Borze zielony, jakich rodziców spotkała na swej zawodowej drodze Kalina. No mózg się lasuje.
Naprawdę wariaci.
Kalina ma nadzieję, że los postawił jej takich pieniaczy na drodze, żeby doceniła wszystkich innych rodziców swoich uczniów.
Już docenia.
Kalina z radością odnotowała, że słońce wcześniej wstaje, a na pierwszej lekcji w szkole nie trzeba już zapalać światła. Hurra!
Kalina poinformowała szkołę numer dwa, że od września nie będzie już tam pracowała. Wezwano Kalinę na dywanik i przekazano jej stertę pochwał i zachwytów, połączonych z prośbą, żeby nie odchodziła. Gdyż biologów jest podobno wszędzie pełno, pod każdym kamieniem siedzą i czekają na pracę, ale Kalina jest pierwszą od lat biolożką w tej szkole, która umie biologię, lubi ją, a na dodatek lubi uczyć. To wszystko było bardzo miłe, acz Kalina nie chce tam pracować. I użerać się z rodzicami jak wyżej.
- Jeśli dadzą ci więcej pieniędzy, to przemyśl pozostanie w tej szkole - powiedział mąż Kaliny, który od zawsze pracuje w korporacjach i nie jest w stanie zrozumieć zasad, które obowiązują w budżetówce. Uprzejmie proszę nie wyśmiewać się z niego. On nie winien, że myśli jak menadżer.
- Szkoda, że mówią ci to, gdy chcesz odejść - powiedziała starsza córka, której racjonalizm i zdrowy rozsądek potrafią postawić człowieka na nogi.
- Będziesz miała więcej czasu na angielski, na czytanie i na pracę w ogrodzie - powiedziała młodsza córka, która jest aniołem i codziennie udowadnia, że spadła z nieba.
Czytanie i ogród. Tak wygląda raj. Na pewno rajska Ewa też miała u siebie w pobliżu jabłonki herbatę i coś lekkiego do czytania. Jeszcze muszę zainstalować sobie w ogródku (który przecież jest zwykłą działką, ale w tym wypadku słowo "ogród" bardziej oddaje uczucia Kaliny) czajnik i toaletę kompostującą.
Kalina spędza tymczasem długie godziny na oglądaniu roślin, które można by posadzić pod tują w ogrodzie. Cień i półcień. Gleba kwaśna. Propozycje mile widziane.