sobota, 21 kwietnia 2018

faraon

wikipedia
Tutanchamon ożył!
I to w kobiecej postaci!
Widziałam wczoraj! Siedział niedaleko mojego stolika i pił piwo z dużego kufla. Miał czerwoną sukienkę, czarne sandały, długie, czarne, proste włosy, czarne oczy, rzęsy długie na około 3,5 cm i całą złotą twarz! Całą!
Wnikliwa analiza pomogła mi wyciągnąć następujące wnioski:
1. albo jakaś brunetka pomyliła puder ze złotym cieniem;
2. albo niesforny faraon wylazł z sarkofagu a zapomniał zdjąć maskę;
3. albo teraz jest taka moda, a ja się nie znam.

Numer 2, dobra?

czwartek, 19 kwietnia 2018

rozmiary


Miejsce akcji: sklep obuwniczy.


stylowi.pl
- Niech pani popatrzy: tu są karteczki przy butach. Na każdej jest napisane, jakie rozmiary są dostępne. Nie musi pani o każdy pytać. A z tych mamy akurat wszystkie rozmiary, bo to nowość jest. Poprzedni fason był mocno nieudany. Niech pani sama spojrzy. Podeszwa za gruba, zupełnie nietrafiona. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu i jedna pani nawet je kupiła, ale ja uważam, że nieudane. A te nowe - o! Bardzo ładne! I jaka skóra mięciutka! Polski producent! Kolor może nie najlepszy, ale do jasnej sukienki może być. Chociaż ja wolę trochę jaśniejsze. Ale to oczywiście rzecz gustu. No i to zapięcie nieszczególnie mi się podoba. Bo ja, droga pani, wolę takie trochę niższe. Nóżka wtedy nabiera pięknego kształtu.

Podziękowałam i wyszłam. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, czy chcę coś kupić. Pan z którym "rozmawiałam" pełnił w tym sklepie rolę sprzedawcy, kupującego i wyrzutów sumienia.

środa, 18 kwietnia 2018

spojrzenie

Na parkingu przed sklepem krąży mocno zniszczony życiem satelita. Twarz w kolorze wyschniętego ziemniaka, matowe spojrzenie głęboko osadzonych oczu, chód trochę jakby wieża w Pizie przechodziła nieco bardziej w lewo, a trochę jakby ktoś przesuwał stary fortepian.
W skali uzależnień: 10/10.

wiadomości-gazeta.pl
Przygląda się wysiadającym z samochodów gwiazdom i próbuje ugrać swoje "chociaż bułeczkę".
Ma swój honor ("nie jestem żebrakiem!").
Ma swoje zwyczaje ("jutro też tu będę, szefowo!").
Ma swoją dumę ("a gdyby tak chociaż 50 groszy?").

Kiedyś  bałam się tych satelitów. Krążących między życiem a śmiercią. Między nieznaczną świadomością umysłu a zupełnym odlotem. Pojawiających się znikąd. Znikających nigdzie.

Teraz kupuję im coś, co nie rozsadzi resztek wątroby, dziękuję za życzenia "zdrowia, piękna pani!" i tylko trzymam kciuki, żeby miłosierna elipsa pozwoliła ich dzieciom nie wpaść w te same tory...

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

jakiś

demotywatory
     Siedzę na tarasie domu w obcym mieście. Owinięta kołdrą, z komputerem na kolanach i kubkiem gorącej herbaty w ręce. Dookoła ciemności, takie jak mogą być tylko w obcym mieście. Nagle słyszę dziwny hałas. Na tle czarnego nieba widzę jeszcze czarniejszą sylwetkę, schodzącą po rynnie z dachu na mój taras. Zastanawiam się, czy lepiej uciekać, czy udawać, że jestem niewidzialna. Strach paraliżuje mnie tak bardzo, że okulary zsuwają mi się z nosa, co delikatnie poprawia ostrość widzenia na odległość.
     I wtedy czarna sylwetka ląduje na moim tarasie. Na czterech łapach. Nawet nie odwraca swojego ogromnego cielska w moją stronę. Nie zaszczyca mnie spojrzeniem kocich oczu. Idzie dalej. Prawdopodobnie wykonuje swój cowieczorny obchód okolicy.
     Teraz czekam na hałas, który zrobi wracając z polowania. Sądząc po rozmiarach, był to tygrys szablozębny. Lub inny jakiś. Z kotowatych.