czwartek, 14 marca 2019

może

Rozumiem, że zaśmiecamy swoje otoczenie.
Mam poczucie winy z tego powodu.
Obserwuję ruch zero waste i zastanawiam się, kiedy wszyscy zrozumiemy, że kupowanie marchewki do własnego szmacianego opakowania jest właściwe, a pakowanie kanapki do szkoły w woreczek jest błędem. Kupowanie wody w plastikowych butelkach krzywdzi nasze środowisko, a używanie jednorazowych rękawiczek zabija wodne zwierzęta.

Na razie nie chodzę do sklepu z własnym papierkiem do spakowania czterech plasterków żółtego sera, ale myślę, że tak będzie.

Może skupienie się na środowisku i przyrodzie odciągnie ludzi od klawiatury komputera i ekranu smartfona? I będzie lekarstwem na zagubione gdzieś po drodze więzi międzyludzkie?
I zamiast jeść wieczorem w samotności obiad na wynos z plastikowej tacki zaczniemy do siebie chodzić na pieczone ziemniaki z własnego ogródka...
Pieczone ziemniaki...
Z ogródka...

wielką

Mam ochotę zjeść wielką czekoladę, z wielkimi orzechami.
Albo nie!
Jeszcze większą!

środa, 13 marca 2019

drzwi

Kalina podjechała samochodem na pobocze i zdała sobie sprawę, że gdy zatrzyma samochód, mama nie wysiądzie.
- Mamo, zanim zaczniesz wysiadać, posłuchaj: odsunę samochód od krzaków, ty wysiądź i idź kilka kroków do przodu. Stań obok tego niebieskiego samochodu z przodu.
- Jakiego niebieskiego samochodu, Kalinko?
- No tego, co stoi przed nami.
- On Kalinko nie jest niebieski, tylko granatowy.
- Ok. Granatowy. Stań obok grantowego i nigdzie nie odchodź. Muszę zaparkować i wysiąść. I podejdę do Ciebie. Rozumiesz wszystko?
- Tak.
Kalina wysunęła się półgębkiem i połdupkiem na ulicę, robiąc mamie przestrzeń na otwarcie drzwi i wyjście z samochodu. Mama wysiadła, stanęła między krzakami a zamkniętymi drzwiami i czeka. W tej sytuacji tylko kierowca autobusu z serii o Harrym Potterze mógłby zrobić cokolwiek, nie przejeżdżając mamie po stopach. Mama, dla zachowania równowagi, oparła się dłonią o szybę, więc Kalina nie mogła uchylić okienka, żeby nakazać mamie odejście od samochodu. W końcu mama zorientowała się, że akcja zamarła i zapukała w szybę. Kalina uchyliła okno.
- Kalinko, wiesz, ja tak sobie teraz pomyślałam, że...
- Mamo, ja nie mogę tak stać. Mój samochód wystaje na ulicę. Podejdź do tego granatowego samochodu z przodu i czekaj tam na mnie. Zaraz do ciebie podejdę, tylko zaparkuję.
- A co ty się tak od razu denerwujesz? - spytała mama urażona. - Ja już zupełnie nie wiem, gdzie mam w końcu stanąć. Najpierw mówisz, że koło niebieskiego, teraz że koło granatowego. Ciągle coś zmieniasz i zmieniasz...

obfite

Starsza córka miała niezmiernie obfite w naukę trzy tygodnie. Zdawała pięć egzaminów, wszystkie w obcym języku. Nie mogła się do nich przygotować wcześniej, bo zasada ich zdawania polega na tym, że wszyscy zdający dostają materiały do nauki w tym samym, wyznaczonym przez uczelnię, momencie. Uczelnia sprawdza nie tylko wiedzę, ale też umiejętność efektywnej pracy.
Córka podeszła do sprawy bardzo poważnie, zaangażowała się i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza i bledsza.
Aż pewnego dnia powiedziała, że czuje, że wytrwa do ostatniego egzaminu, ale nie może zagwarantować, że utrzyma się przy zdrowiu zaraz po ich zakończeniu.

