- Co się stało? - Nie mam się w co ubrać!
- Uff... Już myślałam, że coś się stało i zaczęłaś sprzątać w szafie...
- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ewolucja nie zadbała o pewne aspekty naszego życia...![]() |
| narodowa potrawa świąteczna modliszek |
- Pomyliłam się i kupiłam za mało mięsa do bigosu.
- Rok temu opłaciłam roczną prenumeratę pewnego miesięcznika w firmie RUCH SA.
- Nie pamiętam, czy wzięłam rano leki, a bierze się je raz na dobę. Mam teraz wybór: albo umrę z przedawkowania, albo z nieleczonej choroby podstawowej.
- Od kilkunastu lat zajmuję się kupowaniem prezentów świątecznych w imieniu moich rodziców. Dziadkowie w związku z tym "kupują" najnowsze płyty, sprzęt komputerowy, nowinki sportowe, książki współczesnych pisarzy. I nikogo to nie
- Co się stało? Dlaczego płaczesz?
- Może do nas wpadniecie?
- Pomogły ci te leki?
- W celu zidentyfikowania rozmówcy muszę pani zadać kilka pytań. Czy może pani podać ulicę, przy której pani mieszka?
- Mamo, dzisiaj rozmawialiśmy z panią o zawiasach.
- W teatrze obok nas siedziała około 7-letnia dziewczynka, chorująca na zespół Dawna. Bardzo się bała, gdy pojawiała się jedna z aktorek - pani w okularach. Za każdym razem, gdy ta właśnie aktorka wypowiadała swoją kwestię, dziewczynka schodziła ze swojego siedzenia, kucała na podłodze i tylko zerkając pomiędzy siedzeniami, sprawdzała, czy jest już bezpiecznie. Gdy aktorka kończyła mówić, dziewczynka natychmiast siadała na siedzeniu i oglądała spektakl. Aż do następnego razu...
- Masochista to człowiek, odczuwający przyjemność w umyślnym zadawaniu sobie cierpień fizycznych lub psychicznych. Taka jest jedna z definicji słownikowych.
- Coraz więcej znajomych biega. Większość podchodzi do tematu profesjonalnie. Najpierw spędzają całe dnie w Internecie, szukając najlepszych butów, spodni, skarpetek, koszulek, majtek, sznurówek opasek na głowę, aplikacji na smartfona, rękawków i nie wiem, czego jeszcze. Potem zaczynają biegać. Ale są też inni, którzy w dresiku, w bluzie i w czapce z reniferem zabierają się do sprawy.
- Mam audiobooki w telefonie: Nienacki "Pan Samochodzik", Jane Austen "Emma", Sarah Blake "Niedoręczony list", "Tysiąc wspaniałych słońc" Khaleda Hosseini . Problem polega na tym, że pomieszała się kolejność wszystkich powieści i ich rozdziałów. Czyli np. słucham 19. rozdział Pana Samochodzika, po nim 34. rozdział Hosseini, a zaraz po nim 3. rozdział "Emmy". I tak całą drogę - 3 godziny w tamtą stronę i 3 godziny drogi powrotnej.
- Nie chcę się zagłębiać w politykę, ale czy możesz mi wytłumaczyć:
- Wczoraj poczułam, na czym polega cud infekcji wirusowej. Cud mniemany. Otóż usiadłam przed południem do pracy w stanie ogólnego zdrowia, a po godzinie już z trudem podpełzałam do łóżka, żeby ułożyć i przede wszystkich ugrzać wszystko to, co się trzęsło, drżało i szczękało. Cztery godziny snu nie przyniosły należytej poprawy i noc spędziłam wiercąc się jak fryga i żałując, że wieczorem nie chciało mi się wstać i zrobić dwóch zapasowych herbat... Ranek przyniósł w gratisie katar i kaszel, które już same w sobie stanowią dopust Boży.
- Wczoraj zapaliłam sobie świeczkę przy wannie. Cudowne wrażenie! Siedzisz sobie w gorącej wodzie, łazienka pogrążona w półmroku i tylko trzeba bardzo uważać, żeby świeczka nie wpadła do wody...
