sprawach w moim mieście. Piszą tam, gdy gdzieś się zatka skrzyżowanie, pęknie rura, straż pożarna zamknie przejazd - wszystko to, co warto wiedzieć, żeby poruszać się po ulicach.
Zadziwia mnie, co ludzie wypisują pod takimi informacjami. Całe rzeki złośliwości, nienawiści i ubliżania. A wydawałoby się, że neutralne wpisy o tym, że wykoleił się tramwaj, nie mają szans spowodować wybuchu pandemii hejtu.

Na moim blogu też pojawił się jakiś komentator. Ze swoim zdaniem i radami skierowanymi do mnie. Anonimowy, bo przecież na tym to polega. Używający jakże odważnych słów w rodzaju "kupa" czy "kibel".
Zjawisko jak wiele innych - do obejrzenia i zapomnienia. Wzbudzający raczej politowanie niż złość.

Za Waszą radą włączyłam moderowanie komentarzy. Dziękuję.

Obcego komentatora zachęcam do zajęcia się innymi sprawami. Jak słusznie zauważył, u mnie na blogu jest tak strasznie nudno, nic się nie dzieje... Nuda, panie, nuda...
I obawiam się, że nic się w tej kwestii nie zmieni.
Rokowania beznadziejne.



żałuje

Wszyscy wiedzą, że nie należy robić zakupów, gdy jest się głodnym.
Kalina też wie.
Teoretycznie Kalina wie.
W praktyce głodna jak stado dzikich hien Kalina poszła kupić "coś" do zjedzenia i nabyła pierogi, śliwki, jabłka, sałatę, wuzetkę i mleko.
Większość z tego zżarła natychmiast po przyjściu do domu.
Teraz żałuje, że teoria nie szła w parze z praktyką...

wtorek, 8 października 2019

pogoda

- Pogoda się poprawiła - powiedziała Kalina, wychodząc z pracy.
Kalina przeszła przez korytarz, otworzyła drzwi i wtedy zauważyła niemal równikową ulewę.
Strach pomyśleć, jak wyglądałaby pogoda, gdyby się pogorszyła...

poniedziałek, 7 października 2019

ochłodziło

Przymrozek
Wniosłam doniczki do domu a w nocy się ochłodziło.
Chociaż raz zdążyłam.
Amen.

niedziela, 6 października 2019

przeprowadzanie

     Przeprowadzanie doświadczeń naukowych przez uczniów bywa w szkole integracyjnej trudne. Jedna połowa uczniów jest niepełnosprawna fizycznie i ma problemy z utrzymaniem w dłoniach probówki. Druga połowa jest niesprawna intelektualnie i cieszy ją oglądanie pustej zlewki. Trzecia połowa ma ADHD i ma ogromną ochotę sprawdzić czy probówka pęknie odbijając się od sufitu, czy dopiero przy upadku na podłogę. Czwarta połowa ma stany lękowe i akurat boi się wąskich naczyń, a piąta ma problemy z pamięcią operacyjną i już na samym początku doświadczenia nie będzie pamiętała, czy to co jest w naczyniu należy wypić, czy właśnie wypijać nie wolno. Szósta połowa ma problemy z czytaniem, więc nie zrozumie polecenia, siódma połowa (ta z mutyzmem) nie powie, że zraniła się w palec, a ósma połowa (ta z autyzmem) będzie w milczeniu patrzeć jak wszystkie inne połowy źle wykonują polecenia. Ale nic nie powie, bo nikt jej o to nie prosił.
     A wychodząc z klasy wszystkie połowy podejdą do Kaliny, ustawią się w kolejce i kolejno powiedzą, że biologia to ich ulubiony przedmiot i czy moglibyśmy na wszystkich lekcjach przeprowadzać te ekshumacje. To znaczy eksfoliacje. Nie, nie, raczej ekstradycje. No, to coś, co dziś. Wszystkie połowy z wyjątkiem tej z mutyzmem. Ta tylko podejdzie i spojrzy, bo dziś jest dzień na spoglądanie. Mówienie przyjdzie później. Czeka na swoją kolej.
  

piątek, 4 października 2019

końcu

Kalina wie, że jutro (w sobotę) ma spotkanie na drugim końcu Polski. Na trzecim nawet.
I Kalina wie, że ma spotkanie wieczorem, co wiąże się z koniecznością spania w hotelu.
I Kalina wie również, że wróci do domu w niedzielę.
I cała ta wiedza absolutnie nie przeszkodziła Kalinie w niepomyśleniu, że należy się na ten wyjazd spakować.
Kalina szykuje się dziś do spania, powolutku wyłącza wszystkie procesory, oddycha miarowo i myśli w spokoju o tym i owym i nagle wielki pstryk! Się Kalina nie spakowała.
Na swoje usprawiedliwienie Kalina może tylko podać, że wczoraj brała bierny udział w pakowaniu starszej córki, która również jutro wyjeżdża na trzeci koniec świata i prawdopodobnie to sprawiło, że w mózgu Kaliny doszło do automatycznego odhaczenia konieczności kolejnego pakowania w tym tygodniu.

środa, 2 października 2019

jednocześnie

Przyleciała z innej planety jedna córka Kaliny. Druga po kilkunastu godzinach wyleciała na inną planetę.
Widać Kalina nie powinna oglądać swoich obu córek jednocześnie.
Kalina musi pogodzić się z losem.
Z losem z trudem.

wtorek, 1 października 2019

naukę

Kalina poszła do szkoły po naukę.
Naukę życia.
Kalina uczy się podczas każdej lekcji i każdej przerwy.
Po miesiącu Kalina już wie, że żyła pod kloszem. Wychowała córki w innym świecie.
Cichym, spokojnym, niewrzeszczącym i powolnym.
A taki świat dla większości nie istnieje.


"Jak się was uspokaja?" pyta Kalina, patrząc na dokazujących uczniów.
'Musi pani na nas krzyknąć!" pada odpowiedź.

To straszne.

poniedziałek, 30 września 2019

wodę

Uczniowie piątej klasy robili w domu doświadczenie:
ile wody marnuje się, gdy nie zakręcamy kranu podczas mycia zębów.
Zmierzyli, ile wody jest potrzebne do umycia zębów, a ile płynie bez sensu do oczyszczalni.

Uczymy się stawiać hipotezy, więc postawiliśmy przed wykonaniem doświadczenia: przypuszczaliśmy, że zmarnują się 2 litry wody.

No i szok!
Rekordzistka podczas mycia zębów wylała w kosmos 20 litrów! Jedna osoba, jedno mycie zębów! W czteroosobowej rodzinie to 160 litrów na dobę (zakładam, że myjemy zęby dwa razy dziennie, choć myślę, że w każdej rodzinie znajdzie się i taki, który myje trzy razy).

Przeliczyliśmy to na psie miski z wodą oraz na poidełka dla papużek i chomików. Okazało się, że zabieramy wodę setkom zwierząt dziennie.

Sama jestem pod wrażeniem.

niedziela, 29 września 2019

zmęczeniu

Nadchodzący tydzień będzie trwał około 11 dni, gdyż Kalina pracuje do soboty, w sobotę pracuje również, takoż w niedzielę i w poniedziałek zaczyna normalny roboczy tydzień.
Sądząc po zmęczeniu poprzednim tygodniem, może być ciężko.

Gdybyście widzieli gdzieś na ulicy sunące przy ścianie budynków szare nic - uśmiechnijcie się. To będzie Kalina, nieznająca wolnych sobót i niedziel....

środa, 25 września 2019

wolny

Kalina ma jutro dzień wolny.
Czyli pracuje w domu od rana do wieczora.
Terminologia jest nieco myląca.

niedziela, 22 września 2019

uczyła

Mama Kaliny była nauczycielką. Przez całe życie. Uczyła chemii i fizyki. W czasach kryzysu również geografii. Teraz prowadzi z Kaliną rozmowy, jak doświadczony belfer z początkującym:
- Kalinko, czy ty korzystasz z podręczników szkolnych?
- Kalinko, czy ty się przygotowujesz do lekcji?
- Kalinko, czy ty umiesz to, czego uczysz?
- Kalinko, czy ty tłumaczysz dzieciom to, czego się uczą?
- Kalinko, czy ty pilnujesz, żeby dzieciom nic się nie stało?
- Kalinko, jak masz dyżur na boisku, to patrzysz na dzieci?
- Kalinko, czy ty masz jakiś dziennik?
- Kalinko, czy ty robisz jakieś sprawdziany?
- Kalinko, czy rozmawiasz z dziećmi?
 - Kalinko, czy ty przychodzisz punktualnie do pracy?

Dobrze, że rodzice moich uczniów nie słyszą tych pytań...

sprzątałam

W piątek sprzątałam świat z czwartą klasą. Nadszedł moment, że powinniśmy już wracać do szkoły.
"Dlaczego wracamy do szkoły, skoro tam są jeszcze śmieci?"
"Czy będziemy jeszcze kiedyś sprzątać? Ja to lubię bardziej niż siedzenie w szkole."
"Chciałbym sobie tak posprzątać świat z moimi rodzicami."
"Proszę pani, znaleźliśmy 3 koła od roweru. Jak ktoś mógł wyrzucić 3 sztuki?"
"Ludzie wyrzucają bardzo dużo opakowań od papierosów. A na nich są przecież takie brzydkie zdjęcia!"
"Czy możemy wyrzucić walizkę, która leży u kogoś na podwórku? (…) Ale jest i tak zniszczona!"
"Gdzie mamy wyrzucić rękawiczki po sprzątaniu śmieci?"
"Zuzia, nie wyrzucaj do naszego worka potłuczonego szkła. Dzisiaj nie zbieramy potłuczonego szkła. No wiesz, względy bezpieczeństwa!"

piątek, 20 września 2019

koleiny

Kalina ma w szkole zajęcia indywidualne z dziećmi o szczególnych potrzebach edukacyjnych. Są to zawsze niezwykle miłe dzieci, a ich potrzeby edukacyjne istotnie są szczególne.

- Gdzie na Ziemi znajduje się woda? - spytała Kalina pod koniec lekcji z uroczym Karolkiem.
- W wężu w moim ogródku - odpowiedział jak zawsze uśmiechnięty Karol.
- A gdzie jeszcze? - dopytywała nierozgarnięta Kalina.
- Tylko tam.

