Zdaje się, że zrozumiałam sens piłki nożnej.
Dziś są dwa mecze:
w pierwszym grają Duńczycy i Fińczycy a w drugim grają Finowie i Dunowie.
Albo jakoś tak. ;-)
Zdaje się, że zrozumiałam sens piłki nożnej.
Dziś są dwa mecze:
w pierwszym grają Duńczycy i Fińczycy a w drugim grają Finowie i Dunowie.
Albo jakoś tak. ;-)
Uczniowie w szkole dowiedzieli się, że oprócz pracy w szkole zajmuję się innymi aktywnościami.
- Proszę pani, teraz już wiemy, dlaczego pani zawsze nam opowiada takie śmieszne historie - powiedzieli.
- Jakie śmieszne historie? - zdziwiłam się.
- No na przykład o tym, jak mama śledziowa troszczy się o swojego syna, co mu pakuje do śniadaniówki, jakie mu daje rady przed sprawdzianem z języka oceańskiego, gdzie jeżdżą na wakacje i jak wygląda jego sypialnia.
- Albo o tym, jak mama/tata tasiemiec cieszy się, że jego jajeczka wyjadą w świat w kupie o godzinie 8:05, a potem dostaje od swoich larw sms-a, że udało im się dostać do świni, są całe i zdrowe, właśnie rozbijają namiot w mięśniach i tam będą czekać, aż ktoś je zje.
Gdyby minister edukator dowiedział się, co robi nauczyciel biologii, żeby dzieci przeżyły w zdrowiu psychicznym podstawę programową, zrezygnowałby z pracy. No chyba, że sam w dzieciństwie wkuwał te wszystkie bezużyteczne informacje i ma teraz kompot agrestowy zamiast mózgu.
Codziennie jeżdżę do sąsiadki mojej mamy karmić kota, pracuję w ogrodzie, gotuję obiady, czytam, podziwiam rośliny na własnym balkonie, wygłupiam się w szkole z dzieciakami, bez ocen i bez stresów.
Może właśnie na tym polega szczęście: żeby je widzieć, gdy jest.
Lubię czytać Erica Emmanuela Schmitta. Nie zawsze lubię, ale mam okresy, gdy lubię bardzo. Znalazłam w bibliotece jego ostatnią książkę - opisuje swoje doświadczenia po śmierci matki. Zaczęłam czytać wczoraj wieczorem.
Opisana w książce siostra autora jest biologiem.
- Hmmm... - pomyślałam. - Zbieg okoliczności. Przecież też jestem biologiem.
Jego mama zmarła 28 marca.
- Hmmm... - pomyślałam. - Zbieg okoliczności. Przecież moja mama też zmarła 28 marca.
Pogrzeb jego mamy odbył się 1 kwietnia.
- Hmmm... - pomyślałam. - Do cholery. Przecież nie ma takich zbiegów okoliczności!
Powiedziałam o tym mężowi.
- Czytaj szybko dalej - poradził. - Może w drugiej połowie ona wygrywa milion dolarów!
Ustaliliśmy, że jeszcze nie wydajemy tej kwoty. Poczekamy. Dziś wieczorem czytam dalej.