- Tu leży moja teczka, ta co się zgubiła na poprzedniej przerwie - usłyszała Kalina głos z drugiego końca stołu. - A gdzie papiery?
- Mówisz do siebie na głos? - spytała zaskoczona Kalina.
- Przepraszam. Mówię.
- Nie przepraszaj. Zdziwiłam się, bo sądziłam, że tylko ja...
- Ty też? - padło nagle z trzeciego końca pokoju nauczycielskiego. - Myślałam, że tylko ja...
- Naprawdę? Wy też? - odezwała się katechetka. - Nie spodziewałam się.
- Ale ja bardzo często... - zaczęła nieśmiało polonistka.
- A ja czasem się nawet ze sobą kłócę - bąknęła plastyczka, nalewając wodę do kubka termicznego.
- Myślicie, że w innych zawodach to też się zdarza? - zapytała geograficzka, chowając głowę w szafie. Prawdopodobnie położyła gdzieś w dobrym miejscu swoje sprawdziany i stało się najgorsze.
Zapadło milczenie. Otworzyły się drzwi i stanęła w nich dyrekcja.
- Muszę jeszcze tylko uzupełnić zastępstwa i wtedy... - Dyrekcja zatrzymała się i spojrzała na wszystkich. - Co tak patrzycie?
- Nic, nic. Zupełnie nic. Cieszymy się, że mamy taką fajną, normalną dyrekcję - rzekła katechetka, a wszyscy zabrali się do pracy, mówiąc do siebie pod nosem. Plastyczka z nikim się nie pokłóciła.
sobota, 7 grudnia 2019
czwartek, 5 grudnia 2019
szubrawe
Uczniowie w mojej szkole to mieszanka wybuchowa. Niemal każdy ciągnie za sobą dramatyczną historię.
- No nie gadaj - usłyszałam teatralny szept, gdy odwróciłam się przodem do tablicy. - Przecież to jest biologia! Pani przestanie nas lubić jak będziemy niegrzeczni!
Najgorsze łotry szubrawe, których ma się ochotę wsadzić w rakietę i odesłać na Marsa bez wstępnego przeszkolenia, dają największą radość.
- Proszę panią, ja przyszłem dzisiaj na drugą lekcję, bo rano zgubiłem po drodze worek od wf.
- I znalazłeś go?
- Nie. Okazało się, że był w szkole.
- Dlaczego nie było pani w szkole?
- Byłam chora.
- Martwiłem się.
- Co dostałem z kartkówki o dżdżownicy?
- Nie wiem.
- Nie wie pani? Jak to?
- Nie pamiętam wszystkich ocen.
- Ale moją to chyba pani pamięta?
- Zgubiłam kluczyk od szafki.
- Sprawdziłaś w szatni?
- Tak.
- A u pana woźnego?
- Tak.
- A w twojej sali?
- Tak.
- A w kieszeni w kurtce?
- Tak.
- A sprawdź przy mnie jeszcze raz kieszenie.
- O, jest. Ale przed chwilą go nie było!
- No nie gadaj - usłyszałam teatralny szept, gdy odwróciłam się przodem do tablicy. - Przecież to jest biologia! Pani przestanie nas lubić jak będziemy niegrzeczni!
Najgorsze łotry szubrawe, których ma się ochotę wsadzić w rakietę i odesłać na Marsa bez wstępnego przeszkolenia, dają największą radość.
- Proszę panią, ja przyszłem dzisiaj na drugą lekcję, bo rano zgubiłem po drodze worek od wf.
- I znalazłeś go?
- Nie. Okazało się, że był w szkole.
- Dlaczego nie było pani w szkole?
- Byłam chora.
- Martwiłem się.
- Co dostałem z kartkówki o dżdżownicy?
- Nie wiem.
- Nie wie pani? Jak to?
- Nie pamiętam wszystkich ocen.
- Ale moją to chyba pani pamięta?
- Zgubiłam kluczyk od szafki.
- Sprawdziłaś w szatni?
- Tak.
- A u pana woźnego?
- Tak.
