sobota, 28 maja 2016

mizerią

Przypomniało mi się, na skutek pełnego ekspresji posta Kaczki (wymiot Capulettich):

Kiedyś na obiad miała być mizeria. Jędrne, piękne ogórki czekały na swoją kolej pod katowskim mieczem.
- Mamo, mogę ogóleczka?  - spytało dziewczę, które było nieduże, acz bardzo rozwinięte lingwistycznie.
Cały, obrany, zielony ogórek znikał powoli w niedużej paszczy, siekany białymi jak drzwi od lodówki mleczakami. Pozostałe ogórki w miarowym rytmie noża zamieniały się przy mojej skromnej pomocy w plasterki.
Nagle - buch, para w ruch - gabaryty małego żołądeczka okazały się niewystarczające dla całego ogóreczka. A może to ogóreczek zapomniał pożegnać się z kolegami - enyłej (jak mawiają niektórzy)w jednoznaczny sposób córka dała do zrozumienia, że ogórek znowu ujrzy światło dzienne. Jednym zgrabnym ruchem nakierowałam dziewczątko do łazienki, umieściłam górną część jego ciała nad wanną i już po milisekundzie obydwa końce ogórka znajdowały się w wannie. Środek też.
Córka w podskokach opuściła łazienkę, zajmując się sprawami ważnymi dla dwulatka. My z ogórkiem zostaliśmy zdani na siebie. Po wykonaniu niezbędnych czynności opuściłam łazienkę i dokończyłam krojenie kolejnych ogórków na mizerię.
Po jakimś czasie wrócił z pracy tatuś nieletniej. Zasiadł szczęśliwy przy stole i rozpoczął konsumpcję obiadu. Mizerii też. Zainteresowana sprawą córka zajrzała do tatowego talerza, podrapała się po szyi, spojrzała w okno i zadumana zapytała:
- Mamo, czy tata je tego ogóleczka, któlego ja psed chwilą zwymiotowałam do wanny?

kwas

plfoto.com
- Niektóre zwierzęta wydalają mocznik, a niektóre kwas moczowy. To wszystko są związki azotu, tak samo jak kwas azotowy.
- Dziwne te nazwy, mamo: mocznik, kwas moczowy, kwas klozetowy...

piątek, 27 maja 2016

kartę

- Zadzwoniłam na infolinię, żeby się dowiedzieć, w jaki sposób mogę przenieść kontakty i zdjęcia ze starego telefonu do nowego. Pan był bardzo miły, powiedział mi, że wystarczy jeśli umieszczę kartę jakąś-tam o nazwie głoskowo-sylabowej w miejscu jakimś-tam o nazwie numerycznej, dokonam transferu danych z telefonu na kartę, a potem umieszczę tę kartę w nowym telefonie i wykonując odwrotną procedurę, dokonam transferu danych z karty do nowego telefonu.
- Boże...
- Tak. Bóg mnie strzegł. Nic na to wszystko nie powiedziałam. Pan się chyba zorientował, że ja nie mówię w tym języku i powiedział: najlepiej niech pani poprosi jakiegoś nastolatka o pomoc.
- Boże...
- Tak. Bóg mnie strzegł. Na to też nic nie powiedziałam.
- A on znał twój wiek?
- Chyba tak, bo na początku musiałam mu podać datę urodzenia, żeby udowodnić, że ja to ja. Ale nie jestem pewna, czy skojarzył moją datę urodzenia z moim wiekiem. On raczej był z innej planety. Z takiej, na której zamiast lat ludziom upływają megabajty...

poniedziałek, 23 maja 2016

zaplombowana

- Od czasu do czasu otwiera się we mnie skrzynia z masochizmem. Zwykle jest skrzętnie zaplombowana, ale czasem, z zaskoczenia, wieko się uchyla i wtedy zaczynam robić coś, co pozbawia mnie spokoju ducha, snu i radości na długie, długie godziny.
- Przeczytałaś znowu "Chłopca z latawcem"?
- Gorzej! Weszłam w tematykę masowej zagłady podczas drugiej wojny światowej.
- "Chłopiec w pasiastej piżamie"?
- Nie. Film o eksperymentach medycznych w obozach koncentracyjnych.
- Oszalałaś?! Zafundowałaś sobie długi weekend z podkrążonymi oczami!

