Buddyści mówią: nie patrzysz sprawiedliwie na siebie.
Jesteś za blisko.
Jeśli wiesz, że jesteś beznadziejny, a inni ci mówią, że nie - uwierz im.
Oni mają rację.
Patrzą na ciebie z odległości.
Gdy patrzysz na obraz impresjonisty, trzymając nos przy płótnie, widzisz bezkształtne plamy koloru. Gdy odejdziesz daleko, bardzo daleko - widzisz nenufary.
Pozwól innym powiedzieć ci, co widzą z odległości.
I tylko jeszcze trzeba umieć wprowadzić to w życie.
sobota, 1 czerwca 2019
środa, 29 maja 2019
kapeluszowi
Poznałam ją jesienią. Kobietę o zjawiskowej urodzie i nieprawdopodobnej charyzmie. Spotykałyśmy się zimą i wiosną. I latem. Pewnego upalnego dnia spotkałyśmy się na miejskiej plaży. Siedziałyśmy obok siebie na leżakach, ubrane w letnie sukienki. Miała na głowie słomkowy kapelusz z wielkim rondem.
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.
I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.
I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)