Po głębszym zastanowieniu Kalina uznała, że wiadomość iż woda na Ziemi znajduje się w wężu ogrodowym jest dla Karola znacznie istotniejsza niż bezsensowne informacje o morzach i oceanach.  Pozostawiliśmy tę kwestię bez zmian.
Mądre dziecko nie dało się wepchnąć w dydaktyczne koleiny.

czwartek, 19 września 2019

ortezy

Wierzę, że los stawia mi na drodze różnych ludzi, którzy coś mi dają. Najróżniejszych. Przedziwnych. Zaskakujących. Dostaję uwagę, rozmowę, czas, dobre słowo, uśmiech, kanapkę z serem, radę, brak rady, uprzejmość, spojrzenie, pomachanie ręką, przepuszczenie w korku, pomoc przy zbieraniu rozsypanych ziemniaków.
Wierzę też, że mnie stawia los na drodze różnych osób i one dostają coś ode mnie.

Dziś dałam zaskakującą rzecz:
moja koleżanka pracuje w firmie, zajmującej się medycznym drukiem 3d. Poszukuje pacjentów, którzy chcieliby skorzystać z darmowych programów, związanych z wdrażaniem takiego druku do terapii. Ortezy, fragmenty kości, nowoczesne gipsy - gama jest bardzo szeroka.
Powiedziałam o tym pani dyrektor. Mamy sporo uczniów niepełnosprawnych - może któryś z nich czegoś takiego potrzebuje. I okazało się, że właśnie akurat w tym momencie jeden z naszych uczniów potrzebuje ortezy. Pogorszył się stan jego ciała, bez ortezy nie utrzyma w dłoni długopisu. Na NFZ same problemy, kupno nie wchodzi w grę - darmowy program to wybawienie go z problemów.

Radość - tak nazywa się to słowo!

wtorek, 17 września 2019

szczęścia

- Kalinko, czy mogłabyś mi przyszyć guzik do bluzki? - spytała mama Kaliny, kładąc na stole guzik, nitkę, igłę i bluzkę.
Kalina zabrała się ochoczo do dzieła. Wzięła do ręki igłę i nitkę, i rozpoczęła proces nawlekania. Pierwsza, druga, osiemnasta i trzydziesta próba nawleczenia igły spełzły na niczym. Kalina usiłowała nastawić zoom na oczko w igle, ale obiektywne trudności uniemożliwiały zobaczenie otworku. Po sprawdzeniu czy ucho igielne znajduje się po tej stronie igły, którą podejrzewa Kalina (tak było!), wznowiono próby wetknięcia nitki w igłę.

Minął siódmy tydzień, ale wreszcie się udało. Radość Kaliny i mamy nie miała granic. Jak to niewiele potrzeba człowiekowi do szczęścia.

niedziela, 15 września 2019

walkę

Natychmiast potrzebuję sposobu na walkę z przeziębieniem.
Domowego.
Skutecznego.
Mam kilkanaście godzin, by stanąć na nogach. Niechwiejących się.

Mam przed sobą ciężki tydzień, a ledwo ruszam rękami i nogami. Całą niewielką energię życiową zużywam na wysiłek, jaki sprawia mi każdorazowe napełnianie pęcherzyków płucnych. I opróżnianie.
Katar, kaszel, chrypa, bóle mięśni, stawów, głowy, skóry i zębów. Wielki ból wszystkiego.

Jutro pracuję wiele godzin poza domem. We wtorek pracuję wiele godzin poza domem.
O nie! W środę, czwartek i piątek też!
Pomocy!!!

sobota, 14 września 2019

blokuje

Od czasu do czasu mama Kaliny dokonuje cudu techniki i blokuje w swoim telefonie połączenia przychodzące od Kaliny. Skutkiem tego Kalina, dzwoniąc do mamy, nie ma szansy, aby mama odebrała telefon. Za każdym razem Kalina jedzie wówczas na sygnale do mamy, spodziewając się najgorszego, przestawia telefon na odbieranie połączeń od siebie i oddycha z ulgą.

Instrukcję, jak odblokować połączenia przychodzące od Kaliny, są już na stałe zapisane w Kaliny telefonie, gdyż zrobienie tego nie jest proste i wymaga umiejętności na poziomie 10-latka (jak wiadomo 10-latkowie obsługują sprzęt wszelaki najlepiej na świecie).

W jaki sposób mama blokuje rozmowy z Kaliną - tego nie wie nikt.

czwartek, 12 września 2019

krótka

A może to jednak jest tak, że jeśli Kalina pracuje teraz w domu pisząc, jeździ na spotkania, robi redakcje tekstów, a do tego nagle zaczęła pracować na półtora etatu w szkole, to zwyczajnie doba stała się za krótka?!
Bo coś, kurcze blade, co patrzę na zegarek, to już dawno powinnam spać...

środa, 4 września 2019

uczniów

Kalina zgodziła się przez miesiąc zastąpić nauczycielkę w podstawówce.
Kalina chodzi teraz do szkoły.
Kalina obserwuje uczniów, ich sposób mówienia, gestykulację, to jak siedzą, jak patrzą na Kalinę gdy mówi, jak zadają pytania.

Wnioski po jednym dniu szkoły Kalina ma następujące:
gdyby dorośli zdawali sobie sprawę z tego, jak wiele można o nich powiedzieć, gdy obserwuje się ich dzieci, byliby uważniejszymi rodzicami.

W jednej z klas zebrała się grupa niezwykle błyskotliwych uczniów.
- Zmazywanie tej tablicy to jakiś koszmar - powiedziała Kalina na lekcji w tej klasie.
- Ma pani złą gąbkę - szepnął Kuba.
- Kubo, zaliczam cię do grupy osób, które znajdują wyjaśnienia ludzkich problemów w otoczeniu, a nie w człowieku - powiedziała Kalina. - Ale miłe, że uznałeś, że to nie ja nie umiem zmazać tablicy.
- Tak, to miłe - powiedział z szelmowskim uśmiechem Kuba. - Ale w tym wypadku to naprawdę wina gąbki.

Kalina spojrzała na Kubę i zobaczyła oczy mądrego człowieka.
Kubo, jeśli będziesz kiedyś kardiologiem, hydraulikiem, kominiarzem, stolarzem albo bankierem - chcę cię spotkać na swojej drodze i korzystać z twojej pomocy.

sobota, 31 sierpnia 2019

dynie

Moje dynie urosły w mamy ogródku do rozmiarów lian w puszczy amazońskiej.
Owoców nie jest aż tak dużo, ale w końcu nie można mieć wszystkiego.

piątek, 30 sierpnia 2019

dopracowała

Skoro ludzkość wymyśliła maszynę do chłodzenia żywności, maszynę do zmywania naczyń, maszynę do zbierania kurzu z podłogi, to dlaczego zatrzymała się w pół drogi i nie dopracowała sprawy: żeby pralka nie tylko prała, ale jeszcze suszyła, prasowała, składała i roznosiła na półki?!

środa, 28 sierpnia 2019

przedwrześniowe

Przedwieczorne słońce jest teraz najpiękniejsze.
Przedwrześniowe promienie, zanim zajdą tam, gdzie zwykły zachodzić, świecą niewiarygodną barwą i pod niezwykłym kątem. Wszystko jest pomarańczowe ale żółte, z domieszką czerwieni i bieli, z lekką nutą fioletu. I fuksji.

podlewa

Jeśli Kalina idzie pomóc mamie w ogródku, a mama w tym czasie podlewa grządki, to czy Kalina ma prawo wkurzać się na mamę, że kompletnie zmoczyła cały plecak Kaliny wraz z zawartością, podlewając go przez dłuższy czas wodą z węża?

wtorek, 27 sierpnia 2019

czytanej

Młodsza córka Kaliny zbiera zakładki do książek. Gdy Kalina czyta książkę, córka starannie dobiera jej zakładkę, gdyż w przeciwnym razie Kalina zatrudnia w charakterze zakładek wszystko, co wpadnie jej w ręce (ostatnio na przykład gazik jałowy w oryginalnym opakowaniu). Kalina przestała czytać książkę o dorosłych dzieciach działaczy komunistycznych i wróciła do czytanej wcześniej publikacji o ciekawych aspektach współczesnej matematyki.
- Mamo - powiedziała z wyrzutem młodsza córka. - Nie powinnaś używać zakładki komunistycznej do książki matematycznej!

"Kocham cię, kochanie moje. Kocham cię, a kochanie moje to..."

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

walory

Gdy Kalina obwieściła światu i sobie, że jest gotowa na zmiany, zmiany ustawiły się w kolejce do Kaliny i przedstawiają swoje walory.
Tyle się zmienia.
Jak zawsze, zapewne, ale teraz widzę.

czwartek, 22 sierpnia 2019

gniazda

Malutka jaskółka wypadła z gniazda. W akcję ratunkową zaangażowało się pięć osób. Jaskółeczka z ogromnym trudem została umieszczona w gnieździe i gdy ekipa ratunkowa podziwiała efekt swojej pracy, pozostałe jaskółeczki wyrzuciły przybysza z gniazda. To nie była ich siostra.
Natychmiast rozpoczęto poszukiwania innego gniazda. Akcja umieszczania w nim jaskółeczki przebiegła analogicznie, tylko tym razem jako cel obrano gniazdo nad wejściem do stajni. Delikatnie umieszczono jaskółeczkę w drugim już gnieździe. Pełen sukces. Po chwili przyleciała jaskółcza mama i wsadziła jej w dziób dorodną muchę.
Pełnia szczęścia.
Tak się ratuje świat.

środa, 21 sierpnia 2019

kończą

- Kiedy twoja starsza córka, Kalinko, zaczyna zajęcia?
- We wrześniu, mamo. Tak samo jak młodsza.
- To wspaniale. Młodszej nie będzie przykro, że tylko jej kończą się wakacje. A starsza, kiedy zaczyna zajęcia?
- We wrześniu, mamo.
- Och, zobacz, jak to dobrze. Akurat w tym samym czasie, co młodsza.


walnięcia

Kalina jest osobą, która ma na drugie imię "Zmiana" i od czasu do czasu czuje przemożną potrzebę walnięcia młotkiem w rzeczywistość i poskładania wszystkiego inaczej.
Kintsugi, tyle że bez złota.
Nadszedł czas.

wtorek, 13 sierpnia 2019

hasztaga

Obserwuję zjawisko hasztaga.
Stało się ono nową formą informowania.
Sms z smsa. Skrót ze skrótu. Same hasła.
Oprócz swojej roli pomocnika w szukaniu, hasztag pełni rolę "napiszę bez pisania, będzie świetnie". A może właśnie pełni tę rolę przede wszystkim.
Czyli jeżeli ktoś zamieszcza w sieci np. zdjęcie kotleta przed zjedzeniem, oznacza go koniecznie następującymi hasztagami:
1. pysznyobiadzrodzinka
2. jestemszczesliwy
3. pelenbrzuszekradoscwielka
4. jestkotlecikbedziekupa
5. najlepszykotletnaswiecie
6. supersuperjestemsuper
7. jemnamiesciebomniestac
8. obiadnalato
9. jestemnadiecie
10. fitfitfit
11. weganskikotlethahaha
12. ktoniejekotletatenkalafior
 i wiele, wiele innych, niezwykle górnolotnych określeń.

