- Rok temu opłaciłam roczną prenumeratę pewnego miesięcznika w firmie RUCH SA. W marcu zaczęłam nerwowo wiercić się na krześle, zastanawiając się, ile może spóźniać się pierwszy numer.
W kwietniu napisałam do firmy Ruch SA, że nie dostrzegam żadnego ruchu w mojej skrzynce pocztowej. Odpowiedź przyszła uspokajająca - opóźnienia z wydaniem numeru styczniowego mogą sięgać maja (!).
Dzięki Bogu życie toczyło się w kwietniu i maju dość szybko i jakoś przetrwałam do końca maja.
W czerwcu ponowiłam korespondencję z firmą RUCH SA. Po wielu mailach poinformowano mnie, że to czasopismo już nie jest wydawane. Poproszono o podanie numeru konta, na które miałam spodziewać się zwrotu pieniędzy (po 7 miesiącach...).
To dopiero półmetek tej historii.
Kilka tygodni temu zaczęłam od firmy RUCH SA dostawać przemiłe maile z informacja, że jestem ich ulubioną klientką (ha!), że cenią sobie współpracę ze mną (ba!) i zachęcają do przedłużenia prenumeraty o kolejny rok. Śmiałam się z tych maili tak bardzo, że aż mi się zmarszczka na przeponie zrobiła. Uznałam, że poczucie humoru pracowników firmy RUCH sięga zenitu.
Dziś natomiast zadzwonił do mnie pan, który w przemiłych słowach zachęcił mnie do przedłużenia mojej ubiegłorocznej prenumeraty. Spytałam go, czy wie, że to czasopismo nie istnieje. Zakrztusił się okrągłymi zdaniami, które chciał mi jeszcze zaserwować.
Morał z tego taki:
jeśli nie musisz, nie wykonuj ruchu.
Moral bardzo prawdziwy, ale ile osób w tych wszystkich call center w calym kraju straciloby prace! :)
OdpowiedzUsuńMoje telefony i maile dały pracę co najmniej dwunastu ;-)
UsuńBo to chodzi o ruch w interesie, moja droga, a nie o jakieś tam czasopismo ;-). Zobacz, ono nie istnieje, a ruch związany z jego prenumeratą imponujący - maile, telefony, okazyjne oferty. Ech! Swoja drogą, ciekawa jestem co to za pismo, że tak nakręca ten ruch ;-).
OdpowiedzUsuńSkoro firma nazywa się RUCH, to tak musi waśnie działać. Następnym razem spróbuję zamówić jakąś prenumeratę w firmie ŚWIĘTY SPOKÓJ ;-)
UsuńŚwięcie w to wierzę, Kalinko :-).
UsuńOby w tym przypadku nie była to wiara, która góry porusza ;-)
UsuńBo oni się z takich prenumerat utrzymują. Prawie po roku oddali pieniądze, a ilu zapomniało, albo stwierdziło, że ze skrzynki wykradli, ot co. To musi być bardzo dochodowe czasopismo skoro nawet po jego zniknięciu jest polecane. ;-) Podasz nazwę?
OdpowiedzUsuńŚwiętej pamięci czasopismo miało tytuł Animal Planet. Jednakowoż nie polecam ;-)
UsuńAleż Animal Planet nadal żyje. W TV! Stąd ten marketing ;-P
UsuńAnimal Planet żyje, ale nie wiem, jak będzie w 2016 roku, gdy ja już nie będę ich finansować ;-)
UsuńMorał mi się podoba. Lubię nie wykonywać ruchu w sposób uświadomiony i celowy. Wtedy to nie jest bezczynność a działanie przez zaniechanie, co można zakwalifikować jako aktywność. Chciałbym być krokodylem :)
OdpowiedzUsuńSłowo 'zaniechanie' kojarzy mi się z zaprzestaniem. Myślę, że powinno ono raczej brzmieć: 'niezachanie'. Oddawałoby wtedy siłę świadomej negacji wszelkich aktywności (Czuję, że moje synapsy odpowiedzialne za filozofowanie nie zaniechały. To będą trudne święta. Współczuję mojej rodzinie...) ;-)
UsuńTak, lepiej udawać warana. Waran z zasady jest mało ruchliwy. :-) Po co czytać prasę? W internetach znajdziesz odpowiedz na każde pytanie:-)
OdpowiedzUsuńWaran z komodą? Ten on przykrego zapachu z ust? Wolę nie znać. :-)
Usuń