Coś się zmieniło. Albo we mnie, albo dookoła mnie. Tego nie wiem.
Widzę dużo problemów. Czuję się, jakbym stała, oblewana deszczem meteorytów. Uchylam się na wszystkie strony, ale nie daje to długotrwałego poczucia spokoju. Już leci następny, i jeszcze jeden. Niektóre z nich uderzają we mnie z jakąś siłą: dużą lub małą. Inne spadają obok. Patrzę na nie i nie cieszę się, bo już muszę robić unik przed kolejnym spadającym głazem.
I czy to znaczy, że zawsze tak było, tylko ja inaczej odbierałam problemy? Czy też moja sytuacja jest teraz inna/gorsza niż dawniej.
A jeśli tak, to czy jest gdzieś koniec?