I o ile mogę zrozumieć młodzież, oznaczającą hasztagami zdjęcia swoich koleżanek ("mytrzynazawszerazem"), to już panie w wieku późnowatowskim, które oznaczają hasztagiem zdjęcie swojego tarasu ("romantycznywieczorzmezusiem") mnie zaskakują ("kurnachataktostuzwariowal" oraz "jasieznowuwstydzezakogos").




piątek, 9 sierpnia 2019

szafą

     Tata Haliny miał operację. Poważną. Wielogodzinną. Po niej wpadł w psychozę pooperacyjną i zaczęło mu się wydawać. Oj, zaczęło.
     Minęły już trzy tygodnie od operacji, a psychoza niekiedy mija, a niekiedy nie. To źle wróży, bo powinna już całkiem zniknąć. Ale ani tata, ani psychoza nie wiedzą, że tak mówią podręczniki.

     Halina pojechała do taty w odwiedziny i usiadła przy jego szpitalnym łóżku na krzesełku.
- Halino, ja się tu wykończę. Spać nie mogę - zaczął tata, gdy sąsiad z sali szpitalnej wyszedł na spacer po korytarzu. - Zauważyłem, że między szafą a ścianą jest dość duża szpara. I czy ty wiesz, że w nocy, gdy wszyscy śpią,  przychodzą tu pielęgniarki z całego budynku, wchodzą do tej szafy i przez specjalne drzwi, które są w ścianie za szafą, przechodzą do łazienki? I one się tam w tej łazience wszystkie zbierają i aż nie będę ci opowiadał, co one tam robią...

     Halina wie, że to nie tata widzi te pielęgniarki w szafie, tylko jego chory umysł, ale jednak trudno jest jej zachować powagę, gdy z ust własnego, rodzonego ojca, profesora fizyki, słyszy takie zeznania...

czwartek, 8 sierpnia 2019

pozytywnie

- Mamo, przyjadę dzisiaj do ciebie - powiedziała Kalina przez telefon.
- Och, nie pasuje mi. Dzisiaj mam wychodne. Jadę taksówką do parku. Tam spotykam się z kolegami ze studiów (wiek: 87 i 89 lat). Potem inną taksówką pojedziemy do naszej koleżanki z roku, która mieszka w domu dla starszych, samotnych ludzi. Wrócę po obiedzie. Dam ci znać jak wrócę, żebyś się nie denerwowała.
- Ubierzesz się jakoś ładnie, mamo?
- Naturalnie. Zakładam białe, lniane spodnie.


Kalina pomyślała, że też chce się w parku spotykać z kolegami ze studiów, gdy będzie miała 84 lata. W białych, lnianych spodniach.

I Kalina pomyślała jeszcze, że Kalina nie ma szans na bycie normalną, stateczną osobą, mając taką mamę, i grajcie aniołowie, śpiewajcie chóry niebiańskie i wróżki łąkowe dzwońcie w dzwonki z radości, że trafiła się Kalinie mama pozytywnie postrzelona i to wielokrotnie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

sny


Mam bardzo realistyczne sny. Gdy się budzę, nie mam pewności, co dzieje się naprawdę.

Dziś śniło mi się, że roślina w pokoju mojej córki została przez kogoś przycięta. Ucieszyłam się, bo myślę o tym od dawna.
Poszłam sprawdzić. Nie została przycięta, ale wypuściła piękne odnóżki, co ucieszyło mnie jeszcze bardziej.

Ten, co wkłada mi sny do głowy, ma niejasne poczucie co, gdzie i jak, tylko szczegóły mu się jeszcze plączą.

czwartek, 1 sierpnia 2019

mucha

Przez otwarte drzwi balkonowe wleciała do mojego pokoju mucha wielkości wojskowego helikoptera.
Natychmiast pojawiają mi się przed oczami obrazy tych wszystkich miejsc, w których się stołowała przez całe swoje życie...

środa, 31 lipca 2019

potknęła

     Gdy Kalina miała 13 lat uszkodziła sobie ścięgno Achillesa. Leczenie trwało wiele miesięcy, rehabilitacja jeszcze dłużej. Kalina długie miesiące chodziła do szkoły najpierw w gipsie, potem w bandażach, co drugi dzień jeździła na zabiegi i umęczyła się tym wszystkim bardzo.
     Wczoraj po południu młodsza córka Kaliny potknęła się na schodach. Dziś obudziła się nie w sosie, co zdarza się jej niezwykle rzadko. Niewsos spowodowany był bólem nogi po wczorajszym upadku. Bólem w okolicy ścięgna Achillesa. Dla jasności dodam, że córka Kaliny ma 13 lat.
     Czy to żart losu? Jeśli tak - bardzo głupi!

piątek, 26 lipca 2019

idealne

Spotykam się ze znajomymi i śpię.
Cieszę się z upałów, zajadam się morelami, piję wodę z miodem i cytryną, pochłaniam hektolitry kawy i pracuję, pracuję, pracuję.

Odbieram telefony od starszej córki, która cieszy się że wyfrunęła z gniazda, odbieram smsy od młodszej córki (dwa rodzaje: "dzień dobry mamo" rano i "dobranoc mamo" wieczorem, co jest oznaką, że jest jej dobrze u pożyczonej babci).

Obserwuję pszczołę, która przylatuje co rano do mojej lawendy.
A piękny krzak kaliny, który od kilku lat rósł na moim balkonie, wczoraj został wkopany u mamy w ogródku.

Wakacje idealne.

czwartek, 11 lipca 2019

skierowanie

Mama Kaliny bardzo cierpi. Boli ją bark, co odbiera jej chęć do chodzenia, wstawania, leżenia, spania i czytania. Odbiera jej chęć do wszystkiego.
Mama Kaliny ma też problemy z tarczycą i dostała skierowanie do endokrynologa.
Kalina umówiła mamę do endokrynologa i zadzwoniła w tej sprawie do siostry.
- Umówiłam mamę do endokrynologa - zaczęła radośnie. -  Ale ty musisz z nią iść, bo mi nie pasuje termin. Chcę tego dnia iść do fryzjera.
Siostra Kaliny przysiadła na półdupku, wyjęła kalendarz i poprosiła o podanie daty wizyty.
 - Siódmy sierpnia.
Siostra Kaliny zapisała termin.
- Zapisałaś? - Kalina wolała się upewnić. - A masz już kalendarz na przyszły rok? Bo to jest w sierpniu 2020.
Siostra Kaliny bez wahania powiedziała, że jej też nie pasuje, bo chciała tego dnia iść na paznokcie
- Do ortopedy nawet nie dzwoń - poradziła siostra Kaliny. Jest starsza i w pewnych sprawach mądrzejsza. - Ustalą mamie termin na 2025, a wtedy może będziemy szły do kina.

Pożegnały się w przyjaźni, bo w takich sytuacjach nic innego im nie pozostało.
Witaj, prywatny gabinecie endokrynologiczny i ortopedyczny!
Witaj smutku!

środa, 10 lipca 2019

światłem

     Kilka lat temu Kalina kupiła lampkę solarną. Zainstalowała ją w doniczce na balkonie. Lampka przez te kilka lat nie zaświeciła się nigdy. Mieszkała w doniczce, ale ani razu nawet nie wykazała odrobiny przebłysku intelektualnego albo innego.
     Dziś Kalina, mając dzień na wyrzucanie wszystkiego, postanowiła się z lampką pożegnać. Wyjęła ją z doniczki, przyjrzała się i z właściwą sobie ciekawością, rozmontowała ją, żeby zobaczyć, jak wygląda urządzenie, które zamienia światło w światło. Nie wyglądało jakoś spektakularnie, więc Kalina postanowiła zmontować lampkę przed umieszczeniem jej w okrągłym segregatorze. I właśnie podczas skręcania solarnego cudu techniki Kalina zauważyła dziwną karteczkę wewnątrz lampki. Karteczkę z nadrukowaną strzałką. Zanim mózg Kaliny wykonał jakiś wyrzut kationów i anionów do synapsy w celu uzyskania jakiegokolwiek przemyślenia, dłoń Kaliny chwyciła karteczkę i pociągnęła zgodnie z kierunkiem wskazanym przez strzałkę. Karteczka wysunęła się z wnętrza lampki, a mała żaróweczka zaświeciła się bladym światłem.
     Otóż było to zabezpieczenie na czas transportu lampki.
     Wyobrażam sobie te wszystkie długie wieczory i noce, gdy lampeczka martwiła się, że nie może się zaświecić, chociaż ma siły i chęci. A wszystko przez niefortunną blokadę, niewyciągniętą przez Kalinę.
     Kalina przeprosiła lampkę, umieściła ją w starym miejscu w doniczce i teraz czeka na wieczór, żeby zagadać, pochwalić, pogłaskać i nawiązać bliższe relacje.

wtorek, 9 lipca 2019

świecznika

Uwielbiam palić za oknem świeczki. Gdy patrzę przez szybę i widzę tańczący płomień, jestem ze sobą.
Nie zasłaniam okien, nie martwię się, że sąsiedzi mogą zobaczyć, co robię w domu. Niech widzą. Niech patrzą.
Kupuję wielkie świece, stawiam na podłodze na balkonie, wypalam je do dna.

Niedawno świeca się zbuntowała. Zaczęła wychodzić z glinianego naczynia, którego używam jako świecznika. Oczywiście dostrzegam w tym nieznaczny udział piekarnikowych temperatur i południowej wystawy balkonu, ale uważam, że spora w tym wola świecy.