Wypada pogratulować znajomości własnego organizmu. Teraz leży w łóżku w tych samych rzeczach, w których była rano na zajęciach, spod kołdry wystaje tylko rozmazany pod okiem tusz i gorący oddech, a wstawanie do toalety wiąże się w jej wypadku z koniecznością zaplanowania poszczególnych czynności, bo, widzę to znad laptopa, zginanie kończyn przychodzi jej z trudem.
Jutro rano będę próbowała zarejestrować ją do lekarza, ale nie mam bladego pojęcia, jak ją do tego lekarza dotransportuję... Niby nic, ale samochód mam zaparkowany pod domem, a z taką gorączką pokonanie dystansu między łóżkiem a wycieraczką graniczy z cudem.

wtorek, 12 marca 2019

sitodruku

- Och nie, nie zdąży pani zrobić sitodruku! Wszyscy uczestnicy warsztatów pracują już cztery godziny, zajęcia kończą się za półtorej. Nie ma takiej możliwości.
- A w czym dokładnie tkwi problem? - spytała Kalina, która nie rozumie mnożenia problemów, gdy chodzi o przyjemności.
- Nie zdąży pani wyciąć szablonu przez półtorej godziny.
- Nie mogę tego zrobić przez półtorej godziny, bo muszę stąd wyjść za pół. I obiecuję pani, że za piętnaście minut będę miała gotowy szablon.
     Pani rzadko ma do czynienia z Kalinami, więc od kiwania z dezaprobatą głową dostała prawdopodobnie odleżyn na czwartym kręgu szyjnym.
     Kalina wzięła się do roboty. Wycięła szablon w dziesięć minut, ułożyła go na tkaninie i poprosiła o wykonanie odbitek.
     Teraz córki Kaliny mają śliczne lniane torby z niepowtarzalnym wzorem, a pani ma naukę na przyszłość: jak ktoś się chce nauczyć sitodruku, to nie poradzisz!

zaległe

Pani Kalino zaczynał się sms, dając nadzieję na miłą zawartość.
Pani Kalino, czy mogłaby Pani podać nam swój pesel, bo nasz księgowy wystawia Pani PIT 11, a nie mamy Pani peselu? Jednocześnie bardzo Pani dziękujemy za cierpliwość. Pani zaległe wynagrodzenie prześlemy niezwłocznie.
Moje myśli krążą następującymi torami: czy w ramach rewanżu mogłabym wejść do piekarni, poprosić o dwa bochenki chleba i siedem bułek i wyjść bez płacenia? Bo tak właśnie postąpiono ze mną. Wykonałam pracę, tak samo jak piekarz wykonuje swoją. Muszę piekarzowi za chleb zapłacić od razu. Niezapłacenie byłoby kradzieżą. Za moją pracę można zwlekać z płatnością trzy miesiące. Niezapłacenie nie jest kradzieżą, tylko zaległością.
Nie muszę chyba dodawać, że mój pesel wpisany był na umowie. Może kawa się rozlała w tym miejscu i pesel jest nieczytelny? Albo spadła mortadela z kanapki? Z kanapki zrobionej na pysznym, świeżym chlebie z piekarni...


poniedziałek, 11 marca 2019

pamiętał

W sobotę podszedł do mnie tatuś dziecka, biorącego udział w konkursie i powiedział mi, że chodził ze mną do liceum. Znał moje imię, pamiętał mnie bardzo dobrze, chyba nawet lubił mnie w tamtych czasach, bo był bardzo wzruszony naszym spotkaniem.
Gdy zapytałam go, do którego liceum chodziliśmy razem, okazało się, że do dwójki. To było niesamowicie urocze, bo ja chodziłam do czwórki, ale czy to ma jakieś znaczenie?!
Najważniejsze, że sobie powspominaliśmy stare, dobre czasy.
Takie rzeczy tylko podczas konkursów, gdy sędziuje się w sprawach życia i śmierci młodych artystów.

niedziela, 10 marca 2019

jeśli

Do którego momentu jestem skrupulatna, a od którego upierdliwa?

Jeśli w zapowiedziach książki zmieniono imię głównego bohatera, to jest to już skandaliczne niedopatrzenie, czy tylko lekkie rozkojarzenie i chochlik drukarski...?