- Co tak późno?

- Utknęłam na parkingu podziemnym...
- Utknęłaś? Jak?
- Zapomniałam zapłacić za parkowanie w automacie, podjechałam do bramki, potem nie mogłam się już wycofać, bo za mną stało 7 samochodów. Po jakimś czasie podszedł do mnie parkingowy i zaproponował, że mogę zapłacić u niego...
- No to chyba dobrze?
- Tak, ale zepsuł mu się terminal do kart, więc musiałam wyjść z parkingu, znaleźć bankomat, wypłacić gotówkę, wrócić i mu zapłacić...
- Chryste... To ile to trwało?
- No... jakieś 10 minut... Ale najgorsze było to, że jak już znalazłam ten bankomat, to uświadomiłam sobie, że portfel z kartą został na siedzeniu w samochodzie przy bramce, bo przecież wcześniej szukałam gotówki i położyłam go na siedzeniu obok...
- A samochody za tobą? Sami faceci? Zabili cię za to?
- Nie. Jak wróciłam po kartę, to gość za mną wyjął z kieszeni portfel, dał mi dwa banknoty i powiedział, żebym zapłaciła parkingowemu. On stawia...
- Ale wstyd...
- Wstyd...? Najgorsze, że jak już zapłaciłam, to z nerwów od razu wsiadłam do auta i odjechałam z piskiem opon, no i nie oddałam mu reszty...
- To ile zarobiłaś?
- Prawie stówę...
- Co?
- No tak. Dał mi dwie pięćdziesiątki, a ja zapłaciłam 11...
- Fuksiara...
- Tak... W sumie to można to tak nazwać... Tylko myślę, że ten gość następnym razem raczej rozbije namiot na takim parkingu, niż da komuś kasę na wyjazd...
- Co się przejmujesz!? Przecież ty już tam nigdy w życiu nie wjedziesz...
- Nawet gdybym chciała, to mnie nie wpuszczą...