sobota, 8 września 2018

zupełnie

nie pamiętam, czy to zdjęcie już zamieszczałam, ale teraz muszę...
- Mamo, dzwoniłaś do mnie dzisiaj rano, bo chciałaś, żebym coś ci zrobiła, pamiętasz?
- Nie, nie pamiętam. Dzwoniłam do ciebie?
- Tak. Pamiętam, że rano rozmawiałyśmy i prosiłaś mnie, żebym coś ci zrobiła. Ale ja wtedy pracowałam i nie do końca wyszłam z myślenia o pracy. No i zupełnie nie pamiętam, co to było.
- Ja też, Kalinko. Ale ja nie pracowałam i nie mam się czym usprawiedliwić.
- To co teraz?
- Poczekajmy, może się którejś z nas przypomni. Mam nadzieję, że mnie.
- Ja też mam nadzieję, że mnie, mamo.

piątek, 7 września 2018

mandat

Muszę zapłacić mandat.
Wyznaczono mi 14 dni, minęło 5.

Jest to najbardziej niesprawiedliwy mandat, jaki dostałam w życiu.
Zwykle rozumiem, za co mnie ukarano i przyjmuję z godnością, dostrzegając swoją winę.
Ten mandat był skrajnie niesprawiedliwy.
Wystawiła mi go niemiecka drogówka, więc jego kwota jest przykra, nawet na papierze.
Jeszcze bardziej przykra będzie, gdy już odpłynie z mojego konta.

Zatem, jak napisano powyżej:
muszę zapłacić mandat.

I tak już muszę od 5 dni...

Żeby poczucie mojego smutku nie było aż tak duże, opłaciłam wczoraj kilka obiadów w jadłodajni dla ludzi, którzy potrzebują darmowego posiłku. Niech chociaż coś dobrego będzie z tego mandatu.

- Smacznego, proszę Pana, niech Panu smakuje żurek z jajkiem czy też krupnik z wędzonką. Jest mi lżej, że nie będzie Pan dzisiaj głodny.

przykrywek

Na targu staroci można kupić wszystko. Wiedziałam. Ale i tak zaskoczyło mnie, jak dużo jest porcelanowych dzbanuszków bez przykrywek.
Zwłaszcza, że właśnie takie dwa dzbanuszki bez przykrywek chciałam kupić.

czwartek, 6 września 2018

obojętnie

Zrozumiałam, że gdy pytasz mnie, czego się napiję, to nie oczekujesz, że powiem "obojętnie".
Chcesz, żebym dokładnie ustaliła ile, czego i jak.
Myślałam, że gdy pozostawiam ci możliwość zdecydowania o mnie, robię ci przysługę.
Teraz wiem, że pokazuję ci, że jest mi wszystko jedno. Obojętnie.
A nie jest.
Nie jest obojętnie.
To straszne słowo.
Postanawiam nie używać go więcej, gdy pytasz.

Obojętnie to można patrzeć jak trawa rośnie u sąsiada. Bardziej zielona.
I wtedy to jest zaleta.
Tylko wtedy.

różnic

Młodsza córka trafiła do zaawansowanej grupy na angielskim.
- Jak się czujesz na angielskim?
- Dobrze.
- Wszystkie dzieci są na podobnym poziomie?
- Tak. Może ci pozostali znają więcej słów niż ja, ale oprócz tego - żadnych różnic.

Żadnych różnic!
Ależ kocham!


środa, 5 września 2018

tramwajem

- Kalinko, a jak się umówimy ze Stefą?
- Pani Stefa ma do nas bezpośredni tramwaj, mamo. Niech wsiądzie u siebie pod domem w tramwaj numer 1 i jedzie nim aż do końca. My podjedziemy na ten ostatni przystanek samochodem. Tam będziemy na nią czekać.
- Ale gdzie, Kalinko?
- Na ostatnim przystanku.
- Ja nie wiem, Kalinko, gdzie jest ten przystanek.
- Ty, mamo, nie musisz wiedzieć, gdzie on jest, bo ja cię tam dowiozę. Ważne, żeby pani Stefa wysiadła z jedynki na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie to jest? Ja tam nigdy nie byłam.
- To jest, mamo, przystanek najbliższy Twojego domu. Tam odbierzemy panią Stefę.
- A jak on się nazywa?
- On się, mamo, nazywa "ostatni przystanek jedynki". Pani Stefa musi jechać tramwajem przez całe miasto i wysiąść u nas na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie jest ten przystanek, Kalinko? Ja to przecież muszę wiedzieć, jeśli mam tam jechać tramwajem!
- Ty, mamo, nie pojedziesz tam tramwajem, tylko samochodem. Ze mną. To pani Stefa przyjedzie tam tramwajem.
- Kalinko, jak ty to sobie wyobrażasz, że ja dojadę tramwajem na spotkanie ze Stefą, a ty mi nie chcesz powiedzieć, dokąd mam jechać?
(Tu spłynął na Kalinę cud boski, duch święty, budda, jahwe, i święty bóg spaghetti)
- Mamo, znasz adres pani Stefy?
- Naturalnie.
- Powiedz jej, że przyjedziemy po nią do domu.
- Dobrze, Kalinko, już do niej dzwonię.