Czekam, co dalej. Moja młodsza córka uznała, że świeca wygląda jak robak, który wychodzi z jabłka. Podoba mi się to określenie. Obserwuję.


niedziela, 7 lipca 2019

paszcze

W jaki kulturalny sposób można odszczeknąć własnym gościom, żeby zamknęli paszcze i przestali pieprzyć o polityce, bo nie mogę ich już słuchać?

umie

Dziś myślę, że najważniejsze zadanie matki to nauczyć swoje dzieci tego, czego się samemu nie umie.

sobota, 6 lipca 2019

nogami

Kalina pojechała z mamą na leczniczy pedicure. Mama ma całkiem sporo lat, a przez wszystkie te lata jej stopy nosiły ją po świecie i są teraz dość sfatygowane.
Pani podolog zajęła się stopami nad wyraz troskliwie, nie zorientowała się jednak, że stopy są podłączone niebezpośrednio, ale jednak, do głowy mamy Kaliny, a w niej znajduje się punkt dowodzenia.
Gdy pani podolog mówiła mamie Kaliny, żeby nie ruszała nogami, bo rozpoczęła się praca z użyciem ostrych narzędzi, mama Kaliny natychmiast zaczynała poruszać całą dolną połową ciała. Gdy pani podolog prosiła, żeby mama Kaliny wyprostowała nogi, nogi zostawały natychmiast podkurczone, a gdy powiedziała, żeby mama Kaliny trzymała stopy w górze, bo nie mogą się zamoczyć... Wiadomo.
Na samym końcu mama Kaliny z uroczym uśmiechem powiedziała pani podolog, że poprzedniego dnia bardzo starannie wymoczyła sobie stopy w gorącej wodzie, bo chciała, żeby były ładniejsze. Pani podolog spojrzała na Kalinę, zupełnie jakby oczekiwała wyjaśnień, gdyż podczas poprzedniej wizyty pani wyraźnie zaznaczyła, żeby mama nie moczyła nóg przed kolejną wizytą u niej.

Mama Kaliny jest dobrem narodowym i Kalina uważa, że do jej, Kaliny, obowiązków należy dzielenie się tym dobrem z innymi. Na przykład z panią podolog, która dzięki mamie Kaliny doceni teraz każdego innego pacjenta.
Mama Kaliny była zachwycona wizytą, co właściwie jest najważniejsze.

przodkini

Kalinie zrobił się odcisk na stopie. Aby być dokładnym, należy napisać, że to palec stał się jego miejscem docelowym.

Babcia Kaliny miała identyczny odcisk na palcu, a ponieważ Kalina jest do babci podobna w niektórych obszarach, uznała odcisk za spadek po przodkini.

Jedni dziedziczą dworek w Osiatyczach, inni stadninę nad brzegiem Balatonu, a Kalina odziedziczyła odcisk.
Każdemu według zasług.

czwartek, 4 lipca 2019

porównać

Jakiś czas temu skończyłam pisać książkę, która przygotowywana jest teraz do wydania. Wczoraj dostałam tekst już po korekcie, przełamany, który powinnam przeczytać i zaakceptować - to tzw. korekta autorska.
Otwieram plik, zaczynam czytać i oczom nie wierzę. Moja opowieść zaczyna się wypadkiem samochodowym. Zupełnie o tym zapomniałam. Opisałam jak pewna rodzinka radzi sobie po wypadku samochodowym. Albo nie radzi.
Historia była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, ale nie moimi. Znałam je tylko ze słyszenia. Teraz mam okazję porównać moje wyobrażenia z moimi przeżyciami.

Jestem czarownicą.

środa, 3 lipca 2019

wspólną

Metodą sznurkowo-pętelkową przekonałam bluszcz, rosnący u sąsiada piętro niżej, żeby rósł również u mnie.
Zastanawiam się, czy można to uznać za kradzież. Oraz czy wypada, żebym zwróciła sąsiadowi uwagę, że powinien naszą już wspólną roślinę podlewać podczas upałów.


Och, sama widzę, że to nie jest drobne przywłaszczenie, tylko regularne przejęcie. Tego się już nawet ukryć nie da ;-)



wtorek, 2 lipca 2019

huku

     Kalina podróżowała samochodem niemiecką autostradą. Siedziała obok kierowcy. Miała na nosie okulary przeciwsłoneczne, w ręku telefon, jej fotel był lekko odchylony do tyłu. Chyba nie spała, ale pewności mieć nie można.
     I nagle w Kalinę uderzyło coś, składające się z ogromnego huku. Jakby wielki ból wcisnął drzwi prosto na Kalinę. W jej głowę i tułów.
     Kalina pamięta, że powiedziała mężowi i córkom, że jest ranna i nie może normalnie oddychać. Ze robi jej się słabo. Wszystko zniknęło i było tylko dziwnie mokro i ciepło. Potem Kalina usłyszała, jak włączyło się w samochodzie automatyczne powiadamianie służb ratunkowych o wypadkach. Przez chwilę znowu nie było nic, aż do momentu, gdy męski głos powiedział, że ktoś żyje. Kalina podejrzewała, że to o niej, ale nie mogła nic zrobić. Potem znowu nic się nie działo. A po jakimś czasie pojawił się nad Kaliną sufit samochodu i miły głos zapytał:
- Can I speak to you in English?
     Kalina otworzyła oczy i zobaczyła zatroskaną twarz niemieckiej lekarki.

     Po godzinie lekarka pogotowia przyszła pożegnać się z Kaliną. Kalina leżała już w szpitalu, rozmawiała z personelem, była przytomna, przestała się trząść, widziała swoje córki i mogła się upewnić, że są całe i zdrowe. Lekarka uścisnęła Kalinę i powiedziała coś, co brzmiało jak glik-flik, a było niewątpliwie po niemiecku.
- I do not understand - powiedziała już uśmiechnięta Kalina.
Lekarka odśmiechnęła się cudownym, życzliwym uśmiechem i powiedziała:
- I say: you are a great lucker.

     Teraz też to wiem. Jestem w jednym kawałku. Moje ciało właściwie nie ucierpiało.
Tylko w głowie zacięła mi się płyta z obrazem wybuchających poduszek powietrznych, eksplodujących ładunków pirotechnicznych od kurtyny powietrznej, uderzenia w żebra od napinaczy pasów i huku. Strasznego huku. I bólu głowy. I walnięcia w żebra. I poczucia, że wszystko się kończy: powietrze, krew, samochód, głosy córek i dotyk męża, sprawdzającego czy oddycham.
     Drugi samochód z ogromną siłą uderzył w drzwi, za którymi siedziałam, dlatego uruchomiły się wszystkie zabezpieczenia od strony pasażera. Odbił się od naszego samochodu, obrócił i uderzył w balustradę.
     Tak to w ułamku sekundy zmieniają się plany podróży.
     Tak to w ułamku sekundy zagnieżdża się w głowie wspomnienie. Obolałej głowie.
     Tak to odzyskuje się w życiu właściwe priorytety.

poniedziałek, 1 lipca 2019

ludzie

Czy ludzie mają poczucie, że w ich głowach jest porządek i spokój?

Pytam, bo nie wiem, czy moje marzenie o ładzie wewnętrznym jest możliwe do zrealizowania.

czwartek, 27 czerwca 2019

przesunąć

- Kalinko,  podlej teraz ten trawnik - powiedziała mama, po czym weszła na sam środek wskazanego przez siebie miejsca.
- Mamo, mogłabyś się przesunąć, żebym mogła tu podlać?
     Mama z lekkim fochem zeszła z trawniczka i Kalina podlała wskazany obszar.
- A teraz, Kalinko, ten fragment - powiedziała mama, po czym weszła na sam środek wybranego miejsca.
- Mamo, mogłabyś się przesunąć, żebym mogła podlewać?
     Mama z lekkim fochem zeszła z trawniczka i Kalina podlała wskazany obszar.

     Za czwartym razem mama nie wytrzymała. Spojrzała na Kalinę z ukosa.
- A dlaczego ty mi ciągle mówisz, że mam się przesunąć? - spytała trochę zdenerwowana. - Nie możesz po prostu podlewać tam, gdzie cię proszę?

     Są sprawy, które obnażają niemoc werbalną Kaliny.

niedziela, 23 czerwca 2019

opalisz

A babcia mówiła: nie siadaj latem na słońcu nawet na chwilkę, bo się opalisz zgodnie ze wzorem na bluzeczce! Mówiła!
I co?
I teraz Kalina ma plecy biało-sine, w naturalnym kolorze swojego ciała, ale za to w okolicy karku ma cudną beżową plamę w kształcie dekoltu od sukienki.

sobota, 22 czerwca 2019

spadły

Wracałam z dwiema dziewczynkami (córką i jej przyjaciółką) z ogródka mamy z pełną miską czerwonych porzeczek. Podjechałam po drodze do sklepu. Było bardzo chłodno i przyjemnie. Dziewczynki nie chciały ze mną wysiadać, więc zostały w samochodzie. Sklepik malutki, kolejki żadnej, samochód zaparkowany kilka metrów od wejścia. W chwili, w której płaciłam za zakupy, pękło niebo i na ziemię runęły hektolitry wody. To nie były krople, tylko stały potok. Wodospad. Rzeka, spadająca z nieba na ziemię. Ulica zamieniła się w Kanał Sueski, chodnik w Amazonkę. Stałam przy drzwiach sklepu i patrzyłam na dziewczynki, siedzące w samochodzie. Zadzwoniłam do nich i spytałam, jak się czują. "Wszystko dobrze, mamo, tylko czy ty to widzisz?" Nie dało się nie widzieć.
Gdy oberwanie chmury stało się zwykłą ulewą, dobiegłam do samochodu i usiadłam za kierownicą. Powolutku ruszyłyśmy w stronę domu. Po kilku minutach wysiadłyśmy pod domem. Nie padało.

Już wiem, co się stało z wodami Morza Czerwonego, gdy się rozstąpiło. Spadły na nas. Z niejakim opóźnieniem.


piątek, 21 czerwca 2019

noclegów

Udało nam się.
Pojechałyśmy bez zarezerwowanych noclegów. Dojeżdżałyśmy do jakiegoś miejsca i dopiero tam szukałyśmy pokoju do spania.
Podróżowałyśmy poza sezonem turystycznym, więc może dlatego nie miałyśmy większych problemów ze znalezieniem pokoju. Przejechałyśmy 2300 km w trzy dni.
Jaką to daje wolność...
Jaką niezależność...
I jak szybko można się nauczyć, że najtańsze noclegi pojawiają się na bookingu po 17 ;-)

wtorek, 18 czerwca 2019

słowo

Przepękać - jakie to dziwne słowo.
Powinno oznaczać coś negatywnego, przecież pochodzi od pękania...
A tymczasem oznacza ratunek w wielu sytuacjach.
Polski język spękany jest, ale nie pęka.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

szatni

W teatrze kluczową sprawą jest włożyć numerek z szatni w takie miejsce, żeby go potem odnaleźć w czasie stania w kolejce po spektaklu.
Można powiedzieć, że w tej kwestii idzie mi beznadziejnie
Można też powiedzieć, że w tej kwestii mam spory obszar do poprawy.

niedziela, 16 czerwca 2019

trudu

Z trudem poruszam ręką i nogą, bo mi się nie chce.
Współczuję ośmiornicy. Jeśli jej się nie chce, poruszanie się musi sprawiać jej jeszcze więcej trudu.

zestawienia

Dopiero teraz zauważyłam, że program, którego używam do pracy, wykonuje różne zestawienia, np. statystyki wyrazów.
Właśnie skończyłam kolejną opowieść i z ciekawości sprawdziłam, którego słowa użyłam najczęściej.
Sądziłam, że będzie to imię jednej z głównych postaci. Nie miałam racji.
Albo jakiś czasownik, najczęściej używany w piśmie: patrzy, idzie, mówi , w którejś z form. Też nie.
A może jakieś słowo niezbędne typu: i, lub, który, to? Nic z tego.
Słowem, które użyłam najczęściej w całej opowieści, jest "się".
Rozbawiło mnie to.
Się.

