czwartek, 24 stycznia 2013

nie wytrzymam

- Co masz taką minę?
-  Mam kryzys.
- Wieku średniego?
- Nie. Siedzenia tutaj. Może posiedzisz chwilę sama, a ja się przejdę dookoła budynku?
- Idź spokojnie. Posiedzę.
- Coś się stało?
- Chyba jednak nie wytrzymam tu sama. Albo zostaniesz, albo idziemy razem.
- To chodź.
- A jak coś się zacznie złego dziać? Akurat jak nas nie będzie?
- Chyba lepiej, żeby się działo, jak nas nie będzie. Obawiam się, że jeśli zaczniemy udzielać mamie pierwszej pomocy, to jej szanse na przeżycie maleją.
- A ty umiesz udzielać pierwszej pomocy?
- Jestem ekspertem. Mam za sobą szkolenie teoretyczne i praktyczne.
- Hej!? Naprawdę?
- Taa... Teoretyczne, bo kiedyś widziałam w metrze plakat na temat udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadków.
- Nieźle! A praktyczne? Wezwałaś kiedyś ze swojej komórki pogotowie do sąsiadki?
- Nie. Widziałam w telewizji film o ostrym dyżurze.
- I udzielali akurat pomocy ofierze wypadku?
- Nie. Lekarz rozmawiał z pielęgniarką o tym, że muszą bardziej uważać ze swoim romansem, bo chyba inni lekarze się domyślają. Ale w końcu chyba można to uznać za jakiś kontakt z pierwszą pomocą?
- Jakiś tak... Czyli prawie możesz pracować na oddziale ratunkowym...
- Dokładnie to nie wiem, ale jedno jest pewne: czy jesteśmy przy mamie, czy nas nie ma - jej szanse są identyczne!

księżniczki

- Najgorsze są takie małe księżniczki.
- Jakie znowu księzniczki?
- No wiesz... Takie małe dziewczynki w różowych sukienkach, różowych bucikach, z różową torebeczką...
- Moja sąsiadka, jak była w ciąży, mówiła, że nie będzie ubierać córki na różowo. Kupiła czarny wózek, pokoik dziecięcy wymalowała na zielono, kupowali ekologiczne, drewniane zabawki...
- Taka nowoczesna mama?
- Tak... Aż dziecko poszło do przedszkola. Od tego czasu - róż, tiul i kokardki.
- Tego się chyba nie da ominąc...
- Ja ominęłam.
- Ty?
- No tak. Nie mam dzieci, więc nie musiałam przechodzić etapu ubierania córki na różowo.
- Z chłopcami jest inaczej. Lepiej. Oni jakoś łagodniej przechodzą przez życie.
- Tak? Z karabinem zabawkowym, grą- strzelanką i spodniami opuszczonymi do połowy pośladków?
- A jak przechodzą kryzys wieku średniego to naciągają sportowe spodenki na wystające brzuchy i jeżdżą rowerem po lesie.
- Ale do lasu dowożą rower na bagażniku swojego wielkiego, czarnego samochodu...
- To chyba już wolę różowe sukienki niż mundur strażaka...

kość

- Zrobiło mi się za uchem takie coś...
- Grzybica?
- Nie. Jakby wystająca kość. Myślę, że to od tego, że kiedyś przewróciłam się na placu zabaw i walnęłam się w głowę. Musiałam mieć wtedy pęknietą czaszkę, tylko że mama nie pojechała ze mną do szpitala i nikt tego nie rozpoznał. A teraz ponoszę tego konsekwencje...
- Pokaż to... Dziwne. Jakaś dziwna ta kość...
- Dziwna? Myślisz, że to raczej nowotwór? A ty jak masz za uchem? Pokaż!
- Jezu, czy ty wszystko musisz oglądać?
- No pokaż... Wiesz co... Ty też masz taką kość...
- A mama? Zobacz!
- To samo! Myślisz, że to u nas dziedziczne?
- No wiesz... geny przecież...
- Ale że kość?
- Ciesz się, że to za uchem. Gorzej by było, gdybyśmy wszystkie trzy miały to na czole, nie uważasz?
- A wiesz co... Trochę mi żal... Taką ładną historyjkę miałam o tej kości... No wiesz... Plac zabaw, złamanie, niedopatrzenie mamy... Już nawet sobie pomyślałam, że te wszystkie moje bóle głowy, to od tego...
- Współczuję...
- Jak to: współczujesz?
- No bo już byłaś na najlepszej drodze, żeby wszystkie swoje życiowe klęski zwalić na mamę... No wiesz, że nie pojechała z tobą do szpitala...
- No... A tu znowu nic... Nadal sama jestem sobie winna...
- Może część chcesz zrzucić na mnie?
- A co byś wzięła?
- No... że na przykład kiedyś zbiegałyśmy razem po schodach, ty sie zatrzymałaś, a ja nie i przewróciłam sie prosto na ciebie..?
- To za mocne. Daj coś mniej patetycznego...
- To nie mam pomysłu.
- Tak to z tobą jest... Najpierw proponujesz, że coś na siebie weźmiesz, a potem, jak przychodzi co do czego, to się wymigujesz...
- To jest dobre! Nie możesz na mnie polegać, bo się wymiguję!
- Dzięki! To biorę. Jakbyś jeszcze coś miała, to się nie krępuj!

