Kalina podróżowała samochodem niemiecką autostradą. Siedziała obok kierowcy. Miała na nosie okulary przeciwsłoneczne, w ręku telefon, jej fotel był lekko odchylony do tyłu. Chyba nie spała, ale pewności mieć nie można.
I nagle w Kalinę uderzyło coś, składające się z ogromnego huku. Jakby wielki ból wcisnął drzwi prosto na Kalinę. W jej głowę i tułów.
Kalina pamięta, że powiedziała mężowi i córkom, że jest ranna i nie może normalnie oddychać. Ze robi jej się słabo. Wszystko zniknęło i było tylko dziwnie mokro i ciepło. Potem Kalina usłyszała, jak włączyło się w samochodzie automatyczne powiadamianie służb ratunkowych o wypadkach. Przez chwilę znowu nie było nic, aż do momentu, gdy męski głos powiedział, że ktoś żyje. Kalina podejrzewała, że to o niej, ale nie mogła nic zrobić. Potem znowu nic się nie działo. A po jakimś czasie pojawił się nad Kaliną sufit samochodu i miły głos zapytał:
- Can I speak to you in English?
Kalina otworzyła oczy i zobaczyła zatroskaną twarz niemieckiej lekarki.
Po godzinie lekarka pogotowia przyszła pożegnać się z Kaliną. Kalina leżała już w szpitalu, rozmawiała z personelem, była przytomna, przestała się trząść, widziała swoje córki i mogła się upewnić, że są całe i zdrowe. Lekarka uścisnęła Kalinę i powiedziała coś, co brzmiało jak glik-flik, a było niewątpliwie po niemiecku.
- I do not understand - powiedziała już uśmiechnięta Kalina.
Lekarka odśmiechnęła się cudownym, życzliwym uśmiechem i powiedziała:
- I say: you are a great lucker.
Teraz też to wiem. Jestem w jednym kawałku. Moje ciało właściwie nie ucierpiało.
Tylko w głowie zacięła mi się płyta z obrazem wybuchających poduszek powietrznych, eksplodujących ładunków pirotechnicznych od kurtyny powietrznej, uderzenia w żebra od napinaczy pasów i huku. Strasznego huku. I bólu głowy. I walnięcia w żebra. I poczucia, że wszystko się kończy: powietrze, krew, samochód, głosy córek i dotyk męża, sprawdzającego czy oddycham.
Drugi samochód z ogromną siłą uderzył w drzwi, za którymi siedziałam, dlatego uruchomiły się wszystkie zabezpieczenia od strony pasażera. Odbił się od naszego samochodu, obrócił i uderzył w balustradę.
Tak to w ułamku sekundy zmieniają się plany podróży.
Tak to w ułamku sekundy zagnieżdża się w głowie wspomnienie. Obolałej głowie.
Tak to odzyskuje się w życiu właściwe priorytety.
och Kalina trauma na całe życie...miałam dwie stłuczki, podczas jednak duże auto uderzyło z mojej strony.ale to było stare BMW bez poduszek, zabezpieczeń...
OdpowiedzUsuńmam nadzieje, że nic poza siniakami i może naciągnięciami się nie stało.
Nic mi nie jest, tylko teraz cały czas śpię. Mózg musi odpocząć.
UsuńŻyczę Ci z całego serca, abyś kolejne punkty swojego systemu wartości układała i szeregowała już tylko na podstawie rozważań filozoficznych. Może zajmie to więcej czasu, ale jest zdecydowanie bezhukowe!
OdpowiedzUsuńBardzo słuszna uwaga! Bardzo! 😁
UsuńGreat lucker - i tak trzymaj.
OdpowiedzUsuńChce mi się śmiać ze szczęścia. Stopniowo wychodzą drobne bóle, które wszyscy mamy: a to łokieć, a to biodro, a to żebra. Ale to tylko nasze ciała pokazują nam, że też są ważne.
UsuńNaprawde mialas wielkie szczescie. Dobrze, ze nic Ci nie jest i dobrze, ze spisz bo po takim wstrzasie organizm musi odpoczac.
OdpowiedzUsuńAch i to prawda z tym przewartosciowaniem swiata... to taki pozytywny skutek uboczny wypadkow, powaznych chorob itp.
Człowiek inaczej myśli, gdy przeżył, a nie było to oczywiste 😊
UsuńPojęcia nawet nie masz, jak mnie nastraszyłaś. Ale cieszę, się, że jesteś cała i że mogłam być z tobą. A myśli wypełnimy jakimiś głupotami. O windach, czekoladach i osobliwościach
OdpowiedzUsuńOch, bardzo potrzebowałam wtedy kogoś daleko ale blisko.
UsuńNawet nie masz pojęcia, jak bardzo mi pomogłaś.
Jeśli pomogłam, to się bardzo, bardzo cieszę. Chcę pomagać.
Usuń😊
Usuńskutki uboczne już widać - wygadać się trzeba - nie żałuj sobie. choć raz nie jesteś lakoniczna.
OdpowiedzUsuńHahaha!
UsuńA ja mam wrażenie, że jestem dziś bardzo lakoniczna. Ta historia była tak pokręcona, pogięta, zbita na kwaśne jabłko i ponawiercana, że mogłabym ją opowiadać przez tydzień. A tymczasem udało się w jednym poście :-)
lekarka z pewnością powiedziała: viel glück ! a swoją drogą przeżyłaś coś czego ja na szczęście nie ale od lat się tego obawiam. Nie tyle wypadku czy stłuczki co tego, że właśnie ktoś walnie od mniej strony w drzwi. Dzięki Bogu nic się nie stało !!!
OdpowiedzUsuńJest to rzeczywiście okropne wrażenie, ale można z niego wyjść bez szwanku. Teraz myślę, że gorsze jest uderzenie w przód, bo wtedy kierowca nie utrzyma toru jazdy...
UsuńMogło być też Glụ̈ckspilz czyli Szczęściara! co niewątpliwie jest prawdą ;)
UsuńPasują wszystkie słowa świata, mówiące o szczęściu 😁
UsuńA post zaczal sie tak milo..
OdpowiedzUsuńa potem juz tylko horror!
Dobrze, ze jestes cala, pozdrawiam cie serdecznie :)
Jestem. Czuję się niemal doskonale. 😊
UsuńPrzez chwilę przestałam oddychać... kochana!
OdpowiedzUsuńLos szepnàł mi na ucho: ty nie wypadasz z gry. 😊
Usuń:*
Usuńod dzisiaj zadnych" huku" nie bedzie, beda tylko same przyjemne dzwieki
OdpowiedzUsuńSłucham dużo muzyki. Zamienię huk na łagodny, kobiecy głos 😁
UsuńOjej!!!
OdpowiedzUsuń��
Brak mi słów. ♡♡♡♡
OdpowiedzUsuńDobrze, że nic Wam nie jest.
Czy to stało się niedawno?