sobota, 24 listopada 2018

zdawałam

Dzisiaj w nocy zdawałam maturę.
Nie wiedziałam niestety z jakiego przedmiotu.
Miałam wylosować kartkę z pytaniami i domyślić się, pod jakim kątem będę sprawdzana.
Martwiłam się, że dostanę np. pytanie dotyczące bitwy pod Monte Cassino,  zacznę opowiadać o przebiegu działań zbrojnych, a tu się okaże, że to jest pytanie z matematyki i powinnam wykazać się umiejętnością przeliczania żołnierzy według wzorów trygonometrycznych.

To była zemsta, bo wczoraj powiedziałam, co myślę o polskich maturach.
Zemsta ministry edukacji.
Ona czuwa.

czarnym

Dostałam mnóstwo ofert w związku z czarnym piątkiem.
Gdybym chciała z nich wszystkich skorzystać, musiałabym kupić samochód, wizytówki, kalendarz biznesowy, kosmetyki, tonę ciuchów, ciężarówkę butów, nocleg w hotelu, wycieczkę na Bali i inne niezbędne artykuły.
Najbardziej jednak wzruszyła mnie czarnopiątkowa oferta laboratorium medycznego, w którym robię czasami badania krwi. Zaproponowali mi tańszy pakiet badań, których nigdy nie robiłam i wcale nie potrzebuję. I to z rabatem 10%! Aż żałuję, że mnie one nie dotyczą! ;-)

czwartek, 22 listopada 2018

podniosła

- Czy ktoś wie, co wydarzyło się 27 grudnia 1918 roku?
     W klasie zapadła cisza. Po dłuższej chwili, trwającej może 15 sekund, a może dwa miesiące, podniosła się jedna, nieśmiała ręka.
- Ja wiem - powiedziała dziewczynka, owinięta ogromnym szalem tak szczelnie, że z trudem można było dopatrzeć się jej oczu. - 27 grudnia urodził się mój tata, ale to chyba nie było w 1918 roku.

     Wszystkiego najlepszego dla szczęśliwego tatusia.

 ;-)

środa, 21 listopada 2018

mia

- … a casa znaczy dom.
- A jak jest "mój dom"?
- Mi casa.
- Dziwne. Myślałam, że casa mia.
- Nie wiem, co mogłoby znaczyć to mia. Hm… Chyba nie ma takiego słowa po hiszpańsku. A skąd ty je znasz?
- Kiedyś widziałam restaurację włoską, która nazywała się Casa mia. Jestem ciekawa, co to znaczy.
- Mamo, ale ja się uczę hiszpańskiego, a włoska restauracja nazywa się chyba po włosku, prawda?

     Za dużo córek, za dużo języków do spamiętania. Taki nasuwa się wniosek. ;-)

