Tata Haliny miał operację. Poważną. Wielogodzinną. Po niej wpadł w psychozę pooperacyjną i zaczęło mu się wydawać. Oj, zaczęło.
Minęły już trzy tygodnie od operacji, a psychoza niekiedy mija, a niekiedy nie. To źle wróży, bo powinna już całkiem zniknąć. Ale ani tata, ani psychoza nie wiedzą, że tak mówią podręczniki.
Halina pojechała do taty w odwiedziny i usiadła przy jego szpitalnym łóżku na krzesełku.
- Halino, ja się tu wykończę. Spać nie mogę - zaczął tata, gdy sąsiad z sali szpitalnej wyszedł na spacer po korytarzu. - Zauważyłem, że między szafą a ścianą jest dość duża szpara. I czy ty wiesz, że w nocy, gdy wszyscy śpią, przychodzą tu pielęgniarki z całego budynku, wchodzą do tej szafy i przez specjalne drzwi, które są w ścianie za szafą, przechodzą do łazienki? I one się tam w tej łazience wszystkie zbierają i aż nie będę ci opowiadał, co one tam robią...
Halina wie, że to nie tata widzi te pielęgniarki w szafie, tylko jego chory umysł, ale jednak trudno jest jej zachować powagę, gdy z ust własnego, rodzonego ojca, profesora fizyki, słyszy takie zeznania...
piątek, 9 sierpnia 2019
czwartek, 8 sierpnia 2019
pozytywnie
- Mamo, przyjadę dzisiaj do ciebie - powiedziała Kalina przez telefon.
- Och, nie pasuje mi. Dzisiaj mam wychodne. Jadę taksówką do parku. Tam spotykam się z kolegami ze studiów (wiek: 87 i 89 lat). Potem inną taksówką pojedziemy do naszej koleżanki z roku, która mieszka w domu dla starszych, samotnych ludzi. Wrócę po obiedzie. Dam ci znać jak wrócę, żebyś się nie denerwowała.
- Ubierzesz się jakoś ładnie, mamo?
- Naturalnie. Zakładam białe, lniane spodnie.
Kalina pomyślała, że też chce się w parku spotykać z kolegami ze studiów, gdy będzie miała 84 lata. W białych, lnianych spodniach.
I Kalina pomyślała jeszcze, że Kalina nie ma szans na bycie normalną, stateczną osobą, mając taką mamę, i grajcie aniołowie, śpiewajcie chóry niebiańskie i wróżki łąkowe dzwońcie w dzwonki z radości, że trafiła się Kalinie mama pozytywnie postrzelona i to wielokrotnie.
- Och, nie pasuje mi. Dzisiaj mam wychodne. Jadę taksówką do parku. Tam spotykam się z kolegami ze studiów (wiek: 87 i 89 lat). Potem inną taksówką pojedziemy do naszej koleżanki z roku, która mieszka w domu dla starszych, samotnych ludzi. Wrócę po obiedzie. Dam ci znać jak wrócę, żebyś się nie denerwowała.
- Ubierzesz się jakoś ładnie, mamo?
- Naturalnie. Zakładam białe, lniane spodnie.
Kalina pomyślała, że też chce się w parku spotykać z kolegami ze studiów, gdy będzie miała 84 lata. W białych, lnianych spodniach.
I Kalina pomyślała jeszcze, że Kalina nie ma szans na bycie normalną, stateczną osobą, mając taką mamę, i grajcie aniołowie, śpiewajcie chóry niebiańskie i wróżki łąkowe dzwońcie w dzwonki z radości, że trafiła się Kalinie mama pozytywnie postrzelona i to wielokrotnie.
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
sny
Mam bardzo realistyczne sny. Gdy się budzę, nie mam pewności, co dzieje się naprawdę.
Dziś śniło mi się, że roślina w pokoju mojej córki została przez kogoś przycięta. Ucieszyłam się, bo myślę o tym od dawna.
Poszłam sprawdzić. Nie została przycięta, ale wypuściła piękne odnóżki, co ucieszyło mnie jeszcze bardziej.
Ten, co wkłada mi sny do głowy, ma niejasne poczucie co, gdzie i jak, tylko szczegóły mu się jeszcze plączą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)