Najlepiej się czuję, gdy pochłania mnie jakieś zajęcie. Na przykład praca. Zanurzam się w pracy i jestem wtedy zdrowa, a ludzie są uczciwi i lojali. A poem nagle kończę ostatnią lekcję i wracam do rzeczywistości, w której ktoś, kto powinien mnie wspierać, nawet teraz robi mi świństwa.
Nie miałam migreny od kilku miesięcy. To cudowie. A tymczasem wykryto mi dwa tygodnie temu kolejnego guza. I cały czas słyszę, że to nie są przerzuty. Moje ciało produkuje guzy. Z jakiegoś powodu. Moja przecudowna onkolożka mówi za każdym razem: nie masz łatwo.
Po usunięciu guza mózgu kupiłam sobie kryształ górski tak duży, jak mój guz. Mam go. Oglądam. Przypominam sobie, ile przeszłam i jaka jestem silna. Teraz chcę kupić kolejne kryształy. Trzy. Usunięto mi trzy gyzy. Czwarty przebywa jeszcze ze mną. Jestem w drodze do sklepu, który sprzedał mi rok temu miarę tego, jaka jestem silna. Siedzę w hotelowej restauracji i podziwiam przez okno katedrę w Magdeburgu. Za chwilę wyruszam do Hagi. W sklepie z kamieniami półszlachetnymi kupię 3 guzy, które będę podziwiać i przypominać sobie, że jestem silna. Gdy o tym zapominam. Czyli bardzo często.