- Zadzwoniła do mnie mama z informacją, że zapomniała zadzwonić wieczorem do swojej synowej z życzeniami urodzinowymi. Naturalnie pamiętała sms-owo, ale głosowo - zapomniała. Pocieszyłam, uspokoiłam, rozłączyłam się. Po chwili zadzwoniła do mnie synowa mojej mamy, czyli moja bratowa, mówiąc, że przed kilkoma minutami jej teściowa, a moja mama, przysłała jej sms-a z przeprosinami, bo zapomniała wczoraj wieczorem zadzwonić z życzeniami urodzinowymi i jest jej bardzo przykro. Potwierdziłam. Mamie było rzeczywiście przykro. Problem w tym, jak wyjaśniła bratowa/synowa, że teściowa/mama wieczorem dzwoniła i składała jej telefonicznie życzenia. Znaczy się mama/teściowa dzisiaj nie pamięta tego, co działo się wczoraj wieczorem. Ustaliłyśmy strategię postępowania, winę zgodnie zrzuciłyśmy na tabletki, które mama/teściowa przyjmuje i opracowałyśmy dalszy plan działania. Miałyśmy pewność, że mama, gdy pozna fakty, zadzwoni do mnie w celu sprawozdawczym. Czyli na mnie spada ciężar opanowania sytuacji. Synowa/bratowa zadzwoniła ochoczo do teściowej/mamy, informując ją, że życzenia telefonicznie przyjęła wczoraj. Rozłączyły się, jak zawsze w przyjaźni. Wtedy mama natychmiast zadzwoniła do mnie, żeby się wyżalić, co się stało. Zgodnie z ustaleniami z bratową/synową zrzuciłam winę na tabletki, przykazałam program naprawczy w postaci zmniejszenia ich dawki, uspokoiłam i rozłączyłam się.
- Zainstalowałam nowy, lepszy, wygodniejszy, łatwiejszy w obsłudze Windows 10.![]() |
| w niektórych sprawach wskazany jest konserwatyzm... |
- Słyszałaś, że teraz sejm pracuje w trybie nocnym?
- Czytam kolejno lektury szkolne i dopiero teraz je rozumiem.
Na facebooku ktoś umieścił informację o modliszce i jej specyficznym apetycie "po".
Wsiadłam rano do samochodu. Pogoda cudna nie była, bo trudno spodziewać się cudu meteorologicznego w listopadzie. Dało się przeżyć - błogie "plus pięć" wciskało się za kołnierz, ale termokubek ratował sytuację. Kluczyk w stacyjce, stacja benzynowa i ruszam w drogę. Kilka kilometrów za tabliczką "koniec miasta mego" zaczęło lać. Zgodnie z definicją ulewy. Deszcz wszędzie. Wycieraczki biegają jak szalone, nie widać nic. W takim stanie spędziłam dojazd do autostrady, autostradę, zjazd z autostrady. Na miejscu deszczu brak. Pogoda może nie jest lipcowa, ale bez parasola mogłam opuścić bezpieczną strefę czterech kółek. Wieczorem - przyszedł czas rozstań i powrotów. Wsiadam w samochód i razem z Hołowczycem jedziemy. Ciemno, zimno, do domu daleko. Kilka kilometrów za tabliczką "koniec miasta owego" zaczęło lać. Zgodnie z definicją ulewy. Deszcz wszędzie. Wycieraczki... itp... aż dojechałam do miasta mego. Tam deszcz zamienił się w mgłę. Nie widząc nic, tylko kierownicę (a i to z trudem, bo miałam okulary do dali) dojeżdżam do domu. A tam...? "Ale mgła, co? A taka była ładna pogoda cały dzień...". Odbyłam podróż w innym wymiarze.
-Wypróbowałam foliowe skarpetki, które zakłada się na godzinę na stopy. Od nich skóra na stopach staje się gładka, delikatna i cudowna.
- Zawsze za najwyższe osiągnięcie ewolucyjne uważałam torbacze, których samica może na chwilę wyjąć świeżutkie dziecko z worka i pójść do kosmetyczki, albo z koleżankami skubnąć kwiatki na inną łąkę. Ostatnio za ideał stworzony w wyniku ewolucji uważam niedźwiedzie. Jedzą jesienią wszystko, co w łapy wpadnie, przesypiają tę najgorszą porę roku i budzą się wiosną szczupłe i wypoczęte.
- Podejrzewam, że bloki na PRL-owskich osiedlach były projektowane przez niezwykle inteligentnych architektów. Usiłowali oni przekazać w swych projektach bunt wobec systemu i projektowali budynki i całe osiedla tak, żeby były niepraktyczne, niewygodne, niedostosowane, żeby hulał na nich potworny wiatr, a latem słońce prażyło podwórka.
- W liceum chodziłam do klasy o profilu biologiczno-chemicznym, na którym główny nacisk kładziony był na historię, geografię i ZPT. Na poszerzonym angielskim w moim liceum najwięcej uczyli się fizyki, natomiast na matematyczno-fizycznym szaleli z chemią i rosyjskim... Od zarania dziejów szkoła żyje własnym życiem i żadne reformy nie zburzą jej niezachwianych murów. Nauczyciele są tacy sami od lat, choć są może modniej ubrani i mają tablice interaktywne zamiast liczydła. Zmiany programów nie zmienią mentalności pedagogów. Nadal na niektórych przedmiotach stosuje się metody, którymi uczona była babcia Kazimiera. Jedyne w co wierzę, to że młodzież jest teraz o wiele sprytniejsza i mądrzejsza niż wszyscy ministrowie razem wzięci i przeżyje reformy, nawet gdyby nagle okazało się, że maturę zdaje się co roku i to z przedmiotów, których naukę zakończyło się w przedszkolu.