Kalina i jej przyjaciółka jeżdżą sobie w miejsca dziwaczne. Dziś wybór padł na Jezusa w Świebodzinie.
Wsiadły rano w samochód, pomknęły autostradą i dojechały w miejsce znane z ach-jakże-paskudnie-dużego-Jezusa.
Wysiadły z samochodu. Przy Jezusie prawie pusto, tylko jedna grupa turystów. I nagle z grupy tejże odłączyło się sześciu nieletnich, żwawym truchtem podbiegło do Kaliny i wrzeszcząc na całe lubuskie "pani od przyrody" rzuciło się Kalinie w objęcia. Gdyż albowiem była to wycieczka z domu dziecka, który sąsiaduje ze szkołą Kaliny.
I Kalina nigdy w życiu się nie spodziewała, że w Świebodzinie będzie dla turystów większą atrakcją niż Jezus.
Taki cud.


