Ktoś wczoraj napisał do mnie bardzo zaskakującą wiadomość. Była oskarżycielska, agresywna, niezrównoważona.
Dla wyjaśnienia dodam, że autorka wiadomości ma zaawansowanego, złośliwego raka, ma zaburzenia zachowania i zdarzają jej się takie akcje.
Na koniec wiadomości napisała, że jestem złym człowiekiem i przeze mnie moja młodsza córka choruje na depresję.
Najpierw powiedziałam o tym starszej córce. Jeszcze nigdy nie widziała tak agresywnej wiadomości. Była w szoku, zwłaszcza że autorka jest mi bliską osobą. Rozłożyła cały tekst na czynniki pierwsze, przeanalizowała niemal każde zdanie, wyciągnęła wnioski i podsumowała, że jedynym usprawiedliwieniem jest choroba. Takich rzeczy nie pisze się nigdy, nikomu, zwłaszcza osobie, którą uważa się za bardzo bliską. Którą zapewnia się o miłości. To dowód na zaburzenia hamowania. Poważna sprawa.
Wieczorem powiedziałam o tej wiadomości młodszej córce. Była bardzo zaskoczona. Ponieważ młodsza ma od czasu do czasu kontakt z autorką wiadomości, ustaliłyśmy, co zrobi, jeśli kiedykolwiek spotka się z jej agresją słowną.
Nie wzięłam sobie do serca tego, że ktoś oskarżył mnie o bycie powodem depresji córki. Ale niezwykle wzruszyła mnie reakcja córek na to zdanie.
Starsza powiedziała, że to dowód na bardzo konserwatywne podejście do życia. Wyrażanie takich opinii jest zgodne z poglądami sprzed 50 lat, gdy uważano, że chory na depresję jest źle motywowany przez rodzinę i wystarczy znaleźć mu nowe hobby, a on z radością pobiegnie przed siebie w podskokach.
Młodsza aż się skrzywiła. Leżała już na swoim łóżku, wymęczona po całym dniu. Jest leczona na depresję, od półtora roku bierze udział w psychoterapii, świetnie funkcjonuje, rozwija się, walczy z lękami. "Jesteś dobrą mamą" powiedziała i przytuliła się do mnie bardzo mocno. Tak jak lubię.
Z jednej strony wiem, że chorych ludzi, zwłaszcza bliskich, nie wolno zostawiać w tak trudnych sytuacjach. Autorka wiadomości nie robi tego sama, to choroba działa jej rękami. Z drugiej strony wiem, że ja teraz nie udźwignę pomagania innym. Bardzo to przykre, że mogę tylko powolutku, w równym tempie, odsuwać się na bezpieczną dla siebie pozycję. That's life.