- Zauważyłam, że większość znajomych w rozmowie delikatnie dotyka tematów politycznych, chcąc wybadać moje poglądy i dopiero wówczas deklaruje się ze swoimi. Ja też delikatnie, na paluszkach, w rękawiczkach, żeby nie wpaść na minę w postaci radykała. Unikam "tych" tematów z osobami, o których wiem, że zbudowały zasieki. I to nie ma znaczenia, po której stronie. W efekcie nie mam okazji usłyszeć łagodnej, zwykłej, nieagresywnej argumentacji. Słyszę tylko "bardzo za", albo "bardzo przeciw". Czy to oznacza, że jeśli ktoś nie ma skrajnych poglądów, to woli się nie wypowiadać?- Myślę, że każdemu w rozmowie z radykałem trudno argumentować łagodnie. Przy radykale możesz tylko albo strzelać do niego, albo podawać mu amunicję, żeby strzelał do innych... Dlatego ci o środkowych poglądach unikają dyskusji, bo nie chcą mieć do czynienia z bronią.







