Godzina tzw. wczorajsza, czyli środek nocy. Dochodzi siódma rano.
Siedzę za kierownicą. Jadę z miasta do miasteczka, drogą, którą nawigacja określiła jako "wojewódzka".
 |
| NT interia |
Termometr w samochodzie pokazuje mi na zmianę 0 i 1'C. Droga na szczęście jest pusta, czemu się wcale nie dziwię. Nikt o zdrowych zmysłach nie jeździ podczas takiej mgły. Widzę tylko nieduży fragment asfaltu przed sobą i drzewa, rosnące na poboczu.
Zatrzymuję się na stacji benzynowej, żeby dostarczyć nieco paliwa do baku (jeśli zabłądzę, muszę mieć szanse dotrzeć do cywilizacji) i do mózgu (kawa czyni cuda).
Wycieram reflektory, co powoduje, że moje światła przeciwmgielne nieco lepiej radzą sobie z mlekiem, które mnie otacza. Nagle dostrzegam na poboczu spory znak, dziwnego kształtu. Zwalniam, żeby się zapoznać, co jest na nim napisane - jeśli to informacja o jakichś objazdach, mam problem.
Wytężam wzrok i czytam: "Uwaga! Częste kolizje z dzikimi zwierzętami na tym odcinku".
Lepiej czasami nie wiedzieć. ;-)