- Odwiozłam córki do ośrodków edukujących nieletnie czarownice, a w drodze powrotnej wstąpiłam na cmentarz. Wyrzuciłam wypalone znicze, sprzątnęłam resztki gałęzi i wróciłam do domu. Z rękoma brudnymi od błota i zgnilizny.
 |
| wp turystyka |
Natychmiast do łazienki, odkręcam kran, nic. Po chwili z kranu wydostał się mały bulgot. Brak wody. Spojrzałam z utęsknieniem na sedes i zrezygnowałam z dalszego pobytu w łazience. Zewidencjonowałam wszystkie ciecze, które akurat były w domu: pół kubka herbaty po śniadaniu w pokoju młodszej córki, trochę wody w szklance na parapecie u starszej, woda po umyciu podłogi - około pół wiadra. Ta ostatnia raczej nie nadawała się do picia, ale uznałam ją z radością za "wodę toaletową".
Inteligentnie i nowocześnie podchodząc do tematu włączyłam komputer z zamiarem sprawdzenia na stronie dostarczyciela wody, co dalej zamierza z tą awarią zrobić.
Przeczytałam: Dziś, ulica Kaliny, planowe wyłączenie wody w godzinach 8-15.
Była 8.15. Wytrzymałam do 11.30. Potem przeniosłam się do mamy.
Jaki z tego wniosek? Mama musi mieszkać na innej ulicy!