- A w twojej sali?
- Tak.
- A w kieszeni w kurtce?
- Tak.
- A sprawdź przy mnie jeszcze raz kieszenie.
- O, jest. Ale przed chwilą go nie było!
środa, 4 grudnia 2019
doczekać
Uczniowie pytają, czy cieszę się, że niedługo będą święta. Przemyślałam sprawę. Tak, cieszę się. To będą święta inne niż wszystkie. Spędzimy je sami, tylko z mamą, przyjedzie córka z końca świata, planujemy piękne dekoracje, cudną choinkę, kolędy i pierogi zrobione przez zaprzyjaźnioną Ukrainkę. Cicho, spokojnie. Rozbłyśnie moja bawarska szopka, którą cudem udało nam się uruchomić. Jest tak kiczowata, że zachwyca.
Cieszę się.
Nie będziemy się spinać. Ubierzemy się odświętnie, bo chcemy. Młodsza córka przygotowała film o Kevinie. Zeby nie był w tym roku sam w domu, spędzimy pierwszy dzień świąt razem z nim, pod kocem, zajadając pyszne czekoladowe pierniki upieczone w Lidlu.
A jeśli okaże się, że byłam grzeczna, może dostanę jakiś fajny prezent? Tylko muszę go najpierw kupić - mama od lat prosi mnie o załatwianie spraw ze świętym Mikołajem.
W Wigilię w południe pojedziemy na lotnisko odebrać starszą córkę. Przyleci stęskniona i wzruszona. Będziemy płakać, ściskając ją i piszcząc w hali przylotów. Prawdziwe święta. Nie mogę się doczekać.
Cieszę się.
Nie będziemy się spinać. Ubierzemy się odświętnie, bo chcemy. Młodsza córka przygotowała film o Kevinie. Zeby nie był w tym roku sam w domu, spędzimy pierwszy dzień świąt razem z nim, pod kocem, zajadając pyszne czekoladowe pierniki upieczone w Lidlu.
A jeśli okaże się, że byłam grzeczna, może dostanę jakiś fajny prezent? Tylko muszę go najpierw kupić - mama od lat prosi mnie o załatwianie spraw ze świętym Mikołajem.
W Wigilię w południe pojedziemy na lotnisko odebrać starszą córkę. Przyleci stęskniona i wzruszona. Będziemy płakać, ściskając ją i piszcząc w hali przylotów. Prawdziwe święta. Nie mogę się doczekać.
środa, 27 listopada 2019
oblewana
Coś się zmieniło. Albo we mnie, albo dookoła mnie. Tego nie wiem.
Widzę dużo problemów. Czuję się, jakbym stała, oblewana deszczem meteorytów. Uchylam się na wszystkie strony, ale nie daje to długotrwałego poczucia spokoju. Już leci następny, i jeszcze jeden. Niektóre z nich uderzają we mnie z jakąś siłą: dużą lub małą. Inne spadają obok. Patrzę na nie i nie cieszę się, bo już muszę robić unik przed kolejnym spadającym głazem.
I czy to znaczy, że zawsze tak było, tylko ja inaczej odbierałam problemy? Czy też moja sytuacja jest teraz inna/gorsza niż dawniej.
A jeśli tak, to czy jest gdzieś koniec?
Widzę dużo problemów. Czuję się, jakbym stała, oblewana deszczem meteorytów. Uchylam się na wszystkie strony, ale nie daje to długotrwałego poczucia spokoju. Już leci następny, i jeszcze jeden. Niektóre z nich uderzają we mnie z jakąś siłą: dużą lub małą. Inne spadają obok. Patrzę na nie i nie cieszę się, bo już muszę robić unik przed kolejnym spadającym głazem.
I czy to znaczy, że zawsze tak było, tylko ja inaczej odbierałam problemy? Czy też moja sytuacja jest teraz inna/gorsza niż dawniej.