Nie "kogoś", tylko "się".




czytałam

Zaczęłam czytać "Sen nr 9" Davida Mitchella.
Jest tak jak lubię: jestem zaintrygowana.
Za każdym razem, gdy czuję, że zaczyna mi się wszystko sklejać, autor pokazuje mi figę z makiem.

sobota, 15 czerwca 2019

powtarza

Historia się powtarza:
- dostaję na telefon powiadomienie o zagrożeniu burzą, sztormem, huraganem i tajfunem;
- zabezpieczam rośliny na balkonie;
- nic się nie dzieje;
- odbezpieczam rośliny na balkonie;
- dostaję na telefon powiadomienie, itd.

Niemal codziennie. Od kilku dni.

wybaczą

Państwo wybaczą,
ale do mojego bloga przykleił się spam w postaci uroczych komentarzy pod postami.
Usunęłam komentarze spod pierwszych kilku postów, ale nie chce mi się usuwać z reszty.
Proszę uprzejmie udawać, że ich nie ma.
Dziękuję.
K

obowiązek

Zastanawiam się, co by się stało, gdyby w Polsce zlikwidować obowiązek szkolny.

roślinę

- Mamie pogorszyła się pamięć - powiedziała siostra Kaliny przez telefon.
- Też to zauważyłam - odpowiedziała zasmucona Kalina.
- Gdy jest u mnie w domu, wielokrotnie pyta o tę samą roślinę w doniczce. Mam w kuchni dużo roślin, a ona zawsze mówi o tej jednej.
- A co to za roślina?
- Bazylia.
- Wyrzuć. Mama całe życie uwielbiała ogrody i znała mnóstwo roślin. Za jej czasów nikt nie uprawiał bazylii, dlatego pyta.
- Ale cały czas?
- Tyle razy dawała ci do zrozumienia, że to jakiś chwast, a nie roślina doniczkowa, że powinnaś wreszcie zrozumieć.

naukowe

Pogorszył mi się węch i słuch.
Wiem, bo są na to dowody naukowe:
już drugi raz w tym tygodniu spaliłam kawę w kawiarce, a kawiarka bardzo hałasuje i wydziela cudny aromat, gdy skończy pracę. Nie da się nie słyszeć i nie poczuć. A jednak się da...
Wczoraj spaliłam też obiad, ale udało się go odratować, więc się nie liczy.
Do badań naukowych kwalifikuję tylko przypadki o maksymalnym natężeniu.

piątek, 14 czerwca 2019

boku

Zdjęcie poglądowe ;-)
Z mojego okna widzę balkon pobliskiego bloku. Na tymże balkonie leży jakiś przedmiot zawinięty w niebieski worek. Duży przedmiot w dużym worku. Ma kształt zwłok ludzkich. Od czasu, gdy zrozumiałam, że to leżąca na boku kobieta, częściej spoglądam w tamtą stronę.
Ciekawość?
Kwestie epidemiologiczne?
Strach?
Trudno odgadnąć, co mną kieruje.

Z kolei na innym balkonie młoda, atrakcyjna kobieta wylewa z garnka jakiś płyn do doniczki ze sporą rośliną. Chcę myśleć, że karmi ją zupą pomidorową, a nie, że nie ma konewki...

włosy

Kalina robi sobie dzisiaj maseczkę na włosy. Olej połączony z innym olejem.

Gdyby Kalina już nigdy nie napisała nic na blogu, oznaczać to będzie, że olejowej maseczki nie dało się jednak zmyć.

niecielesnych

Dziś w nocy poczułam, że coś dotyka mojej ręki. W sekundzie, w której odzyskiwałam świadomość, usłyszałam cichy głos: "Kalina, ty mi pomożesz". Gdy otworzyłam oczy, nikogo przy mnie nie było. To był tylko niezwykle realny sen. Przyznaję, zrobił wrażenie. I nawet Kalina, ze swym sceptycznym podejściem do różnych nowinek, miała w tej nocy cień przemyśleń na temat bytów niecielesnych i ich kontaktów z ludźmi śpiącymi u Kaliny w sypialni.

Imieniem "Kalina" określają mnie wyłącznie blogowi znajomi, co zawęża nieco liczbę podejrzanych.

Jeśli to ty jesteś osobą, która obecnie potrzebuje mojej pomocy, to będę bardzo wdzięczna za wiadomość pod postem. Poprzednia próba komunikacji była efektowna, ale niestety nieefektywna.
Do mnie trzeba jasno i wyraźnie, z adresem, informacją o ewentualnych objazdach, z podaniem miejsc, gdzie są punkty niebezpieczne na autostradzie, najlepiej od razu z trasą wytyczoną w google maps.
Delikatne sugerowanie, insynuowanie, niesprecyzowane przebąkiwanie może nie odnieść w moim przypadku oczekiwanego skutku.
I jeszcze prośba na przyszłość: wolałabym kontakt w dzień. Takie nocne straszenie jest bardzo nieprzyjemne. Bardzo.
;-)

środa, 12 czerwca 2019

cieniu

Znalazłam zastosowanie dla upałów: pranie kołder.
A dokładniej - ich suszenie.
Kołdra, Szanowni Państwo, schnie w obecnych warunkach termicznych, w zależności od pory dnia, godzinę do dwóch.
Inaczej mówiąc - gdy wyjmujesz z pralki kolejną kołdrę, poprzednia jest już sucha.
Dzisiaj zajmę się poduszkami.
Ciekawe, czy wyschną w mniej niż kwadrans.

Wczoraj było 36 stopni w cieniu. Dzisiaj ma być nieco cieplej.

I bardzo współczuję wszystkim osobom, które nie lubią upałów.
Wczoraj nawet ja byłam zmęczona temperaturą, a to się rzadko zdarza.

Kolega, który mieszka w Katarze, napisał, że u nich jest teraz 46 stopni w cieniu. Na zewnątrz budynków zamarło życie. Miasta są tak zorganizowane, że wjeżdża się samochodem do każdego budynku i wysiada się, bez oglądania nieba. Sklepy, biura, urzędy - wszystko ma wewnętrzne parkingi. Innymi słowy - od momentu, gdy rozpoczęło się katarskie lato, ludzie nie wychodzą na zewnątrz. Przeliczył, że w skrajnych wypadkach spędza poza budynkami 10 minut dziennie, bo połowę z tego zajmuje mu dojście do osiedlowego sklepiku, jeśli zdecyduje się na spacer, a nie na jazdę samochodem.
PS. Zimą w Katarze było naprawdę chłodno - zdarzały się dni, że temperatura spadała do 25 stopni. Plus 25...


zdjęć

- Kalinko, zepsuł mi się telefon. Nie robi zdjęć - powiedziała mama Kaliny, zdenerwowana.
     Kalina wzięła do rąk telefon mamy, już na pierwszym ekranie znalazła przycisk "zrób zdjęcie", użyła go w wiadomym celu, obejrzała sfotografowany właśnie tył ciężarówki, stojącej przed samochodem Kaliny na światłach, i podała telefon mamie, mówiąc:
- Zobacz, mamo. Robi zdjęcia.
     Mama przyjrzała się zdjęciu z niedowierzaniem, porównując je z widocznym przed szybą tyłem ciężarówki. Fotografia odpowiadała rzeczywistości w sposób niewzbudzający wątpliwości.
- Chyba źle się wyraziłam - powiedziała mama. - Nie chodziło mi o to, że nie robi zdjęć, tylko o to, że ja nie umiem go obsługiwać.

I jak tu nie kochać?

wtorek, 11 czerwca 2019

alergię

Kajtek ma alergię na jeden gatunek trawy.
Ten, który teraz pyli.
Pod wpływem pyłków tej trawy twarz Kajtka przyjmuje kształt zbliżony do koła, usta mu pęcznieją, a oczy z daleka wyglądają jak dwie nieobrane rzodkiewki.

Jeśli ktoś na świecie pisze pracę naukową z występowania tejże trawy, powinien zatrudnić Kajtka.
Wystarczy wozić go ze sobą w samochodzie i sprawdzać stan napuchnięcia. Prawdopodobnie istnieje wzór matematyczny, pozwalający przeliczyć grubość opuchlizny Kajtka na ilość osobników gatunku tej trawy na danym obszarze.

Kalina się troszkę śmieje z Kajtka, ale ma do tego pełne prawo, gdyż cierpliwie czeka aż zatrudnią ją do wykrywania kociej sierści.
Zastosowanie będzie miał podobny wzór matematyczny.


poniedziałek, 10 czerwca 2019

otworzyły

     Kalina weszła do publicznej toalety i zorientowała się, że jedyna kabina jest zajęta. Grzecznie stanęła w okolicach umywalki i spuściła wzrok. Przebywanie w tego typu przybytku nie stanowi powodu do radości, zwłaszcza dla Kaliny. Po chwili drzwi otworzyły się i weszła pięknie ubrana, atrakcyjna brunetka w nieokreślonym wieku. Stanęła obok Kaliny i również spuściła wzrok. Czekały już we dwie. Niby raźniej, ale jednak powodu do dumy nie miały.
     Nagle drzwi wejściowe otworzyły się i ukazała się w nich niska, młoda, modnie ubrana kobieta. Spojrzała na Kalinę i jej towarzyszkę niedoli, przyjrzała się przez moment wnętrzu toaletowej poczekalni i wyszła, dość głośno zamykając za sobą drzwi. Minęło może 10 sekund i sytuacja się powtórzyła. Tym razem w drzwiach stanęła starsza, elegancka pani w okularach. Spojrzała w lewo na umywalkę, w prawo na Kalinę i brunetkę, i wyszła, głośno zamykając za sobą drzwi. Historia powtórzyła się jeszcze dwa razy.
     Po czwartym otwarciu drzwi Kalina spojrzała głęboko w oczy ślicznej brunetce i powiedziała:
-  Chyba musimy bardzo źle wyglądać, skoro wszyscy tu zaglądają, a gdy nas widzą, to wychodzą.
     Zapadła sekunda ciszy. Może dwie. Po czym brunetka wybuchnęłą głośnym, serdecznym śmiechem. Takim hehehe i hihihi, a nawet hahaha.
     Spojrzała na Kalinę z wdzięcznością, podeszła krok w jej stronę, chwyciła ją za ramię i powiedziała:
- Dziękuję pani. Miałam taki ciężki dzień, ale dzięki pani zrobiło mi się tak lekko na duszy.
     W tym momencie otworzyły się drzwi toalety i Kalina weszła siku. Wychodząc, wymieniła w drzwiach spojrzenie z brunetką i więcej się nie widziały.

