Jest cudnie.
Kalina z mężem i młodszą córką zjedzą jutro małe śniadanko. Jajeczko, twarożek z ziołami, pomidorki i szczypiorek.
Spokój.
Spokój.
Spokój.
Dwa dni temu minęła kolejna rocznica śmierci mamy. Nie wiem, która. Nadal bardzo mi jej brakuje. I ciągle łapię się na tym, że chcę do niej zadzwonić.
Spokoju zatem, rownowagi i wewnetrznej radosci.
OdpowiedzUsuńPotrzebne, och potrzebne...
Usuńo tak i ja sie podłączam do życzeń Pantery i dużo kopania w ogrodzie :-))
OdpowiedzUsuńDzięki :-)
UsuńSlusznie, tylko spokoj moze nas uratowac. A moze tylko uradowac na chwile?
OdpowiedzUsuńU mnie przyroda dalej spi! A tu swieta spokojnie sie obchodza jakby same. Jak we snie.
Dobrze powiedziane: święta same się obchodzą. I odchodzą.
Usuńu mnie obżarstwo. A mamy pewnie długo będzie brakowało i ten odruch dzwonienia też prędko nie zniknie
OdpowiedzUsuńUdało nam się bez obżarstwa i było fajnie :-)
UsuńPrzyroda daje wytchnienie, mam nadzieję, że masz się świetnie po świętach :* a do mamy możesz pisać listy, to ponoć pomaga.
OdpowiedzUsuńJest i lepiej, i gorzej po świętach...
UsuńTylko spokój może nas uratować ;) Po tych, których nie ma dziura pozostaje na zawsze, też ją mam. Szczególnie w lutym. Ściskam.
OdpowiedzUsuńSą rany, które się nie leczą. To prawda.
Usuń