A może warto nie oczekiwać?
Nie myśleć, jak będzie?
I brać to, co przyniesie los, bez porównywania z tym, czego się spodziewało?
I tylko Kalina musi jeszcze wymyślić, jak wdrożyć w życie te odkrywcze prawdy. Bez oczekiwania, że da się to zrobić.
A może warto nie oczekiwać?
Nie myśleć, jak będzie?
I brać to, co przyniesie los, bez porównywania z tym, czego się spodziewało?
I tylko Kalina musi jeszcze wymyślić, jak wdrożyć w życie te odkrywcze prawdy. Bez oczekiwania, że da się to zrobić.
Kolejne święta.
Będą spokojne i pełne miłości. Tak postanowiła Kalina.
Kalina widzi, jak nabrała dystansu. Jak mało ją wkurza. A wkurwia zupełnie nic. Teraz jeszcze Kalina musi znaleźć powody do radości. Bardzo trudno znaleźć ostatnimi czasy.
Mróz jak jasna pogoda. Albo raczej ciemna pogoda, bo słońce zapomniało o swoich podstawowych obowiązkach.
Celinka choruje, ma za sobą ciężki stan i pobyt w szpitalu. Jest lepiej.
Kalina chodzi na terapię i wypełza z depresji na czworakach. Jest lepiej
Córki Kaliny odnoszą swoje malutkie, cenne sukcesy w pracy i na uczelni. Jest dobrze.
Kalina przyzwyczaja się do myślenia, że niedługo sąd powie: Kalina na prawo, a jej były mąż na lewo.
Magda Umer powiedziała: moje znaki szczególne to rozpacz i zachwyt.
Kalina rozumie. Kalina też wpada w rozpacz. I zachwyt. Razem, osobno, wszystko jedno.
Kupiłam regał do sypialni. Teraz zasypiam i budzę się z najprzyjemniejszym widokiem - na książki. Oprócz morza, ale o to trudno w wielkim polskim mieście.
Puste półki znikają bardzo szybko, bo znowu zaczęłam kupować na Skupszopie. Mam wielokrotną radość: gdy kupuję, gdy odbieram przesyłkę, gdy układam książki na półkach i gdy je czytam.
Celinka zjadła dziewiątą parę butów. Ma normę: para butów na miesiąc. To i tak niedużo. Jestem jej wdzięczna, że trzyma się swoich zasad i nie nadużywa naszej miłości. Śpi ze mną, tak jak należy. Rano wchodzi mi na brzuch i liże po szyi. Dziś rano spałam na boku. Celinka z trudem umościła się na mnie, ale nie zerwała z tradycją. Kochana suczka.
Jutro kończy się moja przerwa świąteczna. Nie chce mi się wracać do pracy, chociaż wiem, że potrzebuję wielu zajęć.
Nie przygotowałam się do rozmowy z prawniczką i mężem o warunkach rozwodu. Nie mam siły, żeby o tym myśleć. Nawet pisanie o tym, że nie chcę tego robić, wywołuje u mnie stres. Drętwieją mi ręce, kołacze serce. To będzie trudne. Dużo czytam i słucham o tym, jak człowiek odbiera zdrady. Wszędzie mówią, że to zakwestionowanie przeszłości. Zdradzająca osoba zabiera partnerowi wspomnienia, bo we wszystkich aspektach życia kryły się kłamstwa. We wszystkich sprawach mojej rodziny był upchnięty jeszcze jeden wątek: czas, pieniądze i uczucia dla tamtej kobiety. Kosztem moich córek i mnie.
Szkoda, że żyje się tylko raz. Zbyt wiele lat byłam z niewłaściwym człowiekiem. A drugiej szansy na młodość nie mam.
Umówili się kiedyś, jeden z drugim, że to to będzie tego dnia.
I przekonali resztę, że tak ma być.
Teraz przez nich świętujemy Nowy Rok wtedy, gdy jest ciemno i zimno.
A powinniśmy wiosną. W pełnym słońcu. Na trawie, z motylami, trzmielami i ważkami. Ale cóż. Taki los.
Zatem: Niech znikną nasze zmartwienia, a słowem Roku oby było: beztrosko.
Kalina