Tak to można komuś poprawić humor, mówiąc mu z pełnym pęcherzem, że źle wygląda.

piątek, 7 czerwca 2019

czasem

Zastanawiam się, w jakim narządzie mieszka motywacja.

Czasem w żołądku, gdy jest to motywacja do zajrzenia do lodówki.
Czasem w miednicy, gdy jest to motywacja do wstania w nocy z łóżka i pomaszerowania do łazienki.
Czasem w materacu, gdy jest to motywacja do popołudniowej drzemki.

Motywacja wewnętrzna i zewnętrzna.
Zawsze szukam tej wewnętrznej, a może trzeba czasem poszperać w komodzie, albo w jeszcze innej skrzyni...

śmiesznym

Dynie balkonowe - zdjęcie dla Psa.
Doniczka jest duża, rośliny też. ;-)
Miałam napisać post o czymś śmiesznym, ale zapomniałam o czym miał być
.
Jeśli ktoś ma ochotę się pośmiać - bardzo proszę.

demonem

Nie widziałam go 30 lat.
Pamiętał, że miałam wtedy inną fryzurę.
Okazało się, że jestem demonem, który rozgrzebał w nim nie do końca zaleczone rany.
On radzi sobie z ranami, ja z byciem demonem.
Wzruszający spektakl z dwoma aktorami.

dynię

Przekroiłam wczesną wiosną dynię i znalazłam w jej środku dziesiątki kiełkujących nasion. Wszystkie kiełki umieściłam w doniczce i się zaczęło.
Trzy z nich wykiełkowały. Rosną jak na drożdżach.
Hodowanie trzech dyń na balkonie uważam za wyzwanie.
Nie chcę ich wkopywać mamie do ogródka, bo mama ma dość problemów z roślinami, z którymi nie ma problemów.

Dynie kształtem przypominają słońce.
Hercules Poirot uprawiał dynie.
Ciasto dyniowe to niebo w gębie.
Dynie dojrzewają wtedy, gdy nie ma już warzyw z ogródka.

Muszę je pokochać, zanim zarosną cały mój balkon. Wtedy miłość będzie już mogła tylko dojrzewać, nie kiełkować.

środa, 5 czerwca 2019

zawodzie

- Szukam pracy. Pomożesz mi?
- Chętnie. W zawodzie?
- Tak. Wolałbym w zawodzie.
- To świetnie. Mój klient szuka właśnie pracownika o twojej profesji, ale praca jest w Nowej Zelandii.
- Zdalna?
- Nie. Stacjonarna.
- Yyy. Zaskoczyłaś mnie. Chyba właśnie zrozumiałem, że szukam pracy, ale jednak nie jestem dostatecznie zmotywowany. Ta Nowa Zelandia wydaje mi się nieznacznie zbyt odległa.
- Ok. Jedno jest pewne: gdy znajdę ci inną propozycję, na pewno będzie bliżej.

wtorek, 4 czerwca 2019

dyplom

Dowiedziałam się, że mogę się starać o status twórcy. Musiałabym wówczas opłacać sobie ZUS i inne rzeczy, ale miałabym z tego pewne przywileje (tylko że zapomniałam jakie konkretnie).
To by mi bardzo odpowiadało, bo  nie mam żadnych przywilejów.
Przeczytałam odpowiedni przepis. Długi. Z paragrafami, punktami i podpunktami.
I dowiedziałam się, jakie kryteria muszę spełnić, żeby zostać oficjalnie twórcą.
Pierwsze kryterium mówi, że
twórca musi posiadać dyplom poświadczający, że posiada wykształcenie niezbędne do twórczości.

Rozumiem, że rzeźbiarz musi mieć dyplom akademii sztuk pięknych, wydział rzeźby.
Spiewaczka operowa musi mieć dyplom akademii muzycznej, wydział śpiewu.
Malarz murali musi mieć dyplom tynkarza albo osoby pracującej na wysokościach.
Tancerz hip-hop musi mieć dyplom gimnastyka albo kaskadera. Albo osoby polerującej podłogi.
Kabareciarz musi mieć dyplom fizjoterapeuty, bo zmusza ludzi do ćwiczeń przepony.

A Kalina?


niedziela, 2 czerwca 2019

pozdrowić

- Mamo, spotkałam Kasię. Prosiła, żeby cię pozdrowić.
- Jaką Kasię?
- Tę, która mieszkała obok ciebie. Miała małego hałaśliwego jamnika, a jej tata zawsze parkował samochód pod naszym oknem...
- Nie pamiętam.
- … miała też małą siostrę, która kiedyś się zgubiła na ulicy i wszyscy jej szukaliśmy...
- Szukaliśmy?
- … a jej mama pożyczyła nam na jakąś imprezę krzesła.
- Nie pamiętam.
- Nie lubiłam jej. Właściwie to ci zazdroszczę, że jej nie pamiętasz.
- A ja ją lubiłam?
- Też nie.
- To bardzo miłe, że mnie pozdrawia, ale cieszę się, że jej nie pamiętam.

sobota, 1 czerwca 2019

siebie

Buddyści mówią: nie patrzysz sprawiedliwie na siebie.
Jesteś za blisko.
Jeśli wiesz, że jesteś beznadziejny, a inni ci mówią, że nie - uwierz im.
Oni mają rację.
Patrzą na ciebie z odległości.

Gdy patrzysz na obraz impresjonisty, trzymając nos przy płótnie, widzisz bezkształtne plamy koloru. Gdy odejdziesz daleko, bardzo daleko - widzisz nenufary.

Pozwól innym powiedzieć ci, co widzą z odległości.

I tylko jeszcze trzeba umieć wprowadzić to w życie.

środa, 29 maja 2019

kapeluszowi

     Poznałam ją jesienią. Kobietę o zjawiskowej urodzie i nieprawdopodobnej charyzmie. Spotykałyśmy się zimą i wiosną. I latem. Pewnego upalnego dnia spotkałyśmy się na miejskiej plaży. Siedziałyśmy obok siebie na leżakach, ubrane w letnie sukienki. Miała na głowie słomkowy kapelusz z wielkim rondem.
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
     Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
     Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.

I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...

wtorek, 21 maja 2019

ropuchy

- Mamo, czy wiesz, że muchomor po angielsku jest toadstool, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy stołek dla ropuchy?

I jak tu się nie uśmiechnąć?

gust

Pojechałam ze starszą córką na wycieczkę samochodową. Czasami tak robimy, nic w tym nowego. Wybieramy sobie jakieś miejsce i jedziemy. Po drodze oglądamy to, co da się obejrzeć, zwiedzamy to, do czego da się wejść i rozmawiamy.
Naturalnie najważniejsze jest rozmawianie, ale reszta stanowi miły dodatek.
Tym razem pojechałyśmy na północ od naszego miasta. Nie miałyśmy za dużo czasu, więc wybrałyśmy miasteczko położone 40 km od naszego domu. Poruszamy się podczas takich wyjazdów drogami ósmej kategorii odśnieżania, podziwiamy wsie, mieścinki, mosty i rzeczki, pasące się krowy, polujące na polach koty, łabędzie na jeziorkach i inne takie.

A powyższy wstęp był potrzebny do łagodnego przejścia do tematu zasadniczego:
kurczę blade, ile w naszej okolicy jest cudnych, starych dworów, pałacyków, domów, starych fabryk. To naturalnie poniemieckie budowle, jak sądzę opuszczone po raz pierwszy w 1918.
Cudownie byłoby mieć górę pieniędzy i kupić sobie kilka takich. Pięknie wyremontować i mieszkać w cichym, spokojnym miejscu, zapraszać krewnych i znajomych i podziwiać wspaniałe okolice, cudowne rzeczki, które jakimś cudem zawsze przepływają w pobliżu, gładkie tafle jezior, łagodne wzgórza i piękne lasy.
Bo niemieccy zaborcy, proszę państwa, mieli doskonały gust. I wybierali cudowne lokalizacje na swoje domy.

poniedziałek, 20 maja 2019

opatrunkiem

- Siostro Kaliny, czy mogłabyś zadzwonić do mamy i przypomnieć jej, że w domu miała zdejmować opatrunek? Mama była dość zdekoncentrowana gdy wychodziła ze szpitala i nie słuchała, co lekarz do niej mówił.
- Już do niej dzwoniłam. Powiedziała, że nie wie, co zrobić z opatrunkiem.
- A, to wszystko w normie. Załatwisz to?
- Tak. Zadzwonię do niej. Poproszę, żeby zdjęła plaster podczas rozmowy ze mną i powiedziała mi, jak wygląda rana.
- Pomyśli, że masz sadystyczne zapędy i lubisz słuchać opowieści o ranach.
- Ciekawe, czy to zapamięta, czy też zapomni...

depresji

Tylu znajomych mówi o depresji.
Mówią o niej "mam". Jakby mówili o wątrobie, nerce czy powiece.
Mają.
Utożsamiają się z nią.
Tracą granicę między sobą a depresją.
Stają się depresją.
Są nią.
Nie mówią o myślach samobójczych, ale widzę w ich oczach tę wielką, czarną dziurę, w którą chcieliby wskoczyć i zniknąć, gdyby tylko mogli stanąć obok siebie i podjąć jakąś decyzję.
Nie mogą.
Im więcej osób jest obok nich, tym są bardziej samotni.
"Odejdźcie ode mnie" chcieliby krzyczeć, chociaż strasznie potrzebują, żeby ktoś był przy nich. Z nimi. W nich.
Nie mogą krzyczeć.
Depresja odebrała im głos.
Ta, która jest nimi.
Ona odebrała im głos.
Oni odebrali sobie głos.

sumie

Jechałam półtorej godziny samochodem, pracowałam, potem jechałam kolejne półtorej godziny, znowu będę pracować, a po pracy wrócę do domu.
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że droga powrotna będzie trwała trzy godziny.
No czy matematyka nie mogłaby być trochę uprzejmiejsza w niektórych kwestiach?
Czy półtora i półtora nie mogłoby dać w sumie dwa?

czwartek, 16 maja 2019

lubienie

Kalina ma w każdej komórce ciała gen odpowiedzialny za lubienie szparagów.
Gen ten jest bardzo długi, prosty, a jego aktywność niezmiernie zwiększa się w maju. Oj, niezmiernie.
Kalina mogłaby jeść szparagi codziennie. Mmmm. Mięciutkie, ugotowane, soczyste - no palce lizać.
Ale dwa tygodnie temu Kalina była u Ani i została przez Anię poczęstowana szparagami smażonymi na patelni.
Ożesz kurcze blade, jakie to pyszne!
Od tego dnia smażone szparagi stały się obowiązkowym pokarmem całej rodziny Kaliny. Spożywamy je na dwa sposoby: albo z imbirem, albo z koperkiem, ponieważ nie możemy się zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. I posypane sezamem. Białym.
Mam nadzieję, że sezon na szparagi będzie trwał w tym roku do grudnia.
Mmmm. Z sezamem. Białym.

mózgu

Myślę o sposobie funkcjonowania mózgu mojej mamy.
To przedziwne, jak wspaniale sobie radzi z nieradzeniem.
To doskonałe urządzenie, mechanizm bliski ideału, który działając coraz gorzej, działa nadal perfekcyjnie.