wtorek, 20 listopada 2018

prezydencie

     Ola ma osiem lat. Gdy miała sześć, dowiedziała się od swojej mamy, że we wrześniu pójdzie do szkoły. A Ola nie chciała iść do szkoły, bo bardzo lubiła swoje przedszkole.
- Musisz - przekonywała ją mama. - W Polsce wszystkie sześciolatki muszą iść do szkoły.
     Ola wiedziała, że musi, ale jeszcze bardziej wiedziała, że nie chce. I tak sobie żyła, chodząc codziennie do grupy Muchomorków, czekając na cud.
     I nadszedł cud. Pewnego dnia mama powiedziała Oli, że prezydent podpisał ustawę i Ola nie musi iść w tym roku do szkoły. Oli trudno było zrozumieć rzeczy, których nikt nie rozumie. Spytała więc mamę tak, jak pyta się, gdy ma się sześć lat:
- A dzięki komu nie muszę iść do szkoły jako sześciolatka?
- Dzięki prezydentowi Dudzie - odpowiedziała mama, nie myśląc o konsekwencjach.
     Po kilku godzinach Ola wyszła ze swojego pokoju z czekoladą w jednej ręce i dwiema kartkami w drugiej. Na jednej kartce narysowany był wazon z kwiatami, łodyżki ze słomek do napojów i kwiaty z przyklejonych nakrętek od butelek. Na drugiej kartce napisany był list:
"Prezydencie,
bardzo ci dziękuję, że nie muszę iść do szkoły jako sześciolatka, bo nie chciałam."
- Czy mogę wysłać prezydentowi czekoladę? - spytała grzecznie Ola.
- Nie możesz. Prezydent nie zje czekolady, bo boi się, że mu zaszkodzi - powiedziała mama, nie wchodząc w szczegóły.
     Ola przygryzła ołówek i dopisała do listu:
"Chciałam ci wysłać czekoladę, ale mama mi nie kazała. Ola".
     List, wraz z kwiatem z nakrętek, został wysłany na adres Kancelarii Prezydenta RP. Ola codziennie sprawdzała, czy prezydent jej odpowiedział, ale skrzynka wciąż była pusta. Aż pewnego dnia Ola znalazła w skrzynce awizo. I z poczty odebrała list:
"Droga Olu,
bardzo się cieszę, że sprawiłem Ci radość.
Serdecznie pozdrawiam,
Prezydent RP
Andrzej Duda".
     Od tego czasu Ola co roku wysyła prezydentowi życzenia imieninowe, ale on już jej więcej nie odpisał.
     Więc: gdyby ktoś miał jakąś sprawę do prezydenta, to ja uprzejmie informuję, że znam Olę, która się z nim przyjaźni i potrafi załatwić każdą sprawę!

poniedziałek, 19 listopada 2018

zostawiła

- A co to za telefon, mamo?
- To telefon twojej siostry, Kalino. Była u mnie kilka dni temu i zostawiła. Ciągle dzwoni ten telefon, a ja nie umiem go odebrać, bo na nim nie ma klawiszy. I tak sobie leży i dzwoni, i czeka na twoją siostrę.
- A ona wie, że jej telefon tu jest?
- Już wie, Kalinko. Dzisiaj przyjedzie po niego.

Po kilku godzinach:
- Halo, mamo! Czy mogłabyś sprawdzić, czy na twoim stole leżą może moje okulary?
- No leżą, Kalinko. Rzeczywiście! To co, przyjedziesz po nie?
- Tak, zjawię się dzisiaj, za godzinkę, bo bez nich nie pojadę jutro do pracy.
- To wspaniale. Spotkasz się ze swoją siostra, która właśnie jedzie do mnie po telefon. Ja to mam cudowne życie. Ciągle ktoś coś u mnie zostawia!

niedziela, 18 listopada 2018

spać

Nie mogę spać.
Czuję, jak przechodzą przeze mnie w nocy huragany.
Kołdra grzeje w tych miejscach, w których powinna być chłodna.
Poduszka nie współpracuje.
Guzik od piżamy przemieszcza się zawsze pomiędzy żebro a materac.
Prześcieradło gryzie.
Włosy łaskoczą mnie w twarz.

Cały świat przeciwko mnie...

przedziwny

Uwielbiam z nią rozmawiać. W przedziwny sposób jej opowieści są mi bliskie. Czuję je na plecach, ramionach i włosach.
Rozmazuje mi się makijaż. Jej też.
- Zgubiłam na spacerze babcię chorą na Alzheimera - mówi, wycierając nos. Czuje się winna.
Jest niewiarygodnie prawdomówna.
- Czekaj, czekaj - przerywa mi, chwytając mnie za ramię. - Powiedz to jeszcze raz, bo był hałas i nie jestem pewna, czy dobrze usłyszałam.
Jak to cudownie, że chce być pewna.
Przeznaczyła na spotkanie ze mną pięć godzin, całą swoją uwagę, oczy, uszy, ramiona i trzy litry łez.