sobota, 27 maja 2017

czasu

Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, jakiś nadgorliwy naukowiec-samouk wymyślił, że określoną ilość przesypujących się w klepsydrze ziarenek piasku będzie się uważało za sekundę. Analogicznie poszło mu z kwadransem, godziną i dobą.
Gdyby nie jego chora ambicja stworzenia czegoś spektakularnego, nie mierzylibyśmy dzisiaj czasu.

On sobie spokojnie leży w grobie od kilkudziesięciu stuleci, a my się wszędzie musimy spieszyć i ciągle z czymś nie zdążamy. I gdzie tu sprawiedliwość?!
;-)

piątek, 26 maja 2017

fizyce

likepin.pl
Uwielbiam czytać książki popularnonaukowe o fizyce i astronomii. Prawdopodobnie lubię je, ponieważ nie jestem ani fizykiem, ani astronomem i jeśli czegoś nie rozumiem, mogę sobie to dowolnie interpretować i dowyobrazić gdzie trzeba.

Współczuję fizykom, że nie mają tej przyjemności w rozumieniu zjawisk. Oni wszędzie muszą wciskać te nikomu niepotrzebne wzory z bardzo nieprofesjonalnie wyglądającymi znaczkami.

czwartek, 25 maja 2017

zestresowana

Dodaj napis
Powiedziała, że jest zestresowana pracą. Już nie daje sobie rady. Musi jakoś odreagować, bo boi się, że dłużej nie pociągnie. Praca ją wykańcza. Tempo zawrotne. Obowiązki i trudne chwile. Przytaknęłam ze zrozumieniem, powracając myślami do moich przykrych doświadczeń.
- A jaką pracę pani wykonuje? - spytałam nieśmiało.
- Jestem bibliotekarką. W małej miejscowości. A w tym tygodniu aż dwie klasy wypożyczały lektury.


środa, 24 maja 2017

pochodzę


Tatry
- Nie pochodzę od człowieka jaskiniowego. Jestem przekonana, że moi przodkowie nigdy nie przesiadywali w ciemnych, niedoświetlonych, wilgotnych jaskiniach. Ci, którzy dali początek mojej rodzinie, w prehistorii mieszkali na otwartych przestrzeniach, w pełnym słońcu, latały im nad głową prehistoryczne motyle wielkie jak hula-hop i czytali sobie książki, leżąc w hamakach, przywiązanych do nóg pasącego się dinozaura. Żadnych stalaktytów, kapiącej wody, osmolonych ścian i ciasnego wejścia.
Słońce. To jest kluczowe słowo.

niedziela, 21 maja 2017

świdrem


z-ne.pl
Z bólem zęba wielkim jak boisko piłkarskie poszłam do sklepu. Kilkuosobowa kolejka, ale jednak za długa na sterczenie ze świdrem, wjeżdżającym w moją dolną jedynkę. Postanowiłam być dzielna. Nadeszła moja kolej, dokonałam wyboru częściej posługując się pantomimą niż słowami i zostałam poproszona o podejście do kasy. Pani kasjerka, kobieta dość młoda, bo tylko nieznacznie starsza ode mnie, powiedziała mi ile płacę, spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i powiedziała:
- Nie mam siły.
- Ja też - odpowiedziała część mnie, która zapomniała o tym, że mówienie sprawia mi jeszcze większy ból.
- Ledwo tu stoję - wyszeptała kasjerka.
- Ja też - wyszeptała moja jedynka.
- Też się pani tak dzisiaj czuje? - Kasjerka popatrzyła na mnie z wdzięcznością.
- Yhy - wydobyło się z mojego wnętrza.
     Od razu poczułam się lepiej. Kasjerka też. Wyraz jej twarzy wyraźnie zmienił się na "dzisiaj nie umrę". Jedynka i ja uznałyśmy, że jednak doczekamy poniedziałku. W domu schowałyśmy łyżwę, która miała, wzorem klasyka, służyć do usunięcia problemu.

jasna



jeja.pl
Budzik w telefonie dzwoni codziennie o szóstej rano. Wyłączam go półprzytomna z niewyspania. Z niewiarygodnym trudem wstaję z łóżka, niepochlebnie wyrażając się w myślach o wszystkim, na czym zdołam się skupić. W drzwiach od sypialni do pionu stawia mnie przeraźliwe piszczenie świnki morskiej, która udaje, że nie jadła od miesiąca i domaga się śniadania. Najpierw szuflada z warzywami, szykowanie paszy dla świnki, potem łazienka i próba niezaśnięcia na toalecie. Tak w ogólnym zarysie przedstawia się poranek każdego dnia roboczego. Tymczasem w weekendy, gdy nie dzwoni ta bezwzględna, bezduszna maszyna, ostatnio sama, dobrowolnie, bez żadnego zewnętrznego przymusu budzę się około 6.15 wyspana, zrelaksowana i świeża.
Nie lubię przeklinania, ale tu się nie da inaczej:
Cholera jasna!