niedziela, 15 lipca 2018

dobrze

- Halo, Kalinko? I jak tam u Was? Co u najstarszej córki?
- Jest już lepiej, mamo. Gorączka już jej minęła, nawet wstaje z łóżka, tylko ja się teraz pochoro…
- A jak tam u młodszej córki, Kalinko?
- Odsypia, zadowolona. Tylko ja, mamo, leżę chora, bo...
- A jak tam twój mąż, Kalinko?
- Świetnie. Szaleje jak zwykle. Tylko ja, mamo, ledwo żyję, bo...
- To wspaniale, Kalinko, że wszystko u was dobrze. To do usłyszenia. Zadzwonię jutro. Pa!

wtorek, 3 lipca 2018

nakrętkę

Wróciłam do samochodu po kilku godzinach, zmęczona i bardzo spragniona. Samochód stał w pełnym słońcu, temperatura w środku zbliżała się do poziomu imponującego.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
 - Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.

Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.

poniedziałek, 2 lipca 2018

składaniem

- Mamo, dziadek zadzwonił do taty, że kupił tę samą półkę co my i nie może sobie poradzić ze składaniem. Tata pojechał mu pomóc.
- To super. A czym się martwisz?
- To jest ta półka, przy której tata po godzinie musiał wyjść na spacer, żeby się uspokoić. A my same dokończyłyśmy składanie, pamiętasz?
- Oj...
- No właśnie. I babcia przysłała mi smsa z pytaniem, jak to się u nas skończyło, bo tata i dziadek już ze sobą nie rozmawiają...
;-)

piątek, 29 czerwca 2018

wykryły

Satelity poruszające się bezustannie nad naszymi głowami wykryły na terytorium północno-wschodnich Indii wielkie plamy czerwonego koloru. Naprawdę wielkie.
Podejrzewano skażenie chemiczne, ale okazało się, że plamy pojawiają się w ciągu kilku dni, a po jakimś czasie stopniowo znikają, począwszy od brzegu, aż do środka.
Wnikliwe analizy wykazały, że plamy znajdują się na terenie pustynnym.
Satelity wytężyły swe oko i odkryły, że czerwone plamy obejmują ogromne połacie pustyni, na których suszy się papryczki chilli.
Świeże papryczki są rozkładane na gigantycznych powierzchniach, pokornie schną w świetle rozżarzonego pustynnego słońca i w formie bezwodnej trafiają do kuchni rozkochanych w kulinariach Hindusów.
Satelity, skażenie, analizy, naukowcy. Nie śmiejmy się.
A to już nie można dla siebie i kilku milionów sąsiadów papryczki suszyć?
;-)

środa, 27 czerwca 2018

pokręceniem

W każdym pomieszczeniu w domu jest inny czas. Podczas gdy w sypialni zegarek pokazuje 15.45, w kuchni na kuchence jest już 17.20, a w salonie coś około 20.20.
Niby nic. Człowiek powinien wiedzieć, że zegary wskazują różne godziny. Ale niestety, człowiek nie wie. I za każdym razem, gdy człowiek patrzy na zegar, przestawia zegar w swojej głowie na tę godzinę, którą akurat widzi.
I tak np. człowiek robi obiad, zerka na zegar na kuchence i myśli "jaciękręcę, jak już późno". Przyspiesza sytuację obiadową, wychodzi na moment do salonu, siada na fotelu z książką, czyta przez moment, spogląda na zegar i myśli "jesoo, zagapiłam się i minęły aż 3 godziny...". Zdezorientowany wchodzi do sypialni, rzuca zmęczonym okiem na zegar przy łóżku i widzi, że jest dość wczesne popołudnie...
Kompletne pomieszanie. Z pokręceniem.
I tak kolejny dzień.
A wszystko dlatego, że w poniedziałek wyłączono u nas prąd i po jego włączeniu zegarki rozpoczęły swoją działalność od różnych godzin. Nieprawdziwych.

Z utęsknieniem czekamy na powrót drugiego człowieka, który umie nastawiać zegary. Wróci w czwartek, ale za ile to będzie godzin - któż to wie...

niedziela, 24 czerwca 2018

wirtualnym

Dzielenie świata na realny i wirtualny jest bezcelowe.
Poznałam w realu kolejną osobę, która przez lata istniała w moim wirtualnym świecie i, słowo honoru, jest prawdziwa! I to jak prawdziwa!