A jeśli tak, to czy jest gdzieś koniec?
piątek, 22 listopada 2019
błędnika
Powiedzenie "życie przewróciło mi się do góry nogami" stało się ciałem i uzyskało nad wyraz osobliwą formę. Kalina miała zapalenie błędnika. Choroba to zaiste niezwykła, gdyż nagle wszystko przestaje być oczywiste. Sufit wiruje naprzemiennie z podłogą, ściany walą się człowiekowi na twarz, oczy błądzą po tym wszystkim wykazując swoista apopleksję, a nogi odmawiają posłuszeństwa. Właściwie to całe ciało odmawia posłuszeństwa. Każdy fragment ciała odbiera grawitację z innej strony i w tym samym momencie usiłuje dopasować swe położenie do pokręconych danych.
Kalina miała okazję przebywać sama w domu i gdy po kilkugodzinnych walkach ze sobą poczuła bezwzględny imperatyw aby dostać się do łazienki, sprawa przybrała gorszy obrót. Okazało się, że nawet spełznięcie z łóżka na podłogę jest nad wyraz trudne, gdyż prawdziwa grawitacja ciągnęła Kalinę w jedną stronę, a mózg wirował ekstatycznie w poszukiwaniu tego, co zwykle nazywa się pionem. Nie znalazł.
Kalina w pozycji czołgającego się żołnierza dotarła do łazienki, ale tu pojawił się problem kolejny: sedes tak szybko zmieniał swoje położenie, wirując gdzieś pomiędzy sufitem a kafelkami na podłodze, że posadzenie na nim czegokolwiek graniczyło z cudem.
Tak było.
Teraz jest niemal idealnie: mogę już sama wyjść z domu i nawet zmniejszył mi się oczopląs na tyle, że podczas czytania nie widzę drżących literek. Jeśli poprawa utrzyma tempo, jutro będę całkiem zdrowa.
I jeszcze jedno: nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie poczucie bezpieczeństwa daje mi grawitacja. Jej brak w moim mózgu był naprawdę przerażający.
Kalina miała okazję przebywać sama w domu i gdy po kilkugodzinnych walkach ze sobą poczuła bezwzględny imperatyw aby dostać się do łazienki, sprawa przybrała gorszy obrót. Okazało się, że nawet spełznięcie z łóżka na podłogę jest nad wyraz trudne, gdyż prawdziwa grawitacja ciągnęła Kalinę w jedną stronę, a mózg wirował ekstatycznie w poszukiwaniu tego, co zwykle nazywa się pionem. Nie znalazł.
Kalina w pozycji czołgającego się żołnierza dotarła do łazienki, ale tu pojawił się problem kolejny: sedes tak szybko zmieniał swoje położenie, wirując gdzieś pomiędzy sufitem a kafelkami na podłodze, że posadzenie na nim czegokolwiek graniczyło z cudem.
Tak było.
Teraz jest niemal idealnie: mogę już sama wyjść z domu i nawet zmniejszył mi się oczopląs na tyle, że podczas czytania nie widzę drżących literek. Jeśli poprawa utrzyma tempo, jutro będę całkiem zdrowa.
I jeszcze jedno: nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie poczucie bezpieczeństwa daje mi grawitacja. Jej brak w moim mózgu był naprawdę przerażający.
czwartek, 14 listopada 2019
rady
Nie chcę dawać rad.
Jeśli człowiek ma problem, to zapewne już o nim myślał i nie potrzebuje mojego mędrkowania. A jeśli potrzebuje rady, to sam mi o tym powie.
Amen.
Jeśli człowiek ma problem, to zapewne już o nim myślał i nie potrzebuje mojego mędrkowania. A jeśli potrzebuje rady, to sam mi o tym powie.
Amen.
wtorek, 12 listopada 2019
objawami
Kalina zarejestrowała się do lekarza. To naprawdę wiekopomny moment i świadczy o tym, że Kalina źle się czuje. Lekarz zapytał Kalinę przez telefon, czy była ze swoimi objawami wcześniej u jakiegoś innego lekarza. Nie była. Zaczyna od tego lekarza i na nim skończy - poinformowała Kalina doktora, który zaniemówił. A że był w tym czasie na drugim końcu świata, w słuchawce oprócz zaniemówienia słychać było dziwne trzaski i chrzęsty.
