piątek, 27 kwietnia 2018

próżni

px.here
Mamy dziś dzień bez dzieci - jedno wyszło, drugie wyjechało. Wstąpiliśmy na obiad do pobliskiej knajpki, żeby ograniczyć wszelkie czynności domowe. Jak wolne, to wolne!

Niestety Natura nie znosi próżni.
Spojrzała na puste pokoje dzieci i postanowiła zesłać mi coś w prezencie.
Do wyboru była kąpiel w kozim mleku z płatkami róż, wyjście do kina albo ból głowy wielki jak pancernik Potiomkin.

No żesz, cholera jasna...

spamem

jeja.pl
Przejrzałam folder ze spamem na blogu.
Wpadł tam jeden komentarz lisa p.
(Ale że dlaczego akurat jeden i dlaczego od lisa??)
a poza nim wszystkie inne uznane za spam komentarze napisane są po angielsku.
Niektóre zaczęłam nawet czytać.
Zastanawiające jest, że komuś nie szkoda czasu na pisanie takich rzeczy.
Rozumiem, że rozsyła je automat, ale przecież ktoś to musi wymyślać
Nie wyobrażam sobie takiego spędzania życia.

Biedni ludzie, jeśli nie mają lepszych pomysłów na wolne popołudnia...



wtorek, 24 kwietnia 2018

wieloetapowo

Uwielbiam przyglądać się maszynom, które działają wieloetapowo. Jeden element nastrzykuje jakąś paćkę, w tym samym momencie inny rozszerza tubkę, wtedy trzeci przesuwa kartonik, a czwarty już podąża z zakrętką i gdy piąty wpycha paćkę do tubki, pierwszy natychmiast nakleja kartkę z datą produkcji i jednocześnie przekazuje szóstemu kijek do rozszerzania tubki. Taka niby robota taśmowa, ale w przestrzeni. Wszystkie elementy wykonują swoją pracę zawsze tak samo długo (albo tak samo krótko) i wygląda to na idealną maszynerię. Bo takie jest.
www.marta2.pl

Wczoraj miałam okazję oglądać takie urządzenie na żywo.
"Na żywo" ma tu dwa znaczenia - widziałam taką pracę własnymi oczami, stojąc w hali produkcyjnej, ale "na żywo" oznacza też, że poszczególne części tej maszynerii były żywe. Bardzo żywe. Najmłodsza miała jakieś 21 lat, a najstarsza około 64,5. Sześciu mężczyzn dmuchało szkło w hucie. Wszyscy robili tę pracę w idealnej harmonii, każdy z zamkniętymi oczami mógł przekazywać dalej kij z wiszącą banieczką szkła, a jednocześnie odbierać drugą ręką kulę gotową do wstępnego nadmuchania. Ich szlaki krzyżowały się, ale nigdy nie wpadali na siebie, bo ich ruchy były precyzyjnie wyliczone w czasie. Początkowo nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe. Żadnych zbędnych gestów, jeden wyciąga do drugiego rękę i za sekundę ma w tej ręce to, co powinien mieć. I tak za każdym razem. Bez przerwy. Bez żadnych rozmów.

I wreszcie zrozumiałam, dlaczego kobiety nie są hutnikami.
Gdyby mnie tam ktoś postawił, sto razy bym kogoś poszturchnęła, gestykulując podczas gadania, za każdym razem usiłowałabym coś zmienić, żeby było mi wygodniej, co kilka chwil mówiłabym do kogoś "proszę, Heniu", a on, chcąc mi odpowiedzieć, wyjmowałby z ust dmuchawkę i cały cykl zaczynalibyśmy od początku.

Szkołę hutniczą wykreślam z mojej listy "Tego się będę kiedyś uczyć" ;-)

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

gęstościowym

Dowiedziałam się niedawno o zmyśle gęstościowym bakterii.
Polega on na tym, że zupełnie nie mogę tego zrozumieć, ale wcale mi to nie przeszkadza w fascynowaniu się tym zjawiskiem.
losyziemi
Uważam, że też mam zmysł gęstościowy. Mój działa w ten sposób, że gdy atmosfera robi się zbyt gęsta, uciekam. Najchętniej po cichu. Czasami przypomina mi się wtedy, że muszę zrobić coś ważnego, a czasami "dostaję" sms-a z ważną sprawą.
Można z tego wywnioskować, że zmysł gęstościowy działa w moim przypadku poprzez mózg (pamięć) i poprzez moją komórkę.
Łącząc powyższe informacje, mogę stwierdzić, że zmysł gęstościowy działa na moją jedną (oby nie jedyną) komórkę w mózgu.
Czyli zmysł gęstościowy jest zmysłem mononeuronalnym, podlegającym wahaniom elektroinformatycznym.

Gdyby ktoś kiedyś usiłował wmówić Wam jakieś bzdury na temat zmysłu gęstościowego, nie dajcie się zmanipulować! Powołajcie się na mnie i moje wnikliwe spojrzenie na sprawę.


niedziela, 22 kwietnia 2018

kurorcie

Słowo "kurort" kojarzy mi się z przyrodą, ciszą, spokojem, zrelaksowanymi ludźmi w wygodnych butach, którzy w celach terapeutycznych przemierzają alejki parkowe, rozkoszując się wolnością i powolnością.

Od wczoraj jestem w kurorcie. Z przyczyn zawodowych.
Przyjechałam wieczorem. Zapytałam właścicieli pensjonatu, gdzie mogę iść na szybki, męczący, przedsenny spacer bez tłumów. Usłyszałam: na bieżni w siłowni.
Gdy wyszłam na zewnątrz w legginsach, koszulce i bluzie przewiązanej w pasie, zrozumiałam, że wieczorem nie znajdę ciszy i spokoju. Wieczorem przecież zaczynają się dancingi!

Dziś rano wyjrzałam przez okno i oniemiałam: deptakiem przesuwają się tłumy ludzi ubranych, jakby szli na chrzciny do bratanka. Panie, odziane w kościołowe buty, eleganckie, nieco zbyt obcisłe spodnie lub przykrótkie spódniczki oraz różowe bluzeczki z cekinami, trzymają pod pachami białe torebusie. Panowie posuwistym krokiem przechadzają się w ciemnych spodniach na kant, pełnych beżowych butach, koszulach, z nieodłącznymi saszetkami na pętelce.
Troszkę wygląda to jak prezentacja zwierzyny na końskim targu.

mówiąnamieście
Z niektórych straganów słychać muzykę z czasów gdy byłam bardzo młoda, albo nawet jeszcze bardziejszą.
W sklepie z pamiątkami można kupić deseczkę w kształcie penisa, z wyciętymi otworami o różnej średnicy. Największy otwór, o średnicy około 4 cm to kategoria "mistrz".

Sprawdziłam w Wikipedii, jaka jest definicja "kurortu". Kurort to miejscowość dysponująca czynnikami leczniczymi. Spokój i cisza nie mieszczą się w definicji. Żyłam w błędzie.