Po kilku godzinach napisała do mnie matka drugiego - jej syn właśnie powiedział jej, że on się tylko śmiał podczas hymnu, więc ona nie rozumie, skąd określenie "skandaliczny".
Czy naprawdę potrzebujemy lepszych okoliczności do ćwiczenia okazywania szacunku symbolom narodowym niż apel majowy?
Czy naprawdę głupkowaty śmiech podczas śpiewania hymnu narodowego nie jest już sam w sobie powodem do przeprowadzenia poważnej rozmowy z dzieckiem?
Powtarzam to wszystkim rodzicom - nie jestem od wychowywania ich dzieci. Mogę tylko pracować z tym, co oni wtłoczyli dzieciom do głowy. Mogę modyfikować. Ale coraz częściej mi się nie chce.
to są dzieci rodziców którzy też się śmiali podczas śpiewania hymnu ... nie wychowają i nie zrozumieją. To już jest inne pokolenie albo i dwa nawet za nami. Inny świat jak u Grudzińskiego i przepaść
OdpowiedzUsuńMyślę, że masz rację. To jest pokolenie rodziców wychowywanych bez żadnych zasad....
Usuńdzieci chowane bezstresowo ale i bezzasadowo niestety.
Usuńi zapewne bardziej szokuje nie to, że się dzieci śmiały ale, że rodzice nie zrozumieli za co dostały uwagę
UsuńTo typowe pokolenie Polski pisowskiej, Polski sprowadzonej do dojnej krowy, ale na kleczkach. Jacy politycy, taki i narod. Nie ma sie czemu dziwic.
OdpowiedzUsuńMylicie się, jeżeli chodzi o to, że teraz wystąpiło to zjawisko- lekceważenie hymnu. jak długo uczyłam w podstawówkach, a trwało to od początku lat 80. do 2006 roku, tak często widziałam uczniów śmiejących się, gadających, wiercących się, dokuczających kolegom, gapiących się bezmyślnie, stojących krzywo itp. podczas śpiewania (grania) hymnu. I takich gagatków było wielu, włącznie z dziewczynami. I tak samo, jak współcześni rodzice, tamci rodzice nie widzieli w tym nic złego. I też miałam problem wytłumaczyć im, że zachowanie ich dziecka było niestosowne. Nie potrafię wytłumaczyć przyczyn takiego zjawiska, ale jest one stare jak mamuty.
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że moi uczniowie to synowie i córki Twoich uczniów sprzed lat. Kultura, źyczliwość - to wynosi się z domu.
UsuńWzorce, z pokolenia na pokolenie, a raczej brak wzorców w niektórych rodzinach.
OdpowiedzUsuń