Czuję brak wiary, nadziei i miłości.
Wszystko jakoś się toczy. Nic złego się nie dzieje, a co chwilę mam wrażenie, że to plastik, erzac, chińszczyzna i marność nad marnościami. Albo nawet marność pod marnościami.
Wcześnie robi się ciemno. Za wcześnie. Rozumiem sens zmiany czasu, choć tego nie popieram, ale nie rozumiem, dlaczego zmiana czasu musi od razu powiększać ciemności za moim oknem.