A może po siedmiu latach złych czas na choćby jeden rok dobry?
I powinnam się cieszyć z każdej drobnostki, która mnie spotkała?
A wymazywać te przykre rzeczy i ich nie celebrować? I może to jest tajemnica...
Zatem lista wczorajszych drobnostek:
- Moja córka bardzo cię lubi i ciągle o tobie opowiada - to mama z klasy młodszej córki. Bardzo miłe.
- Problem z jajnikiem, który pani miała, został rozwiązany. Co prawda są jeszcze inne wątpliwości i trzeba je wyjaśnić, ale tamtego kłopotu już nie ma - to ginekolog. W sumie też miłe. Jest spora szansa, że wyjaśnianie będzie miało dobry koniec.
- Chciałem z panią porozmawiać, żeby się wygadać - to pewien tata ze szkoły. Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że to też miłe.
- Gdy poznałaś tatę Huberta, to już nie masz wątpliwości, czy mogę jechać z nim na narty? - to młodsza córka. To bezapelacyjnie cudowne, że nie walczy, tylko argumentuje i przekonuje.
- Mamo, nie ma sprawy. Przyjadę sama z lotniska. Najważniejsze, że udało ci się tak szybko ustalić termin badania - to starsza córka. Troskliwa.
- Chciałem przeprosić wszystkie osoby, które obraziłem swoimi słowami - to uczeń z mojej klasy, po moim przemówieniu.
I chociaż od 7.30 do 14.30 miałam lekcje, od 14.30 do 16.00 spotkanie z rodzicem uczennicy, od 18.00 do 18.30 byłam na na zebraniu w liceum, a od 19.00 do 20.00 na badaniach w szpitalu, to czułam, że ten dzień mógłby jeszcze trwać i trwać.