wtorek, 4 września 2018

zamula

Mam telefon dla niecierpliwych. A dokładniej mówiąc: dla takich, którzy czują, że są niecierpliwi,  a chcieliby rozwinąć cierpliwość.
Moja córka nazywa to "zamulaniem" i brzmi to bardzo stosownie.
Mój telefon istotnie zamula.
Działa jak zardzewiały młynek do pieprzu, który zanim zacznie mielić, musi się trochę poobracać w celach nie wiadomo jakich.

Przestałam korzystać z telefonu przy kimś. Nie mówię na przykład: zaraz ci to wyślę. Bo "zaraz" dla mojego telefonu oznacza coś całkiem innego niż dla innych telefonów.
On się musi zastanowić, wygasić na moment, przeanalizować i rozważyć. Nic pospiesznie. Nic pochopnie. Właściwie: jedno wielkie nic.

Powiedziałam dzisiaj mężowi, że chyba powinnam mieć nowy telefon. Wiedział. Kilka dni temu szukał w moim telefonie trasy dojazdowej do jakiegoś miejsca, gdy ja prowadziłam samochód. Zdążyliśmy osiem razy okrążyć kulę ziemską, zanim się doszukał. A ja jeżdżę naprawdę wolno...

dzwonki

Kupiłam dzwonki koshi.
Do wyboru cztery tonacje: ogień, woda, ziemia i powietrze.
Natychmiast uznałam, że chcę mieć ogień, ponieważ obserwowanie ognia działa na mnie kojąco (prawdopodobnie w poprzednim wcieleniu byłam podpalaczem), co daje nadzieję, że również słuchanie ognia będzie koiło część mnie, wymagającą ukojenia.

Włączyłam sobie przykładowe dźwięki, wydawane przez koshi. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty fragment. Trzeci był najpiękniejszy. Sprawdziłam - to melodia wygrywana przez wersję ognia. Ha! Jednak!
Kupiłam.

Mam nadzieję, że takie dzwonki nie są przewidziane na określoną liczbę zadźwięczeń. Obawiam się, że wyczerpałabym limit w tydzień...

poniedziałek, 3 września 2018

pejsami

Chciałam zrozumieć, o co chodzi z pejsami.
Gdy dowiedziałam się, że numerologiczna wartość hebrajskiego słowa określającego pejsy odpowiada numerologicznej wartości słowa określającego bóstwo, zaniemówiłam.
Gdy dowiedziałam się, że w każdym pejsie musi być minimum 40 włosów, bo to oznacza 40 czegoś równie dziwnego co ta numerologia, przestałam czytać.
Miałam nadzieję, że to jakiś zwykły symbol. Że na przykład jakiś prorok spadał w przepaść i zahaczył się pejsem o wystającą gałąź i dzięki temu nie zginął w morskiej otchłani i na pamiątkę tego wydarzenia żydowscy mężczyźni noszą dzisiaj pejsy.

Jak żyć?
;-)


niedziela, 2 września 2018

zawsze

Utknęliśmy w korku na autostradzie.
Dzięki temu mogliśmy się przekonać, że zawsze, ale to zawsze należy mieć w bagażniku papierową torbę z jabłkami, którą zapomniało się wyjąć z samochodu przed wyjazdem.

normalne

Pani w tramwaju sprzedaje nam bilety. Cztery normalne. Patrzy na mojego męża i na mnie, po czym przygląda się innym pasażerom.
- Państwo wsiadaliście z dziećmi, prawda?
- Tak.
- A gdzie są te dzieci?
- Zniknęły gdzieś w głębi tramwaju. Czy powinny do pani podejść?
- Nie. Zastanawiam się tylko, dlaczego kupujecie cztery normalne bilety, skoro podróżujecie z dwójką dzieci.
- Bo nasze dzieci przekroczyły już wiek, w którym człowiekowi przysługuje bilet ulgowy. Są za stare.
- A ile mają lat?
Padła odpowiedź.
- A, to przepraszam. Faktycznie, za stare. Cztery normalne dla państwa.
Odebraliśmy bilety. Wielki uśmiech dostaliśmy gratis.