- Czuję ogromną odpowiedzialność - powiedział Kalinie.
- Dlatego wybrałam pana - Kalinie spadł kamień z serca i od razu poczuła, że to był dobry wybór. Wszak jednym z celów wizyty u lekarza ma być poprawa samopoczucia, a bez kamienia Kalina nieco ozdrowiała. Efekt natychmiastowy. A nawet falstartowy.
Lekarzowi wpadł ciężar na barki, mimo że był na drugim końcu świata. Chrzęstów w słuchawce pojawiło się jakby więcej. I trzasków też.
- Czuję ogromną odpowiedzialność - powiedział Kalinie.
- Dlatego wybrałam pana - Kalinie spadł kamień z serca i od razu poczuła, że to był dobry wybór. Wszak jednym z celów wizyty u lekarza ma być poprawa samopoczucia, a bez kamienia Kalina nieco ozdrowiała. Efekt natychmiastowy. A nawet falstartowy.
Lekarzowi wpadł ciężar na barki, mimo że był na drugim końcu świata. Chrzęstów w słuchawce pojawiło się jakby więcej. I trzasków też.
sobota, 9 listopada 2019
nadziei
Czuję brak wiary, nadziei i miłości.
Wszystko jakoś się toczy. Nic złego się nie dzieje, a co chwilę mam wrażenie, że to plastik, erzac, chińszczyzna i marność nad marnościami. Albo nawet marność pod marnościami.
Wszystko jakoś się toczy. Nic złego się nie dzieje, a co chwilę mam wrażenie, że to plastik, erzac, chińszczyzna i marność nad marnościami. Albo nawet marność pod marnościami.
czwartek, 7 listopada 2019
zmiana
Wcześnie robi się ciemno. Za wcześnie. Rozumiem sens zmiany czasu, choć tego nie popieram, ale nie rozumiem, dlaczego zmiana czasu musi od razu powiększać ciemności za moim oknem.
sobota, 2 listopada 2019
święto
Wszystkich świętych. W tym roku uznałam, że to nie moje święto. Na grób taty i brata kupiłam dwa malutkie, tradycyjne, dymiące znicze. Nie chcę dywanów kwiatowych.
W noc przed pierwszym listopada runął w moim salonie karnisz. Wielki, długi, ciężki. Pod nim mnóstwo kwiatów, ale ani jeden listeczek się nie ułamał. Cud. Gdy wstawałam, żeby przyjrzeć się szkodom, zauważyłam, że w sypialni spadły na podłogę moje okulary. Pękły. Drugi cud.
O karnisz podejrzewam brata. O okulary - tatę.
Chociaż grono rodzinne uznało, że to dziadek huśtał się na karniszu.
Może i tak.
I następnym razem proszę śp. tatę, żeby się stosowniej zachował, jak już przyjdzie.
W noc przed pierwszym listopada runął w moim salonie karnisz. Wielki, długi, ciężki. Pod nim mnóstwo kwiatów, ale ani jeden listeczek się nie ułamał. Cud. Gdy wstawałam, żeby przyjrzeć się szkodom, zauważyłam, że w sypialni spadły na podłogę moje okulary. Pękły. Drugi cud.
O karnisz podejrzewam brata. O okulary - tatę.
Chociaż grono rodzinne uznało, że to dziadek huśtał się na karniszu.
Może i tak.
I następnym razem proszę śp. tatę, żeby się stosowniej zachował, jak już przyjdzie.
wtorek, 29 października 2019
innej
- Zróbmy sobie szafa party - powiedziała siedząca obok Kaliny.
- Szafa party, szafa party - podchwyciły inne.
Organizują szafa party już od lat i bardzo to lubią. Przynoszą swoje w-bardzo-dobrym-stanie ciuchy i sprzedają za 10-15 zł. Pozbywają się sukienek "na jeden raz", spodni "3 kg temu", płaszczy "chyba jednak nie ten fason" i bluzek "już wszyscy mnie w niej widzieli".
