sobota, 9 marca 2024

wnętrz

Kalina jest królową w swojej szkole, ponieważ jest jedyną panią od biologii. Dzięki temu nikt nie wtrąca się do wyglądu pracowni biologicznej i Kalina sama jest sobie sterem, żeglarzem i dekoratorką wnętrz.

Pracownia Kaliny ma zatem fragmenty duszy Kaliny tu i ówdzie:

Kobiety, na które Kalina zerka, szukając dla siebie sporej dawki siły i łagodności. 

Ulubione zwierzęta Kaliny

Lampiony i puchate chmurki, które wiszą nietknięte od września, chociaż spore grono koleżanek nauczycielek wieszczyło im rychłą śmierć z rąk uczniów. Ani jeden lampion nie został zerwany - a są przyczepione na słowo honoru, spinaczem do szpary w płytach sufitowych. Wystarczy je mocniej pociągnąć i spadną. Ale nikt nie ciągnie. I nie spadają. W tle widać tablice, na których oczywiście zwierzaki, ale też kopie Vincenta. I ryby pod sufitem, zrobione przez uczniów na lekcjach. 





umiarkowany

 Kalina od kilku dni ma gorączkę i katar. A od wczoraj do przeziębienia dopałętało się zapalenie miazgi w siódemce.

Teraz Kalina naprawdę nie wie, co ją boli: zatoki, czy ząb. I nie wie Kalina, czy w nocy budzi się, bo czuje pulsujący ból zęba, czy też jest to pukająca w czaszkę zawartość zatok. W ostatecznym rozrachunku - niewielka różnica. Boli, wybudza, męczy.

Pani dentystka Kaliny, która zna Kaliny lęk przed bólem na fotelu, bardzo się stara być delikatna w słowie i geście.

- Do poniedziałku powinna pani wytrzymać - powiedziała w piątek wieczorem. - Gdyby musiała pani jechać na pomoc dentystyczną, to polecam tę jedną.

Kalina zbladła.

- Jaka pomoc dentystyczna!? Przecież ja nie usiądę na fotelu przypadkowego dentysty!

Pani dentystka uśmiechnęła się uroczo.

- Oczywiście. Rozumiem, że dziś w nocy ból był zaledwie umiarkowany.

Kalina pożegnała się z dentystką, rozmyślając o tym, co powiedziała.

Byle do poniedziałku. Taki jest plan. Plan nie jest jeszcze skonsultowany z siódemką, ale nie będzie jakiś marny ząb pluł nam w twarz i dzieci nam germanił. 





czwartek, 7 marca 2024

tatuś

Kalina uczy miłego chłopca. Miły chłopiec powiedział Kalinie, że jego tata jest lekarzem. Kalina znała kiedyś lekarza o tym nazwisku i zonk! Okazało się, że to ten sam. 

Niestety lekarz ów jest tatusiem nie tylko chłopca i jego braciszków, ale też nieco wcześniej został tatusiem syna koleżanki Kaliny. Hm...

Taka to rodzinna impreza. 

W tej samej szkole pracuje też mama miłego chłopca i Kalina doszła do wniosku, że zdecydowanie lepiej będzie, gdy sama przyzna się mamie chłopca, że zna jej męża. Mama natychmiast napisała do męża, że pracuje z Kaliną i nagle niezwykła sytuacja: tatuś chłopca zupełnie nie pamięta Kaliny.

Naturalnie jest to możliwe. Takie rzeczy się zdarzają. Jednak biorąc pod uwagę stopień zażyłości w miłych czasach, wydaje się to zaskakujące. Tatuś chłopca nie raz był u Kaliny, Kalina w jego domu także bywała nierzadko... 

Kalina zrozumiała: tatuś nie chce, żeby Kalina rozmawiała z jego małżonką na jego temat. Kalina nie będzie. Być może małżonka nie do końca zna historię wcześniejszych dzieci swego męża (jeśli Kalina dobrze pamięta, było ich troje razem z synem koleżanki).

Jeśli Kalina umie liczyć, to tatuś ma swych dzieci siedmioro. Celowo Kalina użyła pełnego liczebnika, a nie zapisała cyfrą, bo cyfra 7 wygląda tak niewiarygodnie w kontekście liczby potomstwa, że prawdopodobnie uznano by ją za pomyłkową. Siedmioro dzieci z trzema kobietami. Czworo w domu, troje alimentowanych. 

Ja pierniczę.

wtorek, 5 marca 2024

traumą

Kalina dotarła do pracy z poczuciem, że ma gorączkę i dopiero w swojej sali na termometrze zaokiennym zauważyła, że jest plus 3 i to nie gorączka Kaliny, tylko zimnica zewnętrzna.
Cholera jasna.
Przecież był już kwiecień prawie! Niemal 20 stopni, cienka bluzka i pot na plecach podczas sprzątania działeczki!

Kalina będzie uczyła dziecko, które ma za sobą najgorszą z możliwych przeszłość. Historia jak z horroru. Dziecko nie może chodzić do szkoły, psychiatrzy orzekli, że z taką traumą musi kilka lat przyzwyczajać się do kontaktów z ludźmi. 
Jest agresywne, autodestrukcyjne, niezwykle wrażliwe na dotyk, ucieczkowe i aspołeczne. 
Gdy Kalina poczytała w dokumentach, co przeżyło, nie mogła słowa wydusić. Chciałoby się powiedzieć, że takie rzeczy się nie zdarzają, że to tylko scenariusz, powstały w głowie chorego twórcy. Niestety. Życie.

- Czy dobrze rozumiem, że moja rola polega na tym, żeby to dziecko rozwijało się intelektualnie, miło spędzało czas i miało kontakt z ludźmi, którzy go nie krzywdzą?
- Tak - odpowiedziała psycholog, która przygotowywała Kalinę przed pierwszą wizytą w miejscu zamieszkania dziecka. 

Zatem będzie Kalina "uczyła" przyrody najlepiej jak umie. Czytając książki, rysując, oglądając świat pod mikroskopem i przez szkło powiększające. Niech ten mały człowiek widzi, że są jakieś fragmenty świata, które nie są całkiem złe. 

PS. Kalina celowo używała określenia "dziecko", chociaż sama go nie lubi. W sercu Kaliny ochrona tego człowieka musi być jak największa i nie chce Kalina nawet tu nazywać go chłopcem lub dziewczynką. Chce Kalina pilnować klosza, który teraz dorośli próbują nad dzieckiem zbudować. 

poniedziałek, 4 marca 2024

czekolady

- Przyjechać?
- Przyjedź. Ale mam tylko tabliczkę czekolady. 

Kalina ostatecznie spędziła popołudnie, masując niezwykle napuchniętą dłoń koleżanki - układ krążenia nie daje rady po operacji i palce zaczęły wyglądać jak serdelki.
Wypiły kawę, zjadły całkiem niedobre ciasto, które kupiła Kalina po drodze i nagadały się po kokardę.

- Powiem ci, bo muszę komuś powiedzieć - zaczęła koleżanka i otworzyła szufladę w swojej głowie z napisem "straszny wstyd".
Kalina zna ją za długo, żeby jakiś tam byle "straszny wstyd" mógł zmienić jej życzliwość. 
Na pooperacyjnej dłoni można było zobaczyć zarys kostek, szuflada trochę się opróżniła, a większa cześć ciasta wylądowała w śmieciach. Obok strasznego wstydu. Typowa niedziela dwóch kobiet.