wtorek, 3 lipca 2018

nakrętkę

Wróciłam do samochodu po kilku godzinach, zmęczona i bardzo spragniona. Samochód stał w pełnym słońcu, temperatura w środku zbliżała się do poziomu imponującego.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
 - Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.

Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.

poniedziałek, 2 lipca 2018

składaniem

- Mamo, dziadek zadzwonił do taty, że kupił tę samą półkę co my i nie może sobie poradzić ze składaniem. Tata pojechał mu pomóc.
- To super. A czym się martwisz?
- To jest ta półka, przy której tata po godzinie musiał wyjść na spacer, żeby się uspokoić. A my same dokończyłyśmy składanie, pamiętasz?
- Oj...
- No właśnie. I babcia przysłała mi smsa z pytaniem, jak to się u nas skończyło, bo tata i dziadek już ze sobą nie rozmawiają...
;-)