Minął kryzys. Życie toczy się jakby nigdy nic. Czyli z codziennymi niepokojami i troskami.
I w tym "jakby nigdy nic" Kalina obudziła się z dziwnym bólem skóry. Z tyłu uda. Lustro. Okulary. I zaskoczenie. Spora czerwona plama w miejscu, gdzie miesiąc temu był kleszcz.
Wizyta u lekarza i diagnoza: rumień wędrujący. Początek boreliozy.
Teraz antybiotyk.
Dobrze, że jest rumień, bo bez niego borelioza rozwijałaby się w konspiracji.
Borelioza nie przeskoczyła limitu stresu Kaliny. Zatem traktuje ją Kalina po macoszemu. Jeśli borelioza chciała być królową balu, szukała poklasku i atencji - źle trafiła. U Kaliny dostanie tylko antybiotyk. Wielki jak czopek. I to przez 10 dni.