Kalina siedziała cicho i uczyła się emocji, które towarzyszą myśli o swobodnych, lekkich, przyjemnych zakupach w gronie przyjaciół.
- Kalina, przyjdź też!
Dobre samopoczucie Kaliny stanęło jak wryte.
- Nie mam ciuchów - zaśmiała się Kalina, przerzucając w głowie krótki spis swojej garderoby.
- To nic, Kalina. Tym się nie martw. Nie musisz przynosić ciuchów - machnęła ręką jedna, a inne pokiwały głowami "tak, tak, tak". Kaliny kamień na sercu delikatnie drgnął, szykując się do upadku. - Nie musisz przynosić ciuchów. My przyniesiemy. Ty możesz przynieść swoje wszystkie torebki.
Kamień pozostał na swoim miejscu. Na sercu.
Kalina uwielbia różnorodność. Rozmowy z ludźmi z innej niż Kalina szuflady. Słuchanie opinii z drugiej strony. Ale czasami, przez króciutki moment, robi jej się przykro, gdy czuje, jak bardzo inna jest niż inni. I jak bardzo czasami nie pasuje.
- Szafa party, szafa party - podchwyciły inne.
Organizują szafa party już od lat i bardzo to lubią. Przynoszą swoje w-bardzo-dobrym-stanie ciuchy i sprzedają za 10-15 zł. Pozbywają się sukienek "na jeden raz", spodni "3 kg temu", płaszczy "chyba jednak nie ten fason" i bluzek "już wszyscy mnie w niej widzieli".
Kalina siedziała cicho i uczyła się emocji, które towarzyszą myśli o swobodnych, lekkich, przyjemnych zakupach w gronie przyjaciół.
- Kalina, przyjdź też!
Dobre samopoczucie Kaliny stanęło jak wryte.
- Nie mam ciuchów - zaśmiała się Kalina, przerzucając w głowie krótki spis swojej garderoby.
- To nic, Kalina. Tym się nie martw. Nie musisz przynosić ciuchów - machnęła ręką jedna, a inne pokiwały głowami "tak, tak, tak". Kaliny kamień na sercu delikatnie drgnął, szykując się do upadku. - Nie musisz przynosić ciuchów. My przyniesiemy. Ty możesz przynieść swoje wszystkie torebki.
Kamień pozostał na swoim miejscu. Na sercu.
Kalina uwielbia różnorodność. Rozmowy z ludźmi z innej niż Kalina szuflady. Słuchanie opinii z drugiej strony. Ale czasami, przez króciutki moment, robi jej się przykro, gdy czuje, jak bardzo inna jest niż inni. I jak bardzo czasami nie pasuje.
niedziela, 27 października 2019
czwartek, 24 października 2019
poczekać
Wyznaję głęboką wiarę w naturalne możliwości samoleczenia organizmu. Zwłaszcza mojego. O ile znajomym często radzę pójście do lekarza, to sama takich rad sobie nie udzielam. Wolę poczekać.
I tylko zupełnie nie rozumiem, dlaczego mój ząb nie chce się sam zakleić...
I tylko zupełnie nie rozumiem, dlaczego mój ząb nie chce się sam zakleić...
wtorek, 22 października 2019
sztuka
"Nie sztuka być osiemnastolatkiem, gdy ma się osiemnaście lat!"
To moje motto na nadchodzący tydzień.
To moje motto na nadchodzący tydzień.
sobota, 19 października 2019
zamoderować
Bezradosny komentator, który usiłował zepsuć radość Wam i mnie, spowodował, że włączyłam moderowanie.
I nie lubię tego. Uwielbiam zaglądać na bloga i widzieć nowe wpisy, a tak zawsze widzę nic. Muszę zamoderować, żeby się pojawiły.
Zatem pytam doświadczone blogowe przyjazne dusze, będące wcześniej niż ja żywicielami nieszczęsnego komentatora: czy on pojawi się natychmiast, gdy wyłączę moderowanie, czy wraz z moderowaniem odszedł na wieki?
