
- Zgasł mi silnik na światłach. Zaczęłam sama przepychać samochód w mniej kolizyjne miejsce, ale on nawet nie drgnął. Ciężki jak cholera. Spytałam dwóch miłych panów, czy mogliby mi pomóc, ale bardzo się spieszyli do pracy i mieli garnitury. Tak właśnie powiedzieli. I wtedy podeszła do mnie starsza pani. Bardzo starsza. Odstawiła wózek z zakupami na bok i razem ze mną zaczęła pchać moją kupę złomu. Przyłączyła się do nas jeszcze jedna pani (też w wieku emerytalnym) i dziewczyna, która miała w nosidełku na piersi małego chłopca. Kierowca, który stał za mną przestał trąbić i robić pantomimę, a my ze spokojem wpakowałyśmy się na chodnik.
- W końcu odpalił?
- Tak, ale gdy go pchałyśmy, to dziewczyna z dzieckiem powiedziała, że akurat przechodziła, bo idzie po kurczaka na obiad, a wtedy starsza pani jej powiedziała, że najlepsze kurczaki można kupić w zupełnie innym miejscu. Ustaliły dokładnie lokalizację kurczaków i obgadały jeszcze, jak zorganizować wiejskie jaja...
- To ile wy pchałyście ten samochód?
- 20 metrów...
- Nie pytam o dystans, tylko o czas. Ile godzin!?