- Ponad godzinę trwało wybieranie tortu. Wzorów jest więcej niż skradzionych przez nazistów dzieł sztuki. Najpierw zajęłyśmy się kolorem. Bordowe, beżowe, czerwone, zielone... Potem zaczął się problem ze wzorem. Kropeczki, kreseczki, kwiatki, bąbelki, gładkie, odstające, średnie, duże... Gdy już wybrałyśmy jeden rodzaj okazało się, że dekoracje są niejadalne i musimy wybieranie zaczynać od początku. Kolejnym etapem było ustalenie napisu. Minął następny rok świetlny, a one wciąż nie podjęły decyzji. W końcu - pełen sukces. Tort wybrany. Będzie dowieziony do restauracji na imprezę.
- I rzeczywiście zrobili idealnie taki, jak wybrałyście?
- Nie wiadomo. Tort został pokrojony na zapleczu restauracji, a do sali wniesiono kawałki na talerzach. Wierzchu nie było widać wcale...