ustaliłyśmy

- Rozmawiałyśmy wczoraj, tak?
- Ale kiedy dokładnie, bo wczoraj rozmawiałyśmy cały dzień...
- Około 15. Wtedy, gdy pielęgniarka podawała mamie leki. Pamiętasz, tak?
- No coś tam pamiętam, ale za Boga nie wiem, o czym akurat wtedy mówiłaś...
- Ustaliłyśmy, że będziemy się rozsądnie dzielić obowiazkami!
- Aha.
- I dzisiaj ja miałam przyjść do mamy. A ty jutro. Bo ja jutro nie mogę. Pamiętasz to?
- Pamiętam.
-To co ty tu dzisiaj robisz? Miałaś nie przychodzić!
- Ale obudziłam się rano i stwierdziłam, że nie wytrzymam sama w hotelu. A roboty i tak teraz nie mam. Więc przyjechałam. Myślałam, że tu będzie mi łatwiej, bo mam w końcu siostrę, która teoretycznie powinna być moją najbliższą osobą... Ale oczywiście popsułam ci plany, bo nie spodziewałaś się dzisiaj gości, co?
- Jezu... Ty jesteś nienormalna!
- Mam to po tobie!
- Ale ja jestem młodsza!
- To co!? Jak młodsza to znaczy, że nie świr?

uczulenie

- Pamiętasz jak zbierałyśmy na łące obok nasypu takie małe niebieskie kwiatki?
- Jestem uczulona na trawy.
- O Boże! Ty to każdą romantyczną sytuację umiesz zepsuć!
- To co, mam udawać, że było cudownie? A ja potem miałam wysypkę i musiałam łykać takie duże, białe tabletki! Ale ty oczywiście tego nie wiesz, bo układałaś sobie cudowne, niebieskie bukiety, a wiatr ci rozwiewał, włosy! Romantyczka, cholera...
- No to teraz poszłaś po bandzie... Chciałam być tylko miła i jakieś wspólne wspomnienie z tobą omówić, ale widzę, że się nie da. Albo uczulenie, albo wszy, albo parch... Powinnaś pracować w prosektorium. W sam raz miejsce na twoją estetykę.

otwórz

- Otwórz mi drzwi!
- Co to jest? Służącą sobie znalazłaś? Ciągle tylko: zrób to, zrób tamto... A sama nie możesz sobie otworzyć?
- Nie, bo to ty masz klucz!

zarazić

- Myślisz, że tu się można czymś zarazić?
- Ale że czym?
- No nie wiem... Chorobą jakąś...
- No coś ty! O chorobie to bym akurat nie pomyślała...

starsza

- Jezu, nie mogę sobie przypomnieć... Jak to było...?
- Nie, no nie przejmuj się. Przecież w twoim wieku to zupełnie normalne, że się ma zaniki pamięci.
- Przypominam ci, że to ty jesteś starsza!
- Niektóre sprawy natomiast pamiętasz aż za dobrze.

tipsy

- Nie spodziewałam się, że malujesz paznokcie...
- Nie maluję. To tipsy.
- To dopiero szok!
- Zrobiłam sobie, żeby mieć święty spokój i akurat się ten wyjazd napatoczył... Anioł stróż mnie natchnął, czy co...?
- Nie no, proszę cię, nie mieszaj anioła z tipsami!

nalegam

- Ale ja nalegam, żebyśmy tam poszły razem!
- To nalegaj. Ja nie pójdę!
- Ale dlaczego?
- Bo wkurza mnie, że ciągle muszę realizować twoej głupkowate pomysły i obiecałam sobie, że nie będę sie bezmyślnie zgadzać na wszystko. Przemyślałam to i podjęłam decyzję: nie idę.
- Jezu! Akurat dzisiaj musisz przechodzić bunt nastolatki?
- To nie jest bunt nastolatki, tylko świadome podejmowanie decyzji.
- Dobrze. Szanuję twoje świadome podejmowanie decyzji. Idę sama. A ty tu siedź jak kołek i przemyśl sobie jeszcze to, że lepiej się na tym znasz niż ja i powinnaś tam iść ze mną!
- No dobra. Przekonałaś mnie.
- Jezu! Wariatka! I po to była ta cała scena, żebyś się teraz zgodziła? Nie mogłaś się zgodzić, zanim sie na ciebie wkurzyłam?
- To teraz mam iść, czy nie, bo już nie wiem...

