- Kalinko, a jak się umówimy ze Stefą?
- Pani Stefa ma do nas bezpośredni tramwaj, mamo. Niech wsiądzie u siebie pod domem w tramwaj numer 1 i jedzie nim aż do końca. My podjedziemy na ten ostatni przystanek samochodem. Tam będziemy na nią czekać.
- Ale gdzie, Kalinko?
- Na ostatnim przystanku.
- Ja nie wiem, Kalinko, gdzie jest ten przystanek.
- Ty, mamo, nie musisz wiedzieć, gdzie on jest, bo ja cię tam dowiozę. Ważne, żeby pani Stefa wysiadła z jedynki na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie to jest? Ja tam nigdy nie byłam.
- To jest, mamo, przystanek najbliższy Twojego domu. Tam odbierzemy panią Stefę.
- A jak on się nazywa?
- On się, mamo, nazywa "ostatni przystanek jedynki". Pani Stefa musi jechać tramwajem przez całe miasto i wysiąść u nas na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie jest ten przystanek, Kalinko? Ja to przecież muszę wiedzieć, jeśli mam tam jechać tramwajem!
- Ty, mamo, nie pojedziesz tam tramwajem, tylko samochodem. Ze mną. To pani Stefa przyjedzie tam tramwajem.
- Kalinko, jak ty to sobie wyobrażasz, że ja dojadę tramwajem na spotkanie ze Stefą, a ty mi nie chcesz powiedzieć, dokąd mam jechać?
(Tu spłynął na Kalinę cud boski, duch święty, budda, jahwe, i święty bóg spaghetti)
- Mamo, znasz adres pani Stefy?
- Naturalnie.
- Powiedz jej, że przyjedziemy po nią do domu.
- Dobrze, Kalinko, już do niej dzwonię.