Przypuszczam, że w mamy głowie siedzi neuronalna miniaturka mamy i sprawdza zakres posiadanych informacji. Gdy orientuje się, że w pamięci są spore braki, otwiera śluzę wyobraźni i natychmiast miesza strumień tego, co było, z tym, co mogło być. I powstaje jedna, spójna treść.

Mama, spytana, co robiła dziś rano, bez zająknięcia podaje przebieg swojego dnia, który jednak wcale nie musi mieć związku z rzeczywistością. Ale mama nie kłamie. Mówi w swoim odczuciu prawdę. Relacjonuje o której wstała, co zjadła na śniadanie, gdzie była. Te informacje są faktami, lub są tylko potencjalnymi faktami. Tego nie wiadomo. Jeśli nie są prawdziwe, są niezwykle prawdopodobne.
Mama nigdy nie mówi, że rano była w pracy, a na śniadanie zjadła omlet, bo to jest mało prawdopodobne. Tego nikt by nie kupił. Mamy mózg o tym wie, i zapytany, podaje takie wersje zdarzeń, które trzeba naprawdę solidnie sprawdzić, żeby się przekonać, czy miały miejsce w omawianym przedziale czasowym. Jednocześnie większość informacji jest prawdziwa, co zmniejsza czujność i myli rozmówcę.
Już, już przestaję być czujna, zapominam, że trzeba uważać, słucham tego, co mama mówi i nagle dowiaduję się, że mama pamięta, jak przy pewnej ulicy nie było kiedyś domów i drzew, tylko ogrody. A tymczasem widać na pierwszy rzut oka, że gdyby rzeczywiście widziała tę ulicę zanim ją zabudowano, musiałaby się urodzić mniej więcej w tym roku, co Piłsudski.

W ten sposób mama tworzy kreatywną historię.
Jak wielu innych, tylko ci inni nazywają to badaniami naukowymi.





środa, 15 maja 2019

rano

Ósma wieczorem:
- Mamo, o której godzinie będziesz wyjeżdżała?
- O siódmej rano.
- Obudź mnie, bo chcę się z tobą pożegnać.

Siódma rano:
- Córko, już wyjeżdżam. Chciałaś się ze mną pożegnać. To pa, kochanie.
- Tak, mamo. Wiem, wiem. Jeszcze tylko pięć minut...

Wielokrotne powtarzanie przynosi doskonałe efekty, jeśli chodzi o naukę pewnych zachowań ;-)

poniedziałek, 13 maja 2019

śmierdziały

Kupił sobie dwa szczurki. A potem jeszcze dwa.
O ile pierwsze dwa szczurki śmierdziały jak stęchła piwnica ratuszowa, to cztery śmierdzą jak skandynawskie bunkry z czasów Wilhelma Zdobywcy. A nawet bardziej.

Szczurki są podobno niezwykle inteligentne, uczą się różnych sztuczek, tworzą zhierarchizowane stado, przekazują sobie informacje i mają setki innych zalet. I jedną, malutką, tyciusieńką wadę: nie sprzątają po sobie same klatki.
Dziwne...

oddzielać

Warto oddzielać rozum od serca.
Gdy dziecko się spóźnia, rozum mówi: skoryguj. A serce mówi: uciesz się, że już jest.

Gdy byłam młodą mamą, miałam więcej rozumu.
Teraz mam więcej serca...





niedziela, 12 maja 2019

nocleg

Nie ma to, jak zarezerwować sobie nocleg w hotelu, znajdującym się 20 metrów od wyciągu narciarskiego. Wiosną. Gdy temperatura dochodzi do 20 stopni, trawa na stoku zielona i jędrna, a w całym wielkim ośrodku śpi jedna osoba. Ja.
I ochroniarz, ale on się nie liczy, bo strasznie trzaska drzwiami. A jako miłośniczka "Czarodziejskiej góry" mam negatywny stosunek do trzaskaczy.

czwartek, 9 maja 2019

pomóc

Moi drodzy blogowi znajomi:

Czy ktoś z Was mógłby pomóc znaleźć pokój dla studentki w holenderskiej Lejdzie?

Wiem, że cuda się zdarzają i może to Ty jesteś tą osobą, która właśnie w tej chwili przypomni sobie, że mogłaby zapytać swojego znajomego, który mieszka w Holandii, czy mógłby pomóc, a on mógłby...
Bardzo proszę... przypomnij sobie...

Studentka jest osobą spokojną, zrównoważoną i miłą, więc nie będzie kłopotliwą sublokatorką (wiem, bo mieszkam z nią od prawie 20 lat i nadal bardzo się lubimy). Studiuje teraz niderlandystykę, a od września rozpoczyna studia w Holandii. Szuka pokoju na dłuższy czas, ale teraz choćby na pół roku.

Chodzi o okolice Haga, Leiden oraz sąsiednie miasta, wsie i miasteczka.


oczekiwaniami

- Osoba, która organizowała to spotkanie, zaznaczyła, że potrzebuje pani dwóch rzeczy: rzutnika i mikrofonu. Czy pani potwierdza, pani Kalino?
- Tak. Naturalnie.
- Czyli wszystko się zgadza. Mamy tylko mały problem: nie działa mikrofon, a rzutnik chyba się psuje, bo co chwilę się włącza i wyłącza. Ale poza tym wszystko jest zgodnie z pani oczekiwaniami.

Na szczęście dwunastoletni Filip uruchomił mikrofon, a Kalina, metodą "naciskaj każdy przycisk i zobacz, co się stanie" uspokoiła rzutnik.
Spotkanie udane.

Jak mówi Ajahn Brahm: Nie spodziewaj się niczego. Nie będziesz zaskoczony. ;-)

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

lepiej

Od kilku tygodni w domu mamy Kaliny toczy się mniej więcej ta sama rozmowa:

- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.

Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.

Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.

No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?

niedziela, 28 kwietnia 2019

lać

Zaczęło lać. Regularna, mokra ulewa.
Taka, że parasol nie daje rady.
Taka, że "gdzie schowaliśmy jesienią kalosze?" i "powieś kurtkę nad wanną, bo robi się pod nią kałuża".
Taka, że "motyla noga, jakie niskie ciśnienie" i "chcesz coś jeszcze ode mnie, bo idę spać".

Nadchodzące dni sponsoruje słowo "nieprzytomnie".



sobota, 27 kwietnia 2019

specjalnej

Pojechaliśmy ze spektaklem do szkoły specjalnej. Nigdy w takiej nie byłam i pojechałam tam z ciekawością własnych odczuć.
Pierwsze, czego doświadczyliśmy wszyscy - aktorzy, dźwiękowiec, producentka, ja - to pozytywna energia. Dzieciaki w różnym wieku i o różnym stopniu niepełnosprawności były naprawdę zachwycone, że mają gości w szkole. Przyglądały nam się, śmiejąc się i od czasu do czasu kiwając do nas, zupełnie jakby chciały nam powiedzieć: Nadal się cieszę, że tu jesteś.
Po spektaklu podchodziły do nas, dziękując za radość, jaką im daliśmy.

W trakcie przedstawienia jedna z aktorek, grająca mamę, mówi do swojej córki:
- Swietnie! Brawo!
I co się stało?
Dzieci na widowni zareagowały brawami. Są nauczone, że gdy ktoś odniesie sukces, chcemy go za to pochwalić. Choćby brawami.
Wzruszające.

Jeden z chłopców siedział na podłodze, bo nie chciał usiąść na krześle. Po jakimś czasie coraz bardziej osuwał się, aż wreszcie leżał, patrząc na scenę z podłogi. Byłam osobą, która siedziała najbliżej niego. Nagle podeszła do niego nauczycielka. Przestraszyłam się, że będzie go na siłę ewakuować z sali, albo zmuszać, żeby sam wstał. A on nikomu przecież nie przeszkadzał. Oglądał przedstawienie.
Nauczycielka podeszła do niego i zawiązała mu sznurowadło w bucie, żeby się nie przewrócił, gdy już podejmie decyzję, że chce wstać. I odeszła bez słowa.
Myślałam o tym bardzo długo. Trudno być nauczycielem. Trudno wiedzieć. Od wychowawców, zwłaszcza w szkole specjalnej, oczekuję właśnie tego: żeby wiedzieli, kiedy wystarczy zawiązać sznurowadło i czekać, aż dziecko samo uzna, że czas wstać.  W tym widzę ich niewiarygodny profesjonalizm.

I skoro decyzją jednego urzędnika można zmienić wszystko, to apeluję: zmieńmy nazwy szkół - ze "specjalnych" na "niezwykłe".

piątek, 26 kwietnia 2019

papierkową

Zawaliłam się papierkową robotą.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.

środa, 24 kwietnia 2019

chyba

Kaszlę.
Ludzie mówią, że kaszlę.
Chyba mają rację.
Ciekawe, że ja tego nie słyszę.

wtorek, 23 kwietnia 2019

racji

Większość nie ma racji.
Czy w sprawie sposobu znieczulenia przed wyrwaniem twojego zęba zgodziłbyś się na głosowanie przeprowadzone wśród sąsiadów? Nie, bo oni się na tym nie znają. Wybrałbyś eksperta. Jednego. Postąpiłbyś niedemokratycznie, bo sprawa wymaga wiedzy, mądrości i obustronnego zaufania, a nie kompromisu, który jest niczym.
Dlaczego zatem zgadzamy się, żeby nami i naszymi dziećmi rządzili ludzie, których wybieramy w drodze głosowania?
Bo nie ma lepszego systemu - pada zwykle odpowiedź.