I nie lubię tego. Uwielbiam zaglądać na bloga i widzieć nowe wpisy, a tak zawsze widzę nic. Muszę zamoderować, żeby się pojawiły.
Zatem pytam doświadczone blogowe przyjazne dusze, będące wcześniej niż ja żywicielami nieszczęsnego komentatora: czy on pojawi się natychmiast, gdy wyłączę moderowanie, czy wraz z moderowaniem odszedł na wieki?
wtorek, 15 października 2019
urny
Na wycieczce szkolnej chłopiec z trudnościami w mówieniu dyskutował z kolegą o wynikach wyborów.
Jakiekolwiek nasze wybory są, przyniosły coś dobrego: wydobyły z pewnego ucznia głos. Nawet jeśli nie był to głos wrzucony do urny.
Jakiekolwiek nasze wybory są, przyniosły coś dobrego: wydobyły z pewnego ucznia głos. Nawet jeśli nie był to głos wrzucony do urny.
pogodę
Uwielbiam taką pogodę.
Jak latem, tylko łagodniej.
Jak chłodnym letnim dniem, gdy trzeba już założyć sweter, ale można mieć bose stopy w klapkach.
Latają owady, pojawiły się pączki stokrotek, trawa jest intensywnie zielona i tylko liście na drzewach jakby nie z tej epoki...
Jak latem, tylko łagodniej.
Jak chłodnym letnim dniem, gdy trzeba już założyć sweter, ale można mieć bose stopy w klapkach.
Latają owady, pojawiły się pączki stokrotek, trawa jest intensywnie zielona i tylko liście na drzewach jakby nie z tej epoki...
niedziela, 13 października 2019
książki
- Możesz być dumna. Poznałaś się na Tokarczuk przed Noblem.
- Myślisz, że teraz będzie wstyd mówić, że "Bieguni" to książka mojego życia?
- Sami "Bieguni" - chyba nie. Ale mówienie, że "Bieguni" i "Czarodziejska Góra" to książki twojego życia uważam za przesadę. Nie można żyć tylko z powodu Nobla.
- Myślisz, że teraz będzie wstyd mówić, że "Bieguni" to książka mojego życia?
- Sami "Bieguni" - chyba nie. Ale mówienie, że "Bieguni" i "Czarodziejska Góra" to książki twojego życia uważam za przesadę. Nie można żyć tylko z powodu Nobla.
sobota, 12 października 2019
mikroskop
Kalina ma w klasie mikroskop, podłączony do komputera. Może pokazywać uczniom różne przedmioty w powiększeniu 60x.
Brud spod paznokcia robi na wszystkich największe wrażenie. I włosy, które w takim powiększeniu wyglądają jak rurociąg północny.
Brud spod paznokcia robi na wszystkich największe wrażenie. I włosy, które w takim powiększeniu wyglądają jak rurociąg północny.
czwartek, 10 października 2019
zgubiłyśmy
Jedna z córek Kaliny wraca jutro z innego świata.
- Jak ci tam? - pyta na messengerze Kalina
- Zgubiłyśmy się jadąc do szkoły. Kierowca zatrzymał autobus na poboczu, wypytał nas dokładnie dokąd jedziemy i wytłumaczył, gdzie mamy wysiąść. A potem na odpowiednim przystanku krzyknął do nas, że to tu.
W imieniu wszystkich matek na świecie Kalina pragnie podziękować panu kierowcy z innego świata i jednocześnie apeluje do kierowców z tego świata, żeby byli ludźmi.
- Jak ci tam? - pyta na messengerze Kalina
- Zgubiłyśmy się jadąc do szkoły. Kierowca zatrzymał autobus na poboczu, wypytał nas dokładnie dokąd jedziemy i wytłumaczył, gdzie mamy wysiąść. A potem na odpowiednim przystanku krzyknął do nas, że to tu.
W imieniu wszystkich matek na świecie Kalina pragnie podziękować panu kierowcy z innego świata i jednocześnie apeluje do kierowców z tego świata, żeby byli ludźmi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)