Kalina obserwuje siebie - matkę.
Bardzo się matka-Kalina zmieniła. Dorosła. Dojrzała. Nabrała ciszy w usta. Nabrała spokoju w ciało. Nabrała cierpliwości.
- No chyba mi nie powiesz, że nie krzyczysz na swoje córki?! - powiedziała niedawno koleżanka do Kaliny.
Nie krzyczy Kalina. Kiedyś zdarzało się, gdy Kalina nadrabiała brak rozumu nadmiarem głosu. Teraz Kalina wie, że gdy krzykiem coś osiągała, natychmiast wszystko traciła. Na długo.
Bo najwięcej traci ze swojego środka ten, co krzyczy. Siebie wykrzykuje. Bezpowrotnie.
Widzi Kalina po tych, co ciągle krzyczą na innych, że już nic nie mają. Tylko krzyk.