W takim razie uczmy dzieci buntu, niezgody, bezkompromisowości.
Niech zmienią ten świat i odrzucą demokrację.
Bo większość nie ma racji. Większość się myli.
Rację mają eksperci. A oni nigdy nie stanowią większości.

Wracając do sposobu znieczulenia przed wyrwaniem zęba - rację mają eksperci, którzy stanowią ułamek promila społeczeństwa. Niewybierani w wyborach. Wysoko wyszkoleni. O tym trzeba pamiętać.
To eksperci mają rację. Nie my - większość.

czwartek, 18 kwietnia 2019

lepiej

Od kilku tygodni w domu mamy Kaliny toczy się mniej więcej ta sama rozmowa:

- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.

Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.

Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.

No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?

widzę

Starzeję się. Widzę to.
Moje ciało nie jest już ciałem młodej kobiety.
Moja twarz nie jest twarzą młodej kobiety.
Moje włosy nie są włosami młodej kobiety.
Moja dusza nie jest duszą młodej kobiety. Nadal jest duszą dziecka.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

płacze

Widzę, jak płacze.
Nie wiem, czego jej trzeba.
I czy czegoś.
Trwa w tym płaczu minuty, godziny, dni.
Ci, którzy ją znają, unikają. Nikt nie chce być zalanym cudzymi łzami, nawet jeśli są suche i gorące.
Ci, którzy jej nie znają, unikają. Nikt nie chce patrzeć na nieuśmiech.

Podobno mężczyźni w Polsce uśmiechają się 7 razy dziennie, a kobiety 30.

Ona będzie najszczęśliwszą osobą na starość. Zapas uśmiechów zbiera od lat.




niedziela, 14 kwietnia 2019

widać

Z Księżyca widać kilka obiektów na Ziemi.
Między innymi Mur Chiński i kopalnię odkrywkową w Bełchatowie.
Miałam okazję zobaczyć tę drugą.
Wiedziałam, że jest duża. Wiedziałam nawet, że jest ogromna, ale nie spodziewałam się, co dokładnie znaczy słowo "monstrualna", dopóki nie weszłam na taras widokowy nad kopalnią.
Monstrualna dziura w ziemi. Albo raczej: monstrualna dziura w Ziemi.
Kolosalna.
Od lewej do prawej strony, po horyzont. Głęboka tak bardzo, że z trudem można stwierdzić, czy jadące jej dnem pojazdy to wielkie ciężarówki, traktory, koparki czy dźwigi - wydają się tak małe.
Niezliczone transportery przesuwają węgiel w stronę elektrowni. Labirynty transporterów. Jak dziesiątki ścieżek, zbudowanych przez małego chłopca, bawiącego się samochodzikami.
Ziemia wywożona na okoliczne tereny utworzyła góry. Nie pagórki, nie wzniesienia, tylko góry.

Nie wiem, jak to nazwać...
Katastrofa ekologiczna - to i tak za słabe określenie.
Podobno są plany, aby tę dziurę zalać.
Najlepiej łzami.

piątek, 12 kwietnia 2019

kartkówka

          Po ponad dwóch tygodniach młodsza córka Kaliny wraca do szkoły. Ilość zaległych sprawdzianów zalicza się już do liczb niewymiernych.
          Kalina przejrzała informacje, co sprawdzano pisemnie w czasie choroby córki i zrobiła wstępną selekcję.
          Z jednego przedmiotu była kartkówka, a w dzień, gdy córka Kaliny po raz pierwszy pójdzie do szkoły, z tego samego przedmiotu będzie sprawdzian. Zakres sprawdzianu obejmuje również to, co było na kartkówce.
          Kalina napisała do nauczycielki informację, że jej córka zjawi się w szkole akurat na sprawdzian i czy można by w drodze wyjątku potraktować ją jak człowieka i zrozumieć.
          Odpowiedź przyszła dość szybko.
          Nie można by ani potraktować, ani zrozumieć.
          Dziewczę musi pierwszego dnia pisać sprawdzian. Z materiału, którego uczyło się samo w domu, bo nie było na żadnej lekcji z tego działu. A ponieważ sprawdzian obejmuje materiał z kartkówki, córka Kaliny ma dwa tygodnie na nadrobienie również zaległej kartkówki, bo co z tego, że sprawdzian, skoro jednak kartkówka, i dlaczego córka Kaliny, skoro inne dzieci, i nie ma dyspensy, a jeśli dziecko choruje, to mu po łapach dać najlepiej, żadnej ulgi, nie, nie, nie.
          Kalina przeczytała odpowiedź nauczycielki starannie. Ze zrozumieniem.
          Ze zrozumieniem treści, bo zrozumienie bezduszności i małostkowości przychodzi Kalinie z trudem. I z życzeniami wszystkiego najlepszego dla nauczycielki, Kalina weszła do pokoju młodszej córki. Miały w planach przygotowanie się do sprawdzianu. Córka Kaliny leżała w pozycji odpoczywającego nosorożca na swoim łóżku, Kalina zarządziła, że dzisiaj zamiast działań na liczbach ujemnych są działania na osobach śpiących i córka Kliny ma natychmiast wejść pod kołdrę, bo jak zaśnie, to zmarznie.
          Spi od godziny. Przykryta.







czwartek, 11 kwietnia 2019

artystycznym

Poznałam artystkę, zajmującą się tkactwem artystycznym. Magister sztuki. Specjalistka od kilimów i gobelinów. Hobbystycznie tka na krosnach cuda i wiesza je na ścianach swojego domu.

Och, jakże głupi jest naród, który nie wykorzystuje talentów swoich artystów, tylko każe im wykonywać zwykłe prace, żeby zarobili na chleb...

środa, 10 kwietnia 2019

odgłos

W pokoju w pensjonacie stoi grzejnik olejowy, który włącza się co jakiś czas. Wydaje przy tym śmieszny dźwięk.
Przysłuchuję się przez jakiś czas, żeby przypomnieć sobie, co przypomina mi ten odgłos i teraz już wiem: to pies, drapiący się tylną łapą za uchem.
Jakie to miłe!
Jakie urocze!
Za pierwszym razem uśmiecham się, gdy to słyszę.
Za dziesiątym przestaję się uśmiechać.
Po dwóch godzinach patrzę w stronę grzejnika bez życzliwości
O czwartej nad ranem myślę bardzo źle o wszystkich psich łapach.
O piątej do złego myślenia o łapach dochodzi złe myślenie o psich uszach.
O siódmej dzwoni budzik.
Wyłączam go tylną łapą. Uszy mam przykryte kołdrą.
Psia kość...

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

razem

          Postanowili zamieszkać razem.
- Ciągle się teraz kłócimy - powiedziała po dwóch tygodniach.

          Kalina spojrzała za siebie, na wszystkie lata, spędzone z mężem Kaliny.
- Ech - westchnęła tylko, żeby nie powiedzieć za dużo, ani za mało.
- Widzisz, ja też tak uważam - podchwyciła natychmiast mieszkająca od pół miesiąca z partnerem koleżanka. - Trzeba sobie wszystko wywalczyć. Każdą najdrobniejszą rzecz. Bo on nawet skarpetki źle wkłada do szuflady i ja mu mówię: inaczej rób, to będzie dobrze.
          Kalina spróbowała powiedzieć, że jeśli każdy robi inaczej, to może się okazać, że każdy robi dobrze, ale próba okazała się nieudana.
Pozostało tylko drugie "Ech". Do pary. Bo w parze łatwiej.

niedziela, 7 kwietnia 2019

objawieniach

Wpisałam swoje nazwisko do wyszukiwarki internetowej i wyszło mi:
książki o objawieniach.

Gdybym chciała napisać o tym książkę, napisałabym, jak to objawiło mi się kiedyś, że jak człowiek lubi coś robić, to powinien to robić, nawet jeśli wszyscy dookoła mu mówią, że nie powinien, nie trzeba, nie należy i "czy to daje jakieś pieniądze".

A w telefonie zapisałam sobie takie hasło:
"Wszyscy chcą twojego dobra.
Nie pozwól go sobie odebrać."

Być może za jakiś czas uznam tę informację za kolejne objawienie.
Będą już dwie książki. Niemal saga.
Internet nie kłamie.




środa, 3 kwietnia 2019

bąbelek

Młodsza córka oparzyła się dwa tygodnie temu. Klejem na gorąco. Zrobił się spory bąbelek. Dziś pokazała mi oparzone miejsce i zamarłam - wygląda strasznie! Pojechałam z nią do szpitala. Bałam się, że chirurg mnie wyśmieje, że z taką błahostką przyjechałyśmy, ale stało się odwrotnie.
Skierował Zuzię na cito do specjalistycznej poradni, w której zostanie podjęta decyzja, co zrobić dalej - oparzenie jest bardzo głębokie, ubytek skóry spory. Blizna będzie duża, na razie nie wiadomo, czy oparzony palec będzie się zginał bez przeszkód.
Bąbelek na placu, niech to szlag!

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

edukacyjnych

Młodsza córka wróciła z konkursu. Zachwycona. I to jej się podobało, i tamto. I wtedy świetnie się bawiła, i wtedy.

Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.

To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!


wyniknęła

- Synu mojego brata, czy mógłbyś przy okazji sprawdzić w swoim samochodzie, czy nie zamieszkała tam moja czarna rękawiczka? Gdy wysiadłam, zorientowałam się, że się zgubiła.
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.

Minęły dwa tygodnie.

- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...

niedziela, 31 marca 2019

chleb

- Mamo, chcesz spróbować chleb, który upiekłam?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?

środa, 27 marca 2019

lektorowi

         Studenci niderlandystyki mają zajęcia z osobą, która nie mówi ani po polsku, ani po angielsku. To rodowity Holender, który jakimś cudem nie uczył się w swoim życiu angielskiego, tylko jakichś innych języków. Połączenie studiujących na wydziale anglistyki studentów niderlandystyki z takim lektorem to wyzwanie zarówno dla studentów (uczą się języka niderlandzkiego dopiero od września), jak i dla lektora (gdy wyjaśnia zawiłości gramatyczne musi się nieźle nagimnastykować, żeby go ktokolwiek zrozumiał).

         Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
          Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.

- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
          Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
          Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.


demony

Wiem, że każdy ma swoje demony i zawsze są one najgorsze.
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?

niedziela, 24 marca 2019

innych

Należę do grupy na facebooku, która przeistacza się powolutku, acz skutecznie, w grupę pełną ataków, osobistych wycieczek, argumentów w rodzaju "to gratuluję poglądów" i innych, podobnych zachowań.
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...

Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?

Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?