czwartek, 10 sierpnia 2017

kosmetyków

Na lotnisku podeszła do mnie uśmiechnięta pani i w języku inglish spytała mnie, jakich kosmetyków używam do pielęgnacji okolic oczu.
W pierwszej chwili nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie są okolice oczu.
Pani zorientowała się, że nie warto zadawać mi bardziej szczegółowych pytań i zaproponowała mi na próbę cudowny krem do tychże okolic.
Zgodziłam się.
ilewazy.pl
Sądziłam, że dostanę maluteńkie opakowanie kremu, jednak to nie było to. Pani rozsmarowała mi pod prawym okiem różowawą paćkę, tłumacząc przy tym, że kanały limfatyczne, komórki nerwowe, mięśnie okalające gałkę oczną, a nawet inne sprawy powodują, że mam zmarszczki. Trochę mnie to ucieszyło, bo dowiedziałam się także, że wystarczy rzeczoną paćkę rozsmarowywać pod moimi oczami i zmarszczki znikną. Nie żebym od razu zamierzała ją kupować, ale miło mieć świadomość, że zmarszczki można usunąć bez użycia ostrych urządzeń. Dostałam w łapki lusterko, aby podziwiać efekt działania kremu.
Podziękowałam za wspólnie spędzony czas i nic nie kupiłam. Za to radośnie pobiegłam do czekającej pod bramką rodziny. Powiedziałam im, że gdy tylko zechcę, mogę zlikwidować zmarszczki na twarzy. Nakazałam też podziwiać efekt działania kremu. Wszyscy byli zachwyceni. Uznali, że istotnie, pod jednym okiem mam zdecydowanie mniej zmarszczek.
I tu kończy się sielanka, a zaczynają schody, gdyż albowiem dostałam zaparcia intelektualnego i spytałam:
- Pod którym?
Bez żadnego wahania cała trójka wskazała to drugie oko. To bez kremu.

środa, 9 sierpnia 2017

działającego

Słowo honoru, że pamiętam niektóre liczby. Na przykład pesele swojej rodziny (tak, tak! moje drugie imię to EuGeniusz!), własny NIP, czasami nawet piny do kart płatniczych. Jednak za żadne skarby świata nie mogę zapamiętać pinu, którym się odblokowuje telefon po jego wyłączeniu. Ten, którego można wstukać tylko trzy razy...
Gdy wyjeżdżam z domu na kilka dni, przeważnie dzwonię do domowników w momencie, gdy bateria w telefonie wskazuje kilka procent i błagam, żeby biegli jak rącze gazele do lodówki i z niej przeczytali i podali mi pin. Po czym zapisuję go na tym, co akurat mam pod ręką. Najczęściej jest to szyba w samochodzie, a piszę cyfry (przepraszam wrażliwych estetów za ohydę i wulgarność) oślinionym palcem... A potem odczytuję je, patrząc pod słońce... Wstyd mi za to bardzo i wiem, że nie zostanę miss Pomorza Śląskiego z tego powodu.


etuistudio.pl
Tym razem wyjechaliśmy na urlop we czworo i nie było nikogo, kto by do lodówki zdążył na czas. A mój telefon się wyłączył. Na samym początku wyjazdu.

To był wstęp. Teraz jest treść zasadnicza:

Jasna pogoda, jak cudownie jest wyjechać na wakacje i nie mieć działającego telefonu!!! Żadnych maili, żadnego przeglądania bzdurnych stron, żadnego poczucia, że natychmiast muszę coś zrobić, żadnego myślenia o karambolach na autostradzie, seryjnych mordercach, obłudnych politykach, plagach egipskich i gradobiciach! Nikt mi nie przypominał o zagrożeniu terroryzmem, konieczności brania kredytów oraz niebezpieczeństwie latania samolotem. Telefon zamieszkał na tydzień w sejfie i nie wyszedł z niego ani razu! Nie musiałam go ciągle szukać w torebce, nie musiałam się martwić, że go zostawiłam w samochodzie na widocznym miejscu, nie musiałam się martwić, że nie usłyszałam, jak ktoś dzwonił. Nic. Wielkie, cudowne, wakacyjne NIC!

No każdemu życzę!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

należytych

Siedzimy na plaży. Późny wieczór. Cisza, spokój.
Niedaleko nas rozsiadają się państwo z malutkim szczeniaczkiem, który jest tak słodki, że przyciąga nasz wzrok silniej niż falująca woda. Gapimy się na pieska, wydając dźwięki typu: Ach, och, uch. Państwo bawią się z pieskiem. Mają z tego kudłatą górę piszczącej radości.
Nagle pani wstaje, bierze pieska na ręce, podchodzi do nas i kładzie przy nas cudnego szczeniaczka. "Proszę, też możecie się nim nacieszyć".

Zostaliśmy wylizani, obskakani, obwąchani, pogryzieni szpileczkowymi ząbkami - wszystko w należytych proporcjach.

Czy życie nie jest cudowne?!