- Mam kryzys.
- Wieku średniego?
- Nie. Siedzenia tutaj. Może posiedzisz chwilę sama, a ja się przejdę dookoła budynku?
- Idź spokojnie. Posiedzę.
- Coś się stało?
- Chyba jednak nie wytrzymam tu sama. Albo zostaniesz, albo idziemy razem.
- To chodź.
- A jak coś się zacznie złego dziać? Akurat jak nas nie będzie?
- Chyba lepiej, żeby się działo, jak nas nie będzie. Obawiam się, że jeśli zaczniemy udzielać mamie pierwszej pomocy, to jej szanse na przeżycie maleją.
- A ty umiesz udzielać pierwszej pomocy?
- Jestem ekspertem. Mam za sobą szkolenie teoretyczne i praktyczne.
- Hej!? Naprawdę?
- Taa... Teoretyczne, bo kiedyś widziałam w metrze plakat na temat udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków.
- Nieźle! A praktyczne? Wezwałaś kiedyś ze swojej komórki pogotowie do sąsiadki?
- Nie. Widziałam w telewizji film o ostrym dyżurze.
- I udzielali akurat pomocy ofierze wypadku?
- Nie. Lekarz rozmawiał z pielęgniarką o tym, że muszą bardziej uważać ze swoim romansem, bo chyba inni lekarze się domyślają. Ale w końcu chyba można to uznać za jakiś kontakt z pierwszą pomocą?
- Jakiś tak... Czyli prawie możesz pracować na oddziale ratunkowym...
- Dokładnie to nie wiem, ale jedno jest pewne: czy jesteśmy przy mamie, czy nas nie ma - jej szanse są identyczne!