piątek, 1 lutego 2019

słownik

Przewijam w myślach cały słownik języka polskiego w poszukiwaniu odpowiedniego epitetu. Przemyślałam wszystkie dostępne przysłówki (bardzo, znacznie, mocno, dotkliwie, okrutnie, przejmująco), ale żaden nie pasuje. Jedyne określenie, które wydaje się oddawać to, co chciałabym przekazać, to:
zimno jak cholera!


nasi

Moja koleżanka mieszkała w dzieciństwie w Policach. Opowiadała, że nic nie cieszyło jej wówczas bardziej, niż amerykańskie filmy akcji, w których umundurowani strażnicy prawa jeździli w samochodach, z umieszczoną z przodu, boku, tyłu i spodu nazwą jej rodzinnego miasta .
Na ekranie z zawrotną prędkością poruszał się samochód policyjny, a ona zawsze krzyczała: Nasi jadą!

czytać

A może jednak powinnam przestać czytać "Biegnącą z wilkami"? Coś czuję, że moja dziura w sercu znacznie się powiększa i niedługo dusza wypadnie mi przez nią prosto do jelita. Grubego.

środa, 30 stycznia 2019

rosną

Jeśli późnym popołudniem ostatniego dnia ferii zimowych córka własna staje przed tobą i informuje, że stopa jej urosła i nie ma żadnych butów, które jej nie cisną, oznacza to, że życie toczy się normalnym rytmem.
Stopy dziecka zawsze rosną w nieodpowiednich momentach - tak zapisano w świętych księgach i świadczy to o porządku istniejącym we wszechświecie.

ciągnącymi

Kilka spraw ciągnie się za mną od dawna. A bardzo tego nie lubię.
Może ktoś chciałby zająć się, w trybie wolontariatu, ciągnącymi się za Kaliną sprawami?
Obiecuję wdzięczność aż do momentu gdy pojawią się następne ciągnące sprawy.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

ubarwia

Mam znajomą, która wykonuje zawód związany ze sztuką.
Prowadzi na facebooku tzw. funpage'a, czyli swoją autorską stronę. Zamieszcza na niej informacje o swoich podróżach, spotkaniach, pracy, o przeżyciach, które ją inspirują.
Ostatnio zamieściła informację, która wbiła mnie w fotel. Myślę, że była bardzo zaskakująca dla wszystkich, którzy ją znają. Natychmiast skontaktowałam się z naszą wspólną koleżanką, żeby dowiedzieć się, jak przedstawia się sytuacja, czy artystka potrzebuje pomocy, czy należy wzywać do niej GOPR, TOPR, czy raczej Wojska Ochrony Pogranicza. Czy natychmiast jechać z termosem, czy raczej zamawiać wizytę u psychiatry.

Wspólna koleżanka postawiła mnie do pionu. Artystka na funpage'u nie pisze prawdy. Ubarwia tam swoje życie, ponieważ atrakcyjność jej przeżyć ma wpływ na zainteresowanie nią i jej dziełami. To jest narzędzie marketingowe. Co zdziwiło mnie jeszcze bardziej - zatrudnia kogoś, kto produkuje jej wpisy. Dlatego czasem zdjęcia walizek, które zostały spakowane na wyjazd do Kutna, zostają podpisane jako bagaż przygotowany na podróż do Paryża.

Do tego dołożyło się i to: dowiedziałam się, że 90% zdjęć zamieszczanych w mediach społecznościowych jest przez użytkowników "poprawianych". Oglądacie zdjęcia swoich znajomych z wakacji? I znajomi i wakacje wyglądają na nich niezwykle atrakcyjnie? Tak... To jest właśnie owe 90%. A jeśli wasi znajomi są podobni do mojej artystki, to być może te wakacje miały miejsce w 2005, a palmy zostały przeklejone ze zdjęcia na stronie Ogrodu Botanicznego w Bangor.

O, słodka naiwności! Myślałam, że najgorsze na facebooku są zdjęcia talerza z obiadem...

smakować

Odstawiłam lek, który biorę od kilku lat. Działania nieprzyjazne były już tak dokuczliwe, że uznałam, iż przewyższają korzyści z jego stosowania. Poinformowałam o tym panią doktor.
Zrozumiała moją decyzję i poprosiła, żebym zrobiła dla odmiany badania w stanie bezlekowym - wówczas podejmiemy wspólną decyzję, co dalej.

Jedno z działań nieprzyjaznych ludzkości, jakie ten lek wywoływał u mnie, było całkowite upośledzenie zmysłu smaku. Mój zmysł smaku zawsze był odległy od normalnego, ale całkowite wyłączenie go spowodowało, że nie czułam żadnej różnicy smaku pomiędzy sernikiem a bigosem. Potrawy te różniły się wyłącznie konsystencją. Gotowanie zaczęło przypominać rosyjską ruletkę - próbowanie czegokolwiek nie miało najmniejszego sensu. Dosypywałam zatem do potraw przyprawy i liczyłam na cud.

Odstawiłam lek i po kilku tygodniach jedzenie zaczęło smakować jedzeniem. W pewnym zakresie, naturalnie. Jak wspomniałam wcześniej, mój zmysł smaku nigdy nie należał do szczególnie sprawnych.
Niestety, ma to swoje negatywne skutki. Okazało się bowiem, że mleko migdałowe, które piłam przez ostatnie miesiące, jest wyjątkowo paskudne w smaku. Przepraszam was, kubki smakowe, że torturowałam was czymś tak okropnym. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.

niedziela, 27 stycznia 2019

miejsc

Zadzwoniła do mnie Magda. Wróciła z Tajlandii i Kambodży. Zachwycona. Opowiedziała, jak było.
W ten sposób wydłużyła się lista miejsc, które chcę zobaczyć.

nadzieję

Mama jest już po zabiegu. Przywiozłam ją do domu. Trochę podkoloryzowałam to, co powiedział pan doktor, mając nadzieję, że kłamstwo jest kłamstwem tylko wtedy, gdy służy złej sprawie.
Zatem - prawdę powiedziałam.