Oglądałam program o fałszywych szczepieniach.
Ludzie przyjeżdżają do punktu szczepień, płacą, wchodzą do budynku, pielęgniarka przykleja im plasterek na rękę, dostają certyfikat covidowy i wszystko wygląda zupełnie normalnie, tylko że pomija się jeden mały etap. Nie ma szczepienia. Kosztuje to 450 zł z osobistym przyjazdem do punktu szczepień, albo 600 na odległość...
Czy świat zwariował?!
Wszystkich tych ludzi powinno się natychmiast ukarać gigantyczną grzywną, przynajmniej dziura w budżecie by się zmniejszyła...
A co powiesz o fanatycznie antyszczepionkowej pielegniarce, ktora "szczepila" nieswiadomych niczego pacjentow roztworem soli fizjologicznej i wystawiala im certyfikaty? Zalatwila tak ponad 10 tysiecy Niemcow. Na szczescie policja dotarla do wszystkich i zaszczepiono ich na nowo. Wydawanie falszywych certyfikatow za pieniadze tez sie zdarza.
OdpowiedzUsuńChora psychicznie kobieta... A zamiast antybiotyków podawała wyciąg z rumianku? Koszmar.
Usuńchorzy psychicznie nas tu z każdej strony atakuja.
OdpowiedzUsuńCzy dawniej też tak było, czy to domena XXI wieku?
Usuń