
- Do naszej szkoły prowadzi ulica, na której mieści się tylko jeden samochód. Na szerokość. Na długość niestety mieści się ich więcej.
Aby ułatwić dojazd do szkoły, ulicę tę uczyniono ślepą. Oznacza to, że jeśli ktoś podjedzie pod szkołę, to musi albo zawracać, co jest dość skomplikowane, albo wyjeżdża w sposób określany mianem: wycofywanie tyłem.
Okazuje się, że niebywałych zdolności intelektualnych wymaga zrozumienie, że jeśli ktoś wjechał w ulicę ślepą, wąską jak talia modelki, to nie powinien wjeżdżać w tę uliczkę następny samochód, gdyż albowiem wjazd jest jednocześnie wyjazdem i następny samochód uniemożliwia wyjazd poprzedniemu.
Wśród rodziców szkolnych powszechnie obowiązuje zasada zwana: a-co-mnie-to-obchodzizm? i przeważnie w uliczkę wjeżdża następny, następny, a nawet jeszcze następniejszy samochód.
Robi się obstrukcja komunikacyjna.
W tych okolicznościach przyrody dochodzi do uprzejmej wymiany gestów przez szyby samochodów w celu przyspieszenie wyjazdu blokujących samochodów.
Ale jak ktokolwiek ma wyjechać, skoro kolejni się pakują, sądząc ufnie, że tej nocy dokonano zamiany ulicy ślepej w ulicę okulistycznie sprawną.
W ten oto sposób dowożenie dzieci do szkoły, z czynności nudnej i monotonnej, staje się każdorazowo początkiem trzeciej, czwartej, a nawet piątej wojny światowej.
W samochodach siedzą dzieci powyżej opisanych kierowców, które, nie wiadomo skąd, uczą się chamstwa, arogancji, nieposzanowania innych i choreografii rąk o wymowie niemiłosnej. Chyba z filmów się uczą, bo w domu takich słów się przecież nie używa.