niedziela, 22 maja 2016

wyrosło

- Płacisz routexem? Też miałam kiedyś kartę routex. Służbowy samochód, służbowe paliwo, służbowa karta. Niestety, miałam z tą kartę pewną traumatyczną  przygodę... Otóż na miesiąc przed upływem terminu jej ważności wysłano do mnie nową kartę, a starą anulowano. Nikt mnie jednak o tym nie powiadomił i w tym martwym czasie (już z nieczynną starą kartą, ale jeszcze bez nowej) wylądowałam na stacji benzynowej. Zatankowałam. Poszłam do kasy. Podałam tę anulowaną kartę. I tu zaczyna się film sensacyjny. Spod ziemi wyrosło nagle dwóch wysokich panów w ciemnych strojach, z szyjami szerszymi niż głowy, którzy stanęli obok mnie. Sprzedawca poinformował mnie, że musi wezwać policję. Czułam się malutka i bardzo niekochana... Gdy prosiłam o wyjaśnienie, szeptem powiedziano mi, że moja karta jest zgłoszona jako kradziona i jestem zatrzymana jako złodziej. Przekonałam się wówczas, że tego typu zatrzymań nie dokonuje się dyskretnie. Widownia również wyrasta spod ziemi, niestety dla odmiany w obfitych ilościach. Zanim wezwano policję przekonałam pana sprzedawcę, żeby zadzwonił do firmy routex i wyjaśnił problem. Rozmowy, telefony, rozmowy, telefony, ja coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że jednak tę kartę ukradłam. I nagle - stała się światłość! Sprawę wyjaśniono. Panowie w czarnych mundurach zapadli się pod ziemię, widownia odeszła z poczuciem zmarnowania pół godziny na spektakl, który nie zakończył się spektakularnym pościgiem między półkami z pluszakami i płynem do spryskiwaczy. A ja musiałam wykreślić tę stacje na długi czas z mojej prywatnej mapy tankowniczej...

komunikatywna


www.rp.pl
- Moja mama, za czasów niegooglowych, miała sąsiadkę - Koreankę, mówiącą tylko po koreańsku. Mama, ku ogólnemu zaskoczeniu, niestety po koreańsku jakoś słabo... Pewnego dnia Koreanka przyniosła mojej mamie karteczkę od szkolnej pielęgniarki (mały Koreańczyk chodził do polskiej szkoły). Na karteczce stało jak byk: proszę podać kalendarz szczepień obowiązujący u państwa w kraju.
Moja mama, osoba rezolutna i niezmiernie komunikatywna, wzięła do ręki ścienny kalendarz, plik kartek i długopis, i po kilku godzinach wypisała szkolnej pielęgniarce kalendarz szczepień obowiązujący w Korei. Bardzo bolały ją potem ręce, była zmęczona demonstrowaniem objawów różnych chorób, dźwiękonaśladownictwem pewnych symptomów oraz rysowaniem na kartce, ale dała radę. W podziękowaniu mama dostała od Koreanki śledzia, którego ta zakupiła w rybnym, przyczepiła za ogon do sznura na balkonie i suszyła przez kilka tygodni. Tak naprawdę mama najpierw dostała od Koreanki smród tego śledzia, a potem krępowała się go wyrzucić do śmieci, bo cała ulica od razu poczułaby, że śledź jednak zmienił lokal...
Koreanka pochodziła z Korei Południowej, jej mąż twierdził, że jest biznesmanem, podróżował po całej Polsce, a podczas posiłków spoglądał z czułością na portret wiszący nad stołem. Portret sam-wiesz-kogo. Kiedyś spytaliśmy, kto jest na portrecie. Dowiedzieliśmy się, że ich dziadek. Dziadek wszystkich porządnych Koreańczyków, jak mniemam...