czwartek, 15 grudnia 2016

uznaniową

- Zaczyna się wpisywanie proponowanych ocen semestralnych w szkołach. Takoż i dzieje się w szkole mojej młodszej córki. Zaczęło mnie zastanawiać, jakie są kryteria oceniania, bo moim zdaniem nauczyciele wpisują oceny semestralne z kapelusza. Sprawdziłam statut szkoły. I cóż znalazłam? Ocena semestralna i roczna nie wynikają z ocen cząstkowych. Do diabła! Ocena semestralna jest oceną uznaniową? Nie trzeba się starać przez cały semestr? Czemu służą wagi ocen, skoro nie bierze się pod uwagę średniej? Wystarczy, żeby nauczyciel uznał? Od razu przychodzą mi na myśl wszystkie sytuacje, które powodują wpisanie wyższej oceny...

Czy w szkołach Waszych dzieci też tak jest?

edukacyjnej

wyborcza
- Pani dobrze ci poprawiła. "Ponieważ" pisze się przez 'ż', tak samo jak 'aż', 'żeby' i 'że'.
- Ale pani mówiła, że końcówkę -arz i -erz pisze się przez "rz". Na przykład 'lekarz' i tancerz'.
- Nie zawsze. W zawodach pisze się przez "rz", ale w innych wypadkach musisz się zastanowić.

Minęły 2 (słownie: dwa) dni.
- Pani na sprawdzianie zaznaczyła mi, że wiatromierz i deszczomierz pisze się przez "rz", a przecież to nie są zawody. O co tu chodzi? Najpierw pani mówi, że "-arz" i "-erz" pisze się przez "rz, potem zmienia zdanie na "ż", a po dwóch dniach znowu wraca do "rz"?

Posłowie (jak to okropnie brzmi w każdym kontekście):
Zastanawiam się nad napisaniem petycji do ministry edukacyjnej, żeby zamiast reformować szkolnictwo, zreformowała ortografię: wszystko przez ż, h i ó. Bo jeszcze jedna kartkówka z ortografii i stracę cały ałtorytet u dźecka.

środa, 14 grudnia 2016

Manggha

Panoramy.sferyczne
- Jedno z bardziej traumatycznych przeżyć to wizyta w Muzeum Manggha w Krakowie. Najpierw zwiedzaliśmy wystawę poświęconą współczesnemu podejściu do sztuki szycia kimon. Dwa kimona można było przymierzyć, więc naturalnie natychmiast ubrałyśmy się w nie z córką. Zachciało nam się zdjęcia. Pstryk i zobaczyłyśmy, że cały efekt japońskości psują moje okulary przeciwsłoneczne, które miałam założone na włosach. Gdzie kimono, a gdzie okulary?! Zdjęłam je i schowałam w wielką kieszeń, znajdującą się w rękawie kimona. Oczywiście po chwili zdjęłam z siebie kimono, nie wyjmując z niego okularów. Jakże zdziwiona musiała być następna osoba, przymierzająca kimono, gdy zorientowała się, że w komplecie do przymiarki są również markowe okulary przeciwsłoneczne... Potem poszliśmy oglądać jako jedyni widzowie projekcję filmu o młodej parze Azjatów, którzy bezustannie zastanawiali się nad swoim życiem seksualnym i omawiali je z najgłębszymi detalami (serdecznie dziękuję paniom z obsługi muzeum, że nie poinformowały nas, że film przeznaczony jest dla widzów bardzo pełnoletnich...). A potem obejrzeliśmy wystawę realistycznego malarstwa, poruszającego tematykę wykonywania kar śmierci. Jednym zdaniem: ideał wycieczki dla rodziny z niedużymi dziećmi.

wtorek, 13 grudnia 2016

szyjącego

unicef (laleczki są tylko dwie: z prawej i lewej)
- Co roku w szkole, trochę przed świętami, odbywa się charytatywna licytacja szmacianych laleczek. Laleczki szyje się według wzoru, w domu, przy znacznym udziale mam, babć, cioć i profesjonalnego sprzętu szyjącego. Każda laleczka musi mieć nadane imię i podany kraj, w którym mieszka. Nasza ubiegłoroczna laleczka miała na imię Jumi i pochodziła z Japonii. Tegoroczna laleczka była już wybierana według nieco innych kryteriów. Żadnych skomplikowanych strojów narodowych, żadnych piętrowych koafiur. Wybór padł na Nepal. Zatem od rana szyję laleczkę, która będzie ubrana w różową sukienkę i omotana czerwoną chustą, jak na rdzenną Nepalkę przystało. Podczas licytacji cena wywoławcza każdej laleczki to 10 zł.
- Sama to szyjesz i jeszcze musisz za to zapłacić 10 zł?
- Jakie 10?! W zeszłym roku wylicytowałam sama ze sobą 30! Licytacja była bardzo zacięta, bo podbijałam cenę dopiero w ostatniej chwili! Na szczęście w porę zrezygnowałam i nie musiałam zastawiać obrączki...

Ps. Na prośbę PwS: zdjęcie naszych laleczek (chłopiec został wykonany przez inne dziecko, ale nikt z rodziny nie stawił się na licytacji, więc jakos tak się stało, że trafił do nas ;-) ).

poniedziałek, 12 grudnia 2016

byłam

yougo
- Pokaż jeszcze raz to zdjęcie! Nie to! Poprzednie! Ja tu byłam! Na sto procent tu byłam!
- Jak to? Nie mogłaś tu być, bo to są przecież Wyspy Zielonego Przylądka!
- Jakiego zielonego?! Co ty gadasz?! Poznaję to morze! Identyczne było w Świnoujściu, tylko ludzi na plaży było wtedy znacznie więcej, piasek był może trochę bardziej pomarańczowy, ale to kwestia aparatu i nie widziałam tych chatek z trzciny. Reszta - dokładnie tak samo! Tylko że w Świnoujściu były wtedy straszne upały...