Ten porządek to tylko pozory. W rzeczywistości za fasadą wszystko jest poprzestawiane i pomieszane.
Poczucie winy miesza się ze zmęczeniem i brakiem pewności siebie, a smutek plącze się z brakiem motywacji i energii.
Jeśli naturalnie brak czegoś może się mieszać lub plątać.
Może.
W końcu to moja fasada i moje poprzestawianie.
czwartek, 7 czerwca 2018
przesyłkę
Trzeci dzień walczę z inpostem o moją przesyłkę.
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...
środa, 6 czerwca 2018
świeci
Na podłodze widzę linię światła, rozszczepioną w tęczę. Jest wcześnie. Słońce nie zagląda teraz do moich okien, więc zaczynam obserwować drogę, jaką pokonało, wślizgując się na podłogę.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.
Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.
Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.
poniedziałek, 4 czerwca 2018
kolejce
Rejestracja w przychodni. Dwa okienka, tłum ludzi. Wszyscy razem, w jednej kolejce, jak za starych dobrych czasów: do pobrania krwi, do zmierzenia ciśnienia, do psychiatry, pediatry i lekarza rodzinnego. Z kleszczem w nodze, bólem głowy i wysypką na pośladku. Wszyscy czekają w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego - poniedziałek po długim weekendzie, a każdy wie, że spieszy mu się najbardziej.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.
Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.
Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.
niedziela, 3 czerwca 2018
odhaczamy
Duch czasu powiedział do mnie: "Kalino, jestem! Skończ z niechęcią. Weź głęboko powietrze w płuca, poczuj jak wypełnia cię całą i zdobądź się wreszcie".
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.
Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.
Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.
Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".
Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.
I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...
I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.
Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.
Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.
Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".
Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.
I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...
I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)
zmieniam
Zmieniam się. To dziwne uczucie.
Mam świadomość, że jestem inna w środku niż pięć lat temu. Niż rok temu. Niż trzy miesiące temu. Niż tydzień temu.
Więcej czasu poświęcam spokojowi. Nie spieszę się.
Myślę, zanim odpowiem na pytanie.
Ćwiczę jogę, uczę się medytacji, słucham audiobooków i nie podążam za polityką.
Lubię nosić bransoletki i zastanawiam się, czy zrobić sobie dziurki w uszach.
Chyba mniej jest we mnie ognia, a więcej ziemi. Mniej powietrza, a więcej wody. Mniej mówienia, a więcej myślenia.
Nauczyłam się milczeć.
Gorąco i zimno zmieszało się we mnie, dając nową temperaturę.
Gdy czuję, że ktoś składa mi skrzydła, odsuwam się i szukam lepszej przestrzeni.
Zmieniam się również na zewnątrz. To dziwne uczucie.
.
Mam świadomość, że jestem inna w środku niż pięć lat temu. Niż rok temu. Niż trzy miesiące temu. Niż tydzień temu.
Więcej czasu poświęcam spokojowi. Nie spieszę się.
Myślę, zanim odpowiem na pytanie.
Ćwiczę jogę, uczę się medytacji, słucham audiobooków i nie podążam za polityką.
Lubię nosić bransoletki i zastanawiam się, czy zrobić sobie dziurki w uszach.
Chyba mniej jest we mnie ognia, a więcej ziemi. Mniej powietrza, a więcej wody. Mniej mówienia, a więcej myślenia.
Nauczyłam się milczeć.
Gorąco i zimno zmieszało się we mnie, dając nową temperaturę.
Gdy czuję, że ktoś składa mi skrzydła, odsuwam się i szukam lepszej przestrzeni.
Zmieniam się również na zewnątrz. To dziwne uczucie.
.
rękoma
Całe szczęście, że to nie ja zostałam żoną któregoś z książąt. Dziękuję losowi, gdyż jest jedna sprawa, która bardzo by mnie męczyła, gdybym jednak musiała zostać księżną w jakimś eleganckim zamku.
Otóż uwielbiam jeść rękoma. Może nie wszystko, ale są potrawy, które same włażą mi w palce. Taki na przykład makaron - no muszę palcami i już. Tak samo mięso, które ma w sobie fragment kości. Albo większe fragmenty jarzyn z sałatek. Tylko rękami. Widelec może mi ostatecznie służyć do odsuwania tych elementów, których nie mam ochoty akurat wyjeść.
Kiedyś na imprezie siedziałam obok Magdy i obok wielkiej misy sałatki (pysznej!), w skład której wchodziły między innymi pieczone buraki. Początkowo wyjadałyśmy z Magdą fragmenty sałatki dyskretnie. Potem przysunęłyśmy misę bardzo blisko nas i bez żadnych ograniczeń wyjadałyśmy poszczególne składniki, zgodnie z kolejnością lubienia. Bardzo szybko sałatka się skończyła, a my oblizywałyśmy palce z sosu. Pysznego!
Także ten... Współczuję, jeśli ktoś nigdy nie jadł spaghetti, trzymając nitki makaronu palcami wysoko nad swoją głową i wciągając go od dołu. Mmmm...
Otóż uwielbiam jeść rękoma. Może nie wszystko, ale są potrawy, które same włażą mi w palce. Taki na przykład makaron - no muszę palcami i już. Tak samo mięso, które ma w sobie fragment kości. Albo większe fragmenty jarzyn z sałatek. Tylko rękami. Widelec może mi ostatecznie służyć do odsuwania tych elementów, których nie mam ochoty akurat wyjeść.
Kiedyś na imprezie siedziałam obok Magdy i obok wielkiej misy sałatki (pysznej!), w skład której wchodziły między innymi pieczone buraki. Początkowo wyjadałyśmy z Magdą fragmenty sałatki dyskretnie. Potem przysunęłyśmy misę bardzo blisko nas i bez żadnych ograniczeń wyjadałyśmy poszczególne składniki, zgodnie z kolejnością lubienia. Bardzo szybko sałatka się skończyła, a my oblizywałyśmy palce z sosu. Pysznego!
Także ten... Współczuję, jeśli ktoś nigdy nie jadł spaghetti, trzymając nitki makaronu palcami wysoko nad swoją głową i wciągając go od dołu. Mmmm...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
