Powiedzenie "życie przewróciło mi się do góry nogami" stało się ciałem i uzyskało nad wyraz osobliwą formę. Kalina miała zapalenie błędnika. Choroba to zaiste niezwykła, gdyż nagle wszystko przestaje być oczywiste. Sufit wiruje naprzemiennie z podłogą, ściany walą się człowiekowi na twarz, oczy błądzą po tym wszystkim wykazując swoista apopleksję, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Właściwie to całe ciało odmawia posłuszeństwa. Każdy fragment ciała odbiera grawitację z innej strony i w tym samym momencie usiłuje dopasować swe położenie do pokręconych danych.
Kalina miała okazję przebywać sama w domu i gdy po kilkugodzinnych walkach ze sobą poczuła bezwzględny imperatyw aby dostać się do łazienki, sprawa przybrała gorszy obrót. Okazało się, że nawet spełznięcie z łóżka na podłogę jest nad wyraz trudne, gdyż prawdziwa grawitacja ciągnęła Kalinę w jedną stronę, a mózg wirował ekstatycznie w poszukiwaniu tego, co zwykle nazywa się pionem. Nie znalazł.
Kalina w pozycji czołgającego się żołnierza dotarła do łazienki, ale tu pojawił się problem kolejny: sedes tak szybko zmieniał swoje położenie, wirując gdzieś pomiędzy sufitem a kafelkami na podłodze, że posadzenie na nim czegokolwiek graniczyło z cudem.
Tak było.
Teraz jest niemal idealnie: mogę już sama wyjść z domu i nawet zmniejszył mi się oczopląs na tyle, że podczas czytania nie widzę drżących literek. Jeśli poprawa utrzyma tempo, jutro będę całkiem zdrowa.
I jeszcze jedno: nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie poczucie bezpieczeństwa daje mi grawitacja. Jej brak w moim mózgu był naprawdę przerażający.