Mam nadzieję, że ta zasada działa w dwie strony,

czyli, że niektóre osoby z mojego realnego świata uda mi się przenieść do wirtualnego i wówczas okaże się, że przestaną istnieć w mojej rzeczywistości.
Mam już nawet przygotowaną specjalną listę.
;-)

czwartek, 21 czerwca 2018

abonament

Głos donośny, ton podniosły:

- Halo, Kalinko? Czy ty wiesz, że ja dostałam właśnie informację z Timobilę, że mogę mieć abonament za 19 zł? I wszystko za darmo? I nie muszę kupować telefonu? A ja teraz płacę 49 zł! Tyle pieniędzy i za co!? Przecież ja wcale nie korzystam! To jest jakieś złodziejstwo!
- Mamo, może zadzwonisz do mojej siostry i z nią ustalisz szczegóły? Ona ci na pewno doradzi, co zrobić. Tylko bardzo cię proszę, ustal z nią, że to ona musi doprowadzić sprawę do końca.
- Do jakiego końca, Kalinko?
- Jak już ustalicie, że masz zmieniać abonament, to moja siostra pojedzie z tobą do biura, wszystko załatwi i będzie pilnować. I odbierze umowy, i z tobą je potem podpisze, i ewentualnie będzie je odsyłać. Dobrze?
- Kalinko, ale przecież ona teraz wyjeżdża!
- Oj, to nie może zmienić ci abonamentu?
- No nie.
- A, to wielka szkoda.
- Ale to nic! Przecież wszystko jest w porządku z tym abonamentem, który teraz mam. Po co zmieniać? A co u ciebie?

Melisę! Królestwo za melisę!

środa, 20 czerwca 2018

polskiego

Wracałam do domu podczas meczu polskiej reprezentacji.
Jeszcze nigdy nie jechałam tak pustymi drogami. Na odcinku 30 km wyprzedziłam trzy samochody, z przeciwnej strony nie jechał nikt.
W pewnym momencie na drogach pojawiło się całkiem sporo samochodów. Wyrosły jak grzyby po deszczu, chociaż to nie był koniec meczu. Spojrzałam na zegarek. Po powrocie do domu sprawdziłam chronologię meczu. Był to moment, gdy Polacy stracili drugą bramkę. Część ludzi przestała oglądać mecz.
Niewierni Tomasze polskiego sportu zapchali mi ostatni odcinek drogi. Taka prawda.

niedziela, 10 czerwca 2018

cynii

Starsza córka zorganizowała dwudniowe urodziny w cudownym,maleńkim leśnym domku.

Kąpali się w rzeczach w jeziorze, siedzieli do rana na trawie, spali (niezbyt długo...) w siedmioro na dwuosobowym łóżku, walczyli z zepsutym bojlerem, robili sobie śmieszne zdjęcia o wschodzie słońca i pilnowali, żeby nikt nie podeptał cynii, które z miłością uprawia pan dziadek.
No coś pięknego!

czwartek, 7 czerwca 2018

pozory

Ten porządek to tylko pozory. W rzeczywistości za fasadą wszystko jest poprzestawiane i pomieszane.
Poczucie winy miesza się ze zmęczeniem i brakiem pewności siebie, a smutek plącze się z brakiem motywacji i energii.
Jeśli naturalnie brak czegoś może się mieszać lub plątać.
Może.
W końcu to moja fasada i moje poprzestawianie.

przesyłkę

Trzeci dzień walczę z inpostem o moją przesyłkę.
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...

środa, 6 czerwca 2018

świeci

Na podłodze widzę linię światła, rozszczepioną w tęczę. Jest wcześnie. Słońce nie zagląda teraz do moich okien, więc zaczynam obserwować drogę, jaką pokonało, wślizgując się na podłogę.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.

Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

bo

Muszę to przemyśleć: ;-)

kolejce

Rejestracja w przychodni. Dwa okienka, tłum ludzi. Wszyscy razem, w jednej kolejce, jak za starych dobrych czasów: do pobrania krwi, do zmierzenia ciśnienia, do psychiatry, pediatry i lekarza rodzinnego. Z kleszczem w nodze, bólem głowy i wysypką na pośladku. Wszyscy czekają w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego - poniedziałek po długim weekendzie, a każdy wie, że spieszy mu się najbardziej.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.

Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.

niedziela, 3 czerwca 2018

odhaczamy

Duch czasu powiedział do mnie: "Kalino, jestem! Skończ z niechęcią. Weź głęboko powietrze w płuca, poczuj jak wypełnia cię całą i zdobądź się wreszcie".
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.

Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.

Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.

Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".

Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.

I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...

I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)

zmieniam

Zmieniam się. To dziwne uczucie.
Mam świadomość, że jestem inna w środku niż pięć lat temu. Niż rok temu. Niż trzy miesiące temu. Niż tydzień temu.
Więcej czasu poświęcam spokojowi. Nie spieszę się.
Myślę, zanim odpowiem na pytanie.
Ćwiczę jogę, uczę się medytacji, słucham audiobooków i nie podążam za polityką.
Lubię nosić bransoletki i zastanawiam się, czy zrobić sobie dziurki w uszach.
Chyba mniej jest we mnie ognia, a więcej ziemi. Mniej powietrza, a więcej wody. Mniej mówienia, a więcej myślenia.
Nauczyłam się milczeć.
Gorąco i zimno zmieszało się we mnie, dając nową temperaturę.
Gdy czuję, że ktoś składa mi skrzydła, odsuwam się i szukam lepszej przestrzeni.

Zmieniam się również na zewnątrz. To dziwne uczucie.
.


rękoma

Całe szczęście, że to nie ja zostałam żoną któregoś z książąt. Dziękuję losowi, gdyż jest jedna sprawa, która bardzo by mnie męczyła, gdybym jednak musiała zostać księżną w jakimś eleganckim zamku.
Otóż uwielbiam jeść rękoma. Może nie wszystko, ale są potrawy, które same włażą mi w palce. Taki na przykład makaron - no muszę palcami i już. Tak samo mięso, które ma w sobie fragment kości. Albo większe fragmenty jarzyn z sałatek. Tylko rękami. Widelec może mi ostatecznie służyć do odsuwania tych elementów, których nie mam ochoty akurat wyjeść.

Kiedyś na imprezie siedziałam obok Magdy i obok wielkiej misy sałatki (pysznej!), w skład której wchodziły między innymi pieczone buraki. Początkowo wyjadałyśmy z Magdą fragmenty sałatki dyskretnie. Potem przysunęłyśmy misę bardzo blisko nas i bez żadnych ograniczeń wyjadałyśmy poszczególne składniki, zgodnie z kolejnością lubienia. Bardzo szybko sałatka się skończyła, a my oblizywałyśmy palce z sosu. Pysznego!

Także ten... Współczuję, jeśli ktoś nigdy nie jadł spaghetti, trzymając nitki makaronu palcami wysoko nad swoją głową i wciągając go od dołu. Mmmm...

piątek, 1 czerwca 2018

rozerwę

Mam roztrojenie wewnętrzne. Chyba się rozerwę na kawałki, bo czuję, że jako jedność nie podołam.

Po pierwsze, młodsza córka jest chora i musi dostawać krople do oczu, co okazało się najgorszą karą, jaka może spotkać nieletnią. Zakroplenie jednego oka zajmuje nam osiem lat świetlnych, siedem wiader łez, tonę pisków i inne takie. O drugim oku nawet nie wspomnę...

Po drugie - ja ledwo żyję, boli mnie, co przewidziała pani doktor w środę ("A gdyby panią zaczęło boleć, proszę brać leki przeciwbólowe..." Ale wtedy nie bolało!)

fifek.pl
Po trzecie - starsza córka szykuje się do samodzielnej jazdy samochodem. Dla jasności dodam, że jest to moja starsza córka i mój samochód...

;-)

czwartek, 31 maja 2018

życzenia

załamka.pl
- Halo, Kalinko, tu mama. Chciałam ci złożyć życzenia, ale  nie jestem pewna, czy ty masz dzisiaj imieniny.
- Nie, mamo. Nie mam.
- O, to szkoda, bo ja sobie właśnie przypomniałam o twoich imieninach i miałam nadzieję, że to dzisiaj.
- Moje imieniny są kiedy indziej, mamo. Jeśli chcesz, to możemy się tak umówić, że będę ci przypominać co roku o moich imieninach. Chcesz?
- O, to byłoby bardzo miłe z twojej strony. Tylko przypominaj mi rano, dobrze? Bo lubię składać życzenia imieninowe rano.
- Ja też wolę rano, mamo.
- To jesteśmy umówione. A co u ciebie?

