Po kilku godzinach napisała do mnie matka drugiego - jej syn właśnie powiedział jej, że on się tylko śmiał podczas hymnu, więc ona nie rozumie, skąd określenie "skandaliczny".
Czy naprawdę potrzebujemy lepszych okoliczności do ćwiczenia okazywania szacunku symbolom narodowym niż apel majowy?
Czy naprawdę głupkowaty śmiech podczas śpiewania hymnu narodowego nie jest już sam w sobie powodem do przeprowadzenia poważnej rozmowy z dzieckiem?
Powtarzam to wszystkim rodzicom - nie jestem od wychowywania ich dzieci. Mogę tylko pracować z tym, co oni wtłoczyli dzieciom do głowy. Mogę modyfikować. Ale coraz częściej mi się nie chce.