sobota, 1 lutego 2025

napisami

Kalina nie lubi w domu napisów. 

Na szamponach, płynach do mycia naczyń, nawet na okładkach książek. 

Kalina odruchowo zawsze je czyta. Potem ma w myśli słowa, których nie może dopasować do przedmiotu. I kręcą się w Kaliny głowie wyrazy zlepione w kłębki.

Czasami męczą Kalinę koszulki z napisami. Zamiast rozmawiać z człowiekiem, Kalina rozmawia z napisem. Litery włażą Kalinie do głowy.

Nie lubi Kalina napisów na samochodach, ponieważ je czyta. Podobnie dużych reklam przy drodze. Kalina skupia spojrzenie na kompletnie zbędnych informacjach o promocjach w sklepach z dachówkami, poszukiwaniu kierowców kategorii T albo stacji benzynowej za 50 km. Z darmową zupą przy tankowaniu za 300 zł.

W idealnym świecie Kaliny litery zamknięte byłyby w książkach i stamtąd można by dozować je według uznania. 

To stan na dziś. Być może jutro będzie zupełnie inaczej. 

piątek, 31 stycznia 2025

casting

Młodsza córka Kaliny ma kłopoty z jedzeniem. Kalina widzi. Na wyjazd do Holandii Kalina zamówiła córce jedzenie pudełkowe, żeby córka nie musiała nic robić, tylko jeść. Jadła. Teraz Kalina robi śniadanka, obiadki i kolacyjki, poi i dba o wszelkie okoliczności. Córka je, chociaż widzi Kalina, że sama nie pomyślałaby, że jest głodna. Niedobrze. 

Dzisiaj młodsza córka Kaliny przeszła prześmieszny casting i wygrała zatrudnienie. Będzie pracować jako niania dla lękowego pieska. Pieskowa mama pracuje wieczorami, piesek wtedy płacze, więc ktoś powinien z nim być, rozmawiać, siedzieć na sofie i głaskać za uszkiem. Młodsza córka Kaliny będzie się zatem z pieskiem przygotowywać do matury. Być może piesek będzie potrzebował wytłumaczenia niektórych trudniejszych zagadnień, ale i tu córka poradzi sobie znakomicie. Ciekawe, czy piesek będzie wolał, żeby córka Kaliny mówiła mu o poezji i prozie Gór Izerskich, czy też o obwodzie trójkąta, wyliczanego z sinusa koła bez środka. 

Raczej Izerskich. Bo piesek jest rasy "pies na trufle". To po co mu jakieś obwody. 


środa, 29 stycznia 2025

kolejny

Kalina wróciła z Hagi. 

Spędziła uroczy czas z przyjaciółką, z córką i z obiema jednocześnie. 

Kupiła filiżankę pokrytą prawdziwym złotem za 1,5 euro. Bardzo brudną - chyba leżała latami na strychu w najciemniejszym miejscu. 

Odbyła długą rozmowę z kobietą, pracującą jako towarzyszka osób z niepełnosprawnościami i zrozumiała, jak powinno wyglądać wsparcie i usamodzielnianie takich osób. A jak w Polsce nie wygląda.

Kolejny raz odczuła niewiarygodnie skomplikowaną organizację ruchu ulicznego w Hadze. Oznakowanie pasów (jazda na wprost, skręt w prawo, skręt w lewo) jest tylko swobodną interpretacją tego, co naprawdę wydarzy się na skrzyżowaniu. Jadąc w prawo bardzo często należy ustawiać się na pasie dla jadących prosto. Ale o tym człowiek dowiaduje się dopiero wtedy, gdy znalazł się w zupełnie niewłaściwym miejscu za skrzyżowaniem.

Kolejny raz zwiedziła Lejdę, Delft i Goudę. Kupiła ser, spodnie w sklepie vintage, tradycyjne wafle z nadzieniem i białą, ceramiczną Maryjkę.  

No i pozostała do wymienienia Haga. Spokojna, dostojna, nieco powolna. Mała i duża jednocześnie. 

Uprasza się o zwrócenie uwagi, w jakiej odległości od brzegu kanału zaparkowane są samochody. 
Kalina ma dreszcze od samego patrzenia.