środa, 30 maja 2018

weekendem

Dzień przed długim weekendem muszę uskutecznić dwie wizyty lekarskie. Moja młodsza córka i ja wymagamy natychmiastowej interwencji polskiej medycyny.
Moja młodsza córka - terapii, ja raczej eutanazji, bo czuję się gorzej niż źle.

Zawsze uważałam, że kolejki u lekarzy na dzień przed najdłuższym weekendem świata to przejaw głupoty pacjentów, którzy czekają do ostatniej chwili.

No i co, że czekają? I co? Jak lubią, niech sobie czekają.
Tylko potem natychmiast niech ktoś im ulży w cierpieniu, bo zwariują... ;-)

wtorek, 29 maja 2018

miliardów

Mam na balkonie wszystkie mrówki świata a nawet jeszcze więcej.
Autorstwo: Kasia B. :-)

Najpierw wieczorem weszło kilka do salonu, przemieszczały się wzdłuż okien i nie wzbudziły większego zainteresowania.
Ale gdy rano zorientowaliśmy się, że mamy w pokoju 7 miliardów mrówek, ułożonych w zbitego kleksa, z którego już zaczynają wypełzać w różnych kierunkach nibynóżki,  poszukujące terenów do eksploracji, zrobiło nam się ciasno w sercach.
Wielka plama mrówek, poruszająca się po podłodze w salonie, pozostanie na zawsze w mojej pamięci.

sobota, 26 maja 2018

prywatności

na metce napis: pluszowy hipopotam...
W związku ze zmianą polityki prywatności uprzejmie informuję, że u mnie nie można samemu decydować o tym, jakie dane o kim przechowuję w mojej prywatnej pamięci.
;-)

czwartek, 24 maja 2018

zwiniętą

Środek nocy. Godzina 2.30. Wracamy z córką do domu. Ulice miasta raczej puste. Nawet w naszej dzielnicy na drogach tylko kilka samochodów.
Nagle na zwykle ruchliwej ulicy, na samym środku mojego pasa widzimy zwiniętą kolczastą kulkę. Biorę ją między koła i z przerażeniem patrzę we wsteczne lusterko. Samochód jadący za nami też cudem omija biednego jeża.
Zapada natychmiastowa decyzja: na najbliższym skrzyżowaniu zawracamy, a sweter, karton i książka będą stanowiły wyposażenie techniczne akcji pod roboczym tytułem: Mamo, zgarniamy tego jeża z ulicy, bo go przejadą!
Hamujemy, zawracamy, jedziemy w stronę dzikiego zwierza. Planujemy zawrócić ponownie tuż za jeżem, stanąć na ulicy na awaryjnych, dokonać abordażu, książką wepchnąć gościa na sweter, wsadzić do kartonu i przenieść na drugą stronę ulicy. To znaczy na którąś stronę, bo naturalnie nie mamy żadnej pewności, w którą stronę on akurat zamierzał... Dojeżdżamy do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą odcinało się na asfalcie jeżowe ciałko.
Jeża nie ma.
W czasie naszego zawracania jeż najnormalniej w świecie zebrał się w sobie, wziął nogi za pas, odpalił wrotki, naoliwił koła i w te pędy uciekł z ulicy. Chciałam napisać, że spieprzył, ale uwielbiam jeże i tylko i wyłącznie z szacunku dla nich napisałam grzecznie.
Podejrzewam, że usłyszał naszą rozmowę, dotyczącą transportu na pobocze, wkurzył się, bo mama mu pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść samemu w nocy po żarcie do delikatesów i nie miał najmniejszego zamiaru być potem pośmiewiskiem całej rodziny. To byłby wstyd, gdyby go obcy musieli ściągać z ulicy w kartonie. I to owiniętego swetrem!

sobota, 19 maja 2018

znajdują

Rozmawiam z nauczycielami. Pytam, jak widzą współczesne dzieci. Padają różne odpowiedzi: arogancja, brak zasad, niesubordynacja.
Gdy dopytuję, większość wyjaśnień sprowadza się do jednej opinii: współczesne dzieci nie potrafią dostosować swojego zachowania do okoliczności, w których się znajdują.
Ciekawe spostrzeżenie...