walnięta

- Źle się czuję.
- To zupełnie coś nowego! Codziennie na wszelki wypadek mówisz, że się źle czujesz, żeby potem mieć wymówkę i nic nie robić. A może tak dla odmiany dzisiaj będziesz się dobrze czuła?
- Przewróciłam sie na schodach i mam siniaka na tyłku.
- Pokaż! O, cholera! To czemu nie zadzwoniłaś, że nie przyjdziesz? Powinnaś chyba iść do lekarza! Najlepiej jedź na ostry dyżur, to ci zrobią zdjęcie!
- Ty jednak walnięta jesteś!
- Nie, to ty jesteś!
- Ale ja w tyłek!

czarno

- Czekaj, ja tam pójdę. Tak żeś się na czarno ubrała, że jak cię zobaczą, to pomyślą, że jesteś z firmy pogrzebowej i zamiast kawy dadzą ci wodę święconą.

wcisnąć

- Kim chciałabyś być, gdybyś nie była sobą?
- Mamą.
- Naszą mamą?
- Nie. Zwykłą mamą. Chciałabym mieć męża i dwoje dzieci.
- Ale przecież ty cały czas pracujesz! To jak chciałabyś w to wszystko wcisnąć jeszcze dzieci?
- Normalnie. Na siłę bym dopchnęła.
- Butem?
- Nie. Kolanem.

u Chińczyka

- Może pójdziemy dzisiaj na obiad do Chińczyka?
- No dobra. Jeśli chcesz...
- Prawdę mówiąc, nie chcę. Myślałam, że ty masz ochotę...
- To może pójdziemy gdzie indziej. Jestem trochę głodna, ale nie przepadam za chińskim żarciem... Czemu tak patrzysz?
- Bo też nie lubię chińskiej kuchni.
- To dlaczego chciałaś iść do chińskiej knajpy?
- Bo wszyscy lubią, więc myślałam, że ty też.
- My chyba jednak nie jesteśmy jak wszyscy...

telefon

- Chyba zgubiłam telefon.
- Jaki?
- Stacjonarny.
- Co?
- No pomyśl, jaki mogłam zgubić.
- Komórkę?
- Geniusz! Geniusz! A mogłabyś do mnie zadzwonić?
- Ale po co mam do ciebie dzwonić, skoro zgubiłaś telefon?
- Mówię, że chyba zgubiłam.
- Czyli od kiedy go nie możesz znaleźć?
- Od teraz.
- A kiedy ostatnio dzwoniłaś?
- Jakieś pół godziny temu.
- Czyli nie zgubiłaś go, tylko gdzieś położyłaś i nie możesz znaleźć.
- A ty słowniki piszesz, że jesteś taka skrupulatna?

zatrułam się

- Zatrułam się czymś.
- Czym?
- Kurde, zachowujesz się zupełnie jak nasz ojciec... Jak zadzwoniłam kiedyś do niego, żeby przyjechał po mnie, bo miałam wypadek samochodowy i walnęłam w porsche sąsiadów, to mnie zapytał, czy to porsche jest czerwone...
- Ale o co ci chodzi? Że pytam: czym? Przecież jest chyba różnica, czy zatrułaś się na przykład trutką na szczury, czy zbyt dużą ilością popcornu!
- Skąd wiedziałaś, że to popcorn?
- Bo śmierdzisz jak kasjerka w kinie...

facet

- Miałam kiedyś faceta, który pracował w szpitalu.
- Był lekarzem?
- Nie. Rehabilitantem.
- No i co?
- Nic. Koniec historii.
- Jasna cholera. Ja się nastawiam, że wreszcie jakaś klapka ci się w mózgu otworzyła i przemówisz ludzkim głosem, a...
- I tak byś się nie zorientowała...

szarpiesz

- Nie szarp jej tak!
- Nie szarpię.
- Szarpiesz.
- To sama jej popraw ten rękaw!
- A jak ja zacznę szarpać, to na kogo mam zwalić tę robotę? Po prostu nie szarp i rób.
- O co ci chodzi znowu?
- O to, że jak ci się nie chce czegoś robić, to robisz to na odwal i czekasz, aż ktoś cię ochrzani i zrobi to za ciebie!
- Doktorat z psychologii korespondencyjnej...
- Nie. Po prostu zwykła, ludzka obserwacja.
- To ty robisz coś jak zwykły człowiek? A ja myślałam, że nawet jak się drapiesz po plecach, to masz na to specjalny algorytm dla osób wybitnych...

pytam

- Zrobisz to?
- Tak.
- Ale widzę, że jesteś zła.
- No to nie zrobię.
- Ale o co ci chodzi? Tylko pytam!
- No to pytaj. Ale czemu każdą odpowiedź uważasz za złą?
- Chyba zwariowałaś!
- Widocznie się zaraziłam. Ciekawe, od kogo...

stara

- Nie mogę uwierzyć, że ona jest już taka stara...
- A pamiętasz jaka była na wakacjach w tym drewnianym domku przy pastwiskach?
- Pamiętam. Nigdzie nie mogłyśmy chodzić, bo ciągle ją coś bolało...
- No... To ona wtedy była młodsza niż ja teraz...
- I ciebie też teraz ciągle coś boli?
- Nie. Ale też mi się nigdzie nie chce łazić...