- Płacisz routexem? Też miałam kiedyś kartę routex. Służbowy samochód, służbowe paliwo, służbowa karta. Niestety, miałam z tą kartę pewną traumatyczną przygodę... Otóż na miesiąc przed upływem terminu jej ważności wysłano do mnie nową kartę, a starą anulowano. Nikt mnie jednak o tym nie powiadomił i w tym martwym czasie (już z nieczynną starą kartą, ale jeszcze bez nowej) wylądowałam na stacji benzynowej. Zatankowałam. Poszłam do kasy. Podałam tę anulowaną kartę. I tu zaczyna się film sensacyjny. Spod ziemi wyrosło nagle dwóch wysokich panów w ciemnych strojach, z szyjami szerszymi niż głowy, którzy stanęli obok mnie. Sprzedawca poinformował mnie, że musi wezwać policję. Czułam się malutka i bardzo niekochana... Gdy prosiłam o wyjaśnienie, szeptem powiedziano mi, że moja karta jest zgłoszona jako kradziona i jestem zatrzymana jako złodziej. Przekonałam się wówczas, że tego typu zatrzymań nie dokonuje się dyskretnie. Widownia również wyrasta spod ziemi, niestety dla odmiany w obfitych ilościach. Zanim wezwano policję przekonałam pana sprzedawcę, żeby zadzwonił do firmy routex i wyjaśnił problem. Rozmowy, telefony, rozmowy, telefony, ja coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że jednak tę kartę ukradłam. I nagle - stała się światłość! Sprawę wyjaśniono. Panowie w czarnych mundurach zapadli się pod ziemię, widownia odeszła z poczuciem zmarnowania pół godziny na spektakl, który nie zakończył się spektakularnym pościgiem między półkami z pluszakami i płynem do spryskiwaczy. A ja musiałam wykreślić tę stacje na długi czas z mojej prywatnej mapy tankowniczej...
niedziela, 22 maja 2016
wyrosło
- Płacisz routexem? Też miałam kiedyś kartę routex. Służbowy samochód, służbowe paliwo, służbowa karta. Niestety, miałam z tą kartę pewną traumatyczną przygodę... Otóż na miesiąc przed upływem terminu jej ważności wysłano do mnie nową kartę, a starą anulowano. Nikt mnie jednak o tym nie powiadomił i w tym martwym czasie (już z nieczynną starą kartą, ale jeszcze bez nowej) wylądowałam na stacji benzynowej. Zatankowałam. Poszłam do kasy. Podałam tę anulowaną kartę. I tu zaczyna się film sensacyjny. Spod ziemi wyrosło nagle dwóch wysokich panów w ciemnych strojach, z szyjami szerszymi niż głowy, którzy stanęli obok mnie. Sprzedawca poinformował mnie, że musi wezwać policję. Czułam się malutka i bardzo niekochana... Gdy prosiłam o wyjaśnienie, szeptem powiedziano mi, że moja karta jest zgłoszona jako kradziona i jestem zatrzymana jako złodziej. Przekonałam się wówczas, że tego typu zatrzymań nie dokonuje się dyskretnie. Widownia również wyrasta spod ziemi, niestety dla odmiany w obfitych ilościach. Zanim wezwano policję przekonałam pana sprzedawcę, żeby zadzwonił do firmy routex i wyjaśnił problem. Rozmowy, telefony, rozmowy, telefony, ja coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że jednak tę kartę ukradłam. I nagle - stała się światłość! Sprawę wyjaśniono. Panowie w czarnych mundurach zapadli się pod ziemię, widownia odeszła z poczuciem zmarnowania pół godziny na spektakl, który nie zakończył się spektakularnym pościgiem między półkami z pluszakami i płynem do spryskiwaczy. A ja musiałam wykreślić tę stacje na długi czas z mojej prywatnej mapy tankowniczej...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
o rany.... wyobrazam sobie. Mi sie robi okrutnie glupio juz kiedy przy placeniu karta czekanie na polaczenia z bankiem trwa dluzej niz te 2-3 sekundy. Od razu czuje sie jak przestepca, chociaz nie mam ku temu powodu. I ze wszyscy na mnie patrza. O_o
OdpowiedzUsuńRÓWNOCZEŚNIE mój Ty wspólny neuronie ♥
Usuń<am poczucie, że zrobiłam coś strasznie złego, gdy pani w rejestracji przeszukuje hektolitry szuflad w poszukiwaniu mojej kartoteki i nie może jej znaleźć. Zazwyczaj słyszę wtedy pełne wyrzutu: Ale ja nie mam pani karty! co przyspiesza mi puls... I już zaczynam przepraszać, że się ośmieliłam...
UsuńNie ma to jak gotówka. Albo małżeństwo z szejkiem.
OdpowiedzUsuńJedno nie wyklucza drugiego... To musi być cudownie - tankować na własnej stacji...
UsuńKalino... przyznam Ci się, że to mój największy koszmar był, bo teraz mi to zwisa, aż tak się nie przejmuję... otóż świadomość, że karta nie zadziała i takie tam mnie przyprawiała o palpitacje, zwłaszcza na stacji benzynowej ))i konieczność posiadania gotówy w portfelu. Mnie się zdarzyło zapomnieć numeru do karty czyli hasła ))ze stresu i dwa strzały w płot oraz zniecierpliwienie kolejki, a także świadomość zblokowania karty ... wyeliminowało z zakupów w tym sklepie na czas dłuższy )) także rozumiem Cię doskonale ..
OdpowiedzUsuńTeż to przeżyłam... Cała taśma zakupów, a ja bez karty... :-)
UsuńNo, popatrz...a ja zatakowałam, odjechałam bez uiszczenia i nikt mnie nie gonił:-) gotowki nie noszę, co oczywiście czasem się mści okrutnie.Trzeba było sobie selfie trzepnąć z tymi panami.
OdpowiedzUsuńSelfie to ja z nimi miałam i bez robienia zdjęć... ;-)
UsuńKiedyś przyjaciel namówił mnie, abym poszła z nim kupić telewizor do mediamarktu, no i jak już wychodzilismy, to mnie zapikała torebka, i nagle przede mną pojawili się dwaj wielcy panowie, chwycili pod ramiona i ja tymi nóżkami przebierałam, mówiąc, ale ja nic nie zrobiłam, ale ja nic nie mam. Wszyscy się gapili, nie wiem, skąd tam nagle pojawiła się sąsiadka i nauczyciele moich dzieci. Panowie posadzili mnie na krześle, wysypali wszystko z torby, a w torbie miałam wszystko, notesy, młotek, miarkę, dokumenty, stare faktury, podpaski, sraski mnóstwo najróżniejszych ważnych rzeczy i co pikało? Dokumenty! Pan wpisał w formularz, że pikały dokumenty, a to była licencja na windowsa, na którą na szczęście miałam fakturę w torebce, nosiłam to prawie rok... więc spociłam się jak norka. Panowie zostawili mnie samą z tym burdelem na stole, przyszedł ten mój przyjaciel i przyglądał się, co ja tam noszę. Jak wychodziłam z tego przybytku, to był ostatni raz. Nigdy mnie już tam do tego sklepu nawet wołami nikt nie zaciągnął. Od tamtej pory w torebce mam jak w labolatorium. Błysk i minimum.
OdpowiedzUsuńAż tak traumatycznego wydarzenia potrzeba, żeby mieć porządek w torebce? Chyba zrezygnuję... ;-)
UsuńWg mnie tam był porządek, ale panowie kręcili nosem na widok młotka, i inych rzeczy, a już na podpaski spoglądali ze wstrętem, ale przecież nie mogli wiedzieć, że byłam w trakcie remontu, tak samo faktury, i inne rzeczy, które dla mnie były ważne, teraz mam odpowiednie przegródki, kosmetyczki i inne takie, mam to wszystko poukładane starannie, w razie pikania, nie chcę się czuć winna tego całego bałaganu, który przecież miałam prawo mieć... musiałabyś widzieć miny tych panów, byłam niewinna, a czułam się cholernie winna... i nawet słowa przepraszamy. Torebka pikła, pikła, więc o co Ci kobieto chodzi, jesteś winna z założenia. Oczywiście po czasie kolega oświecił mnie, że to, co oni wyczyniali było bezprawne.
UsuńW mojej torebce znaleźliby to samo co u Ciebie... Może zamiast młotka mam otwieracz do konserw, mnóstwo zużytych i nowych baterii i pełno pisaków. Reszta - to samo ;-)
UsuńOtwieracz do konserw? Napada Cie czasem niespodziewana ochota zeby wszamac szprote w zalewie?
Usuńzapomniałam o korkociągu, kiedy śpiewałam w chórze, był bardzo przydatny :)
UsuńTo był chór kościelny? Wino mszalne otwierałaś? ;-)
UsuńRozmarzyłem się... Płacić nie swoimi pieniędzmi za benzynę do nie swojego samochodu, którym wożę swoje własne ciało. Jakie to piękne. Co trzeba sprzedać w zamian za takie frukta?
OdpowiedzUsuńHm... Odpowiadam na pytanie numer ostatni: wszystko.
Usuń