Mama Kaliny bardzo cierpi. Boli ją bark, co odbiera jej chęć do chodzenia, wstawania, leżenia, spania i czytania. Odbiera jej chęć do wszystkiego.
Mama Kaliny ma też problemy z tarczycą i dostała skierowanie do endokrynologa.
Kalina umówiła mamę do endokrynologa i zadzwoniła w tej sprawie do siostry.
- Umówiłam mamę do endokrynologa - zaczęła radośnie. - Ale ty musisz z nią iść, bo mi nie pasuje termin. Chcę tego dnia iść do fryzjera.
Siostra Kaliny przysiadła na półdupku, wyjęła kalendarz i poprosiła o podanie daty wizyty.
- Siódmy sierpnia.
Siostra Kaliny zapisała termin.
- Zapisałaś? - Kalina wolała się upewnić. - A masz już kalendarz na przyszły rok? Bo to jest w sierpniu 2020.
Siostra Kaliny bez wahania powiedziała, że jej też nie pasuje, bo chciała tego dnia iść na paznokcie
- Do ortopedy nawet nie dzwoń - poradziła siostra Kaliny. Jest starsza i w pewnych sprawach mądrzejsza. - Ustalą mamie termin na 2025, a wtedy może będziemy szły do kina.
Pożegnały się w przyjaźni, bo w takich sytuacjach nic innego im nie pozostało.
Witaj, prywatny gabinecie endokrynologiczny i ortopedyczny!
Witaj smutku!
czwartek, 11 lipca 2019
środa, 10 lipca 2019
światłem
Kilka lat temu Kalina kupiła lampkę solarną. Zainstalowała ją w doniczce na balkonie. Lampka przez te kilka lat nie zaświeciła się nigdy. Mieszkała w doniczce, ale ani razu nawet nie wykazała odrobiny przebłysku intelektualnego albo innego.
Dziś Kalina, mając dzień na wyrzucanie wszystkiego, postanowiła się z lampką pożegnać. Wyjęła ją z doniczki, przyjrzała się i z właściwą sobie ciekawością, rozmontowała ją, żeby zobaczyć, jak wygląda urządzenie, które zamienia światło w światło. Nie wyglądało jakoś spektakularnie, więc Kalina postanowiła zmontować lampkę przed umieszczeniem jej w okrągłym segregatorze. I właśnie podczas skręcania solarnego cudu techniki Kalina zauważyła dziwną karteczkę wewnątrz lampki. Karteczkę z nadrukowaną strzałką. Zanim mózg Kaliny wykonał jakiś wyrzut kationów i anionów do synapsy w celu uzyskania jakiegokolwiek przemyślenia, dłoń Kaliny chwyciła karteczkę i pociągnęła zgodnie z kierunkiem wskazanym przez strzałkę. Karteczka wysunęła się z wnętrza lampki, a mała żaróweczka zaświeciła się bladym światłem.
Otóż było to zabezpieczenie na czas transportu lampki.
Wyobrażam sobie te wszystkie długie wieczory i noce, gdy lampeczka martwiła się, że nie może się zaświecić, chociaż ma siły i chęci. A wszystko przez niefortunną blokadę, niewyciągniętą przez Kalinę.
Kalina przeprosiła lampkę, umieściła ją w starym miejscu w doniczce i teraz czeka na wieczór, żeby zagadać, pochwalić, pogłaskać i nawiązać bliższe relacje.
Dziś Kalina, mając dzień na wyrzucanie wszystkiego, postanowiła się z lampką pożegnać. Wyjęła ją z doniczki, przyjrzała się i z właściwą sobie ciekawością, rozmontowała ją, żeby zobaczyć, jak wygląda urządzenie, które zamienia światło w światło. Nie wyglądało jakoś spektakularnie, więc Kalina postanowiła zmontować lampkę przed umieszczeniem jej w okrągłym segregatorze. I właśnie podczas skręcania solarnego cudu techniki Kalina zauważyła dziwną karteczkę wewnątrz lampki. Karteczkę z nadrukowaną strzałką. Zanim mózg Kaliny wykonał jakiś wyrzut kationów i anionów do synapsy w celu uzyskania jakiegokolwiek przemyślenia, dłoń Kaliny chwyciła karteczkę i pociągnęła zgodnie z kierunkiem wskazanym przez strzałkę. Karteczka wysunęła się z wnętrza lampki, a mała żaróweczka zaświeciła się bladym światłem.
Otóż było to zabezpieczenie na czas transportu lampki.
Wyobrażam sobie te wszystkie długie wieczory i noce, gdy lampeczka martwiła się, że nie może się zaświecić, chociaż ma siły i chęci. A wszystko przez niefortunną blokadę, niewyciągniętą przez Kalinę.
Kalina przeprosiła lampkę, umieściła ją w starym miejscu w doniczce i teraz czeka na wieczór, żeby zagadać, pochwalić, pogłaskać i nawiązać bliższe relacje.
wtorek, 9 lipca 2019
świecznika
Uwielbiam palić za oknem świeczki. Gdy patrzę przez szybę i widzę tańczący płomień, jestem ze sobą.Nie zasłaniam okien, nie martwię się, że sąsiedzi mogą zobaczyć, co robię w domu. Niech widzą. Niech patrzą.
Kupuję wielkie świece, stawiam na podłodze na balkonie, wypalam je do dna.
Niedawno świeca się zbuntowała. Zaczęła wychodzić z glinianego naczynia, którego używam jako świecznika. Oczywiście dostrzegam w tym nieznaczny udział piekarnikowych temperatur i południowej wystawy balkonu, ale uważam, że spora w tym wola świecy.
Czekam, co dalej. Moja młodsza córka uznała, że świeca wygląda jak robak, który wychodzi z jabłka. Podoba